Rząd zamierza dać samorządom większą swobodę w kształtowaniu cenników w strefach płatnego parkowania. Opcje są dwie: zwiększenie dopuszczalnych stawek w ustawie lub pełna deregulacja. Pewne natomiast już teraz jest jedno: kierowcy dostaną po kieszeni. Bo pomysł popierają zarówno posłowie PiS, jak i PO.

Dziś górne stawki reguluje ustawa o drogach publicznych. Zgodnie z nią za pierwszą godzinę parkowania samorząd może pobierać maksymalnie 3 zł, a za kolejną – o 20 proc. więcej. Większość miast, w tym np. Warszawa i Wrocław, stosuje te najwyższe dopuszczalne opłaty. I uważają, że to wciąż za mało, by skutecznie odstraszyć kierowców od wjeżdżania do centrów autami. Część z nich postuluje, aby określić nie maksymalną, ale minimalną opłatę – 5 zł za godzinę parkowania. Gdyby tak się stało, pozostawienie auta w centrum Warszawy na cały dzień kosztowałoby 50 zł.

Z oficjalnym apelem o zmiany zwrócił się do parlamentarzystów prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. „Niezbędne jest uwolnienie lub przynajmniej podniesienie opłat w strefach płatnego parkowania. Niskie stawki utrudniają prowadzenie racjonalnej polityki w tym zakresie i pozyskiwanie partnerów w projektach budowy parkingów kubaturowych” – przekonuje Adamowicz.

Wpływy ze strefy płatnego parkowania w 2015 r.

Wpływy ze strefy płatnego parkowania w 2015 r.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wygląda na to, że samorządy nie będą miały problemu z przekonaniem większości posłów do tego pomysłu. – Gdy kilkanaście lat temu widełki ustalano na poziomie 3 zł, minimalna płaca wynosiła ok. 800 zł. Teraz jest to ponad 1700 zł. To oznacza, że stawka parkingowa stała się nieadekwatna do kosztów życia, a na pewno nie zniechęca do pozostawiania samochodów w centrum miasta. Postaram się wpisać temat opłat do planu pracy komisji samorządowej jeszcze na to półrocze – deklaruje jej wiceprzewodniczący, poseł PiS Grzegorz Adam Woźniak.

Pomysł podwyższenia opłat za parkingi miejskie popierają zarówno przedstawiciele Prawa i Sprawierdliwości, jak i części sejmowej opozycji. Sprawie już przyglądają się urzędnicy Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa (MIB).

– Resort szczegółowo analizuje obowiązujące przepisy pod kątem wprowadzenia zmian w zakresie stref płatnego parkowania – odpowiada nam rzeczniczka resortu Elżbieta Kisil.

Nieoficjalnie wiadomo, że bardziej prawdopodobna jest opcja podniesienia górnych stawek opłat w ustawie. Resort infrastruktury tłumaczy, że opłaty parkingowe są daniną publiczną (i w związku z tym jej górna granica powinna być określona), jednak na ten moment całkowitej liberalizacji polityki parkingowej w samorządach nie można na 100 proc. wykluczyć. Jak bowiem twierdzi rzeczniczka MIB, taka możliwość wymaga „dodatkowej, szczegółowej analizy”.

Postulaty samorządów oraz kierunek wstępnie przyjęty przez rząd i parlamentarzystów PiS popierają eksperci. – Bardzo dobry pomysł, który już dawno powinien zostać wdrożony – uważa Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Dzisiaj stawki są tak niskie, że strefy parkingowe straciły swój sens, bo ludzie przyjeżdżają do pracy i zostawiają samochód na cały dzień, a miejsca te powinny być przecież wykorzystywane na chwilę, na przykład do załatwienia sprawy w urzędzie. Rotacja miejsc spadła, osób kontrolujących wniesienie opłaty jest za mało, więc nic dziwnego, że problem braku miejsc do parkowania stał się bardzo dotkliwy – wyjaśnia Adrian Furgalski.

Równie entuzjastycznie do podwyżek opłat odnosi się Michał Beim z Instytutu Sobieskiego. Jak dodaje, rząd nie musi decydować się na pełną deregulację, aby osiągnąć pożądany efekt. – Nawet jeśli prawo nakazuje, by maksymalna wysokość stawek była w ustawie, to Sejm może wpisać jakiś bardzo wysoki poziom, tak aby można było de facto dowolnie kształtować stawki – mówi ekspert.

Pytanie, na jak duże stawki zdecydują się samorządy, gdy powstanie możliwość podwyżek? Na razie miasta głośno o tym nie mówią. Ale już w nieoficjalnych rozmowach urzędnicy np. z Warszawy wskazują, że pierwsza godzina parkowania w ścisłym centrum miasta powinna kosztować przynajmniej 5 zł.

