Krajowa Rada Sądownictwa nie popiera proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmian w procesie kształcenia kandydatów na sędziów, które mają polegać m.in. na wprowadzeniu wymogu stażu tych osób na stanowisku referendarza czy asystenta sędziego. Zdaniem KRS takie rozwiązanie jest dla osób kształcących się na sędziów krzywdzące, gdyż nie przewidywały one ewentualności, że po odbytej aplikacji i zdanym egzaminie sędziowskim będą musiały przez kilka lat dodatkowo wykonywać zawód referendarza lub asystenta sędziego. Stąd KRS optuje za utworzeniem dla nich nowego stanowiska sędziowskiego - sędziego grodzkiego. Stanowisko KRS zaskakuje co najmniej z kilku względów.

Argument, że ponieważ osoby, które rozpoczynały i skończyły aplikacje na zasadach dotychczas obowiązujących, nie przewidywały ewentualności, że po odbytej aplikacji i zdanym egzaminie sędziowskim będą musiały przez kilka lat dodatkowo wykonywać zawód referendarza lub asystenta sędziego, nie przekonuje, bo nie odpowiada prawdzie. Powstanie referendariatu zbiegło się niemal w czasie ze znacznym poszerzeniem naboru na aplikację sądową - pozaetatową. Takiego stanu rzeczy nie zmieniła nowela prawa o ustroju sądów powszechnych, na mocy której wprowadzono instytucję asystenta sędziego. Osoby będące w trakcie szkolenia musiały więc brać pod uwagę pracę na tych stanowiskach, zwłaszcza że o obsadzie stanowisk asesorskich decydowała niemal wyłącznie ocena uzyskana podczas egzaminu sędziowskiego.

Nieporozumieniem jest argument KRS, że Trybunał Konstytucyjny nie zakwestionował merytorycznego przygotowania asesora, lecz wyposażenie tego stanowiska w pełnię gwarancji niezawisłości. Trybunał Konstytucyjny rozpatrywał sprawę w związku z konkretnym pytaniem i wyrażoną w nim wątpliwością. Skupił on więc swoją uwagę na kwestii legitymizacji władzy, a nie zajmował się problemem merytorycznego przygotowania młodych adeptów Temidy. Kwestia ta nie jest zaś tak oczywista, jak to zakłada KRS. Skoro wizerunek wymiaru sprawiedliwości kształtowany jest w zasadzie przez sądy rejonowe, bo to na ich barkach, statystycznie biorąc, spoczywa gros rozpoznawanych spraw, to czy modelem optymalnym jest powierzanie pełni imperium i powagi Rzeczpospolitej osobom młodym, nieposiadającym niezbędnego doświadczenia życiowego i zawodowego?

Obawa Krajowej Rady Sądownictwa, że stosunkowo długa droga do urzędu sędziego i relatywnie niskie wynagrodzenie na stanowiskach czy to asystenta, czy referendarza sądowego spowoduje, że dla wielu osób urząd sędziego nie będzie atrakcyjną ofertą zawodową, zdumiewa. Praca w wymiarze sprawiedliwości jest, a przynajmniej powinna być, dla każdego prawnika honorem. Praca ta niekoniecznie jednak musi się od razu wiązać z wyniesieniem pozycji zawodowej młodego prawnika.