Aktem oskarżenia objętych było 30 b. funkcjonariuszy ZOMO, ale jeszcze przed rozpoczęciem procesu jeden z nich zmarł, a drugi jest poważnie chory i - zdaniem lekarzy - na razie nie może uczestniczyć w rozprawach.

Byłym funkcjonariuszom ZOMO prokurator z radomskiej delegatury IPN zarzucił popełnienie czynów stanowiących zbrodnię komunistyczną.

Jak ustalił prokurator, funkcjonariusze ZOMO podczas wykonywania czynności służbowych, związanych z konwojowaniem i osadzeniem w areszcie w Szydłowcu 28 uczestników protestu w Radomiu, w tym jednego 16-latka, dwóch 15-latków i jednego 14-latka, znęcali się nad nimi, wzięli udział w ich pobiciu i zmuszali ich do przejścia tzw. ścieżką zdrowia.

Polegało to na przejściu pokrzywdzonych - skrępowanych kajdankami, w parach - między dwoma szeregami funkcjonariuszy ZOMO, którzy bili ich milicyjnymi pałkami szturmowymi, pięściami i kopali. IPN uznał, że oskarżeni narazili w ten sposób pokrzywdzonych na utratę zdrowia lub życia, za co grozi kara do 5 lat więzienia.

W sądzie składali wyjaśnienia pierwsi oskarżeni

Żaden z nich nie przyznał się do winy. Większość twierdzi, że nie pamięta szczegółów prowadzonych w Radomiu działań, a o ścieżkach zdrowia dowiedzieli się dużo później z mediów.

Były funkcjonariusz ZOMO Zdzisław B. powiedział, że w czasie trwania akcji w Radomiu i w Szydłowcu siedział cały czas w samochodzie. "Ani ja, ani inni funkcjonariusze nie stosowali przemocy wobec osób zatrzymanych - nic takiego nie widziałem" - stwierdził.

Inny oskarżony - Ryszard. B. - powiedział, że nie pamięta, by wyjeżdżał z konwojem z Radomia do Szydłowca. Wyjaśnił, że jego działania ograniczyły się głównie do wypełniania wniosków do kolegiów wobec osób, które kradły towary ze zdemolowanych w czasie zamieszek sklepów w centrum miasta.

Z kolei Wojciech C., b. dowódca drużyny ZOMO, szczegółowo opisał przebieg działań w Radomiu. Stwierdził, że kiedy przełożony polecił im opuścić pojazd, nie wykonali rozkazu. "Tłum był ogromny, a nasze siły niewielkie. Poza tym nie bardzo mieliśmy ochotę na bezpośrednie starcie się z ludźmi" - stwierdził. Były funkcjonariusz powiedział, że jechał z konwojem w Szydłowcu, ale po dojechaniu więźniarki na miejsce, on i jego ludzie wrócili do Radomia i tam spędzili noc.

25 czerwca 1976 roku w Radomiu i kilku innych miastach robotnicy, na wiadomość o podwyżce cen żywności, wyszli na ulice. W Radomiu demonstranci podpalili siedzibę KW PZPR. Według oficjalnych danych, milicja zatrzymała w mieście ponad 500 osób. W całym kraju w proteście przeciw podwyżkom strajkowało ok. 100 zakładów. W efekcie 25 czerwca wieczorem władze odwołały podwyżki, a na uczestników protestów spadły później represje.