Samorządy jeszcze za czasów poprzednich rządów koalicji PO-PSL lobbowały za zmianami w przepisach dotyczących płatnego parkowania. W ubiegłym roku gminy wspólnie z operatorami parkingowymi wzięły udział w konferencji „Parkingi 2015 – zarządzanie, biznes, technologia”. Jednym z głównych tematów była właśnie nowelizacja ustawy o drogach publicznych.

Poprzedni rząd jednak nie odważył się na taki ruch, zwłaszcza w okresie wyborczym. – Byłoby to równoznaczne z podwyżką podatków, czemu generalnie jesteśmy przeciwni. W końcu poza VAT trudno nam przypisać jakieś inne podwyżki danin – przekonuje Jan Grabiec, poseł Platformy Obywatelskiej i były wiceminister administracji i cyfryzacji. Ale dziś przedstawiciele PO nie ukrywają, że popierają pomysł podniesienia widełek ustawowych. – Dzisiejsze stawki za korzystanie z miejskich parkingów są niewystarczające – wskazuje poseł Grabiec. Ma jednak wątpliwości, czy możliwe jest całkowite zrezygnowanie z górnego limitu stawek. – Jest to swego rodzaju danina publiczna, której górna granica powinna być określona ustawowo – dodaje.

Przedstawiciele Kukiz’15, nieformalnego koalicjanta PiS, do sprawy na razie podchodzą ostrożnie. – Teraz priorytetem jest reforma systemu dochodów jednostek samorządu terytorialnego – ucina Andrzej Maciejewski (Kukiz’15), przewodniczący sejmowej komisji samorządowej.

Nie wszystkim samorządom jednak podoba się wizja droższych parkingów miejskich.

– Nie możemy wyprowadzać ruchu z centrum, wprowadzając zaporowe stawki za parkowanie. Wiele instytucji użyteczności publicznej znajduje się w centrach miast. Podnoszenie cen za parkowanie w ich pobliżu ogranicza do nich dostęp i różnicuje społeczeństwo. Zamożniejsi kierowcy zaparkują pod danym urzędem, a ubożsi nie – przekonuje Krzysztof Kosiedowski, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy.

Na drastyczne podwyżki nie zanosi się także w Lublinie. – Nie apelowaliśmy do rządu w kwestii podniesienia czy też uwolnienia możliwości decydowania o maksymalnych stawkach w strefie płatnego parkowania. W przeciwieństwie do miast, w których już od dawna stawka za pierwszą godzinę parkowania obowiązuje na maksymalnym poziomie, w Lublinie wyznaczone ustawą maksymalne 3 zł za pierwszą godzinę parkowania wprowadzimy dopiero od lipca (dziś jest 2 zł – red.), i to tylko w strefie centralnej – podkreśla Karol Kieliszek z kancelarii prezydenta Lublina.

W nieoficjalnych rozmowach przedstawiciele PiS sugerują, że liberalizacja polityki parkingowej byłaby swego rodzaju gestem w stronę samorządów, które nie tylko chcą większej kontroli nad przestrzenią miejską, ale również domagają się rekompensaty ubytków w ich dochodach w momencie podwyższenia przez rząd kwoty wolnej od podatku (docelowo z 3 do 8 tys. zł). Jak oceniają samorządy, zwiększenie kwoty wolnej od PIT co roku uszczupli ich dochody o blisko 7 mld zł. Z ostatnich rozmów przedstawicieli lokalnych władz z ministrem finansów wynika, że rząd nie zamierza w prosty sposób zwiększać ich udziału we wpływach z PIT, lecz liczy, że na rekompensatę złoży się kilka czynników, np. większa kontrola cen transferowych, korzyści wynikające z programu 500+ (mniej klientów pomocy socjalnej) i podzielenie się z samorządami wpływami z planowanego podatku od sklepów. Dopuszczenie wyższych opłat parkingowych byłoby więc kolejnym elementem układanki.

– Ten pogląd jest absurdalny – ocenia poseł PO Jan Grabiec. – Nie można kompensować samorządom ubytków poprzez podnoszenie podatków. Stawki nie powinny służyć dorabianiu przez samorządy, lecz kształtowaniu przez nie polityki komunikacyjnej. Poza tym strefy płatnego parkowania obowiązują w mniejszości samorządów, a dodatkowe zyski z podniesienia opłat liczylibyśmy co najwyżej w setkach milionów złotych, ale nie miliardach – wskazuje.