KKPC ma swoje umocowanie w rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie utworzenia, organizacji i trybu działania Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego (Dz.U. z 2002 r. nr 55, poz. 476 ze zm.). Jej zadaniem jest wspieranie rządu w projektowaniu nowych regulacji. Jeśli więc premier nie potrzebuje głosu doradczego, nie musi korzystać z usług specjalistów.

– Widocznie prawo tworzone przez ekspertów odchodzi do lamusa – utyskuje jeden z członków komisji.

I dodaje, że największą stratą jest zaniechanie dalszych prac nad kodeksami cywilnym oraz postępowania cywilnego. Trwały one od wielu lat i istniała szansa, że Sejm obecnej kadencji będzie mógł uchwalić zupełnie nowy kodeks cywilny, zastępujący ten sprzed pół wieku.

Jaki jest oficjalny powód rozwiązania KKPC? Jak przekazał minister Warchoł, powstać ma jedna duża Komisja Kodyfikacyjna RP, która wchłonie także Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego. Większość ekspertów jednak uważa, że to tylko wymówka i cała sprawa zakończy się na rozwiązaniem funkcjonujących do tej pory organów eksperckich, zaś żaden nowy nie powstanie.

Profesor Jerzy Pisuliński, zastępca przewodniczącego KKPC oraz kierownik Katedry Prawa Cywilnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, wskazuje, że komisje w ostatnich latach i tak często nie były proszone o opinie do projektów ustaw.

– Jeżeli więc rząd postanowi umocować nową komisję kodyfikacyjną w ustawie i wskaże jej zadania w tworzeniu prawa – zmiana może wyjść na dobre. Ale obecnie możemy jedynie czekać i patrzeć, czy zapowiedź ministra Warchoła o utworzeniu nowego podmiotu przełoży się na czyny – komentuje prof. Pisuliński.

Jego zdaniem prace nad nowym kodeksem cywilnym muszą być kontynuowane, gdyż na dłuższą metę stara ustawa (rocznik 1964) będzie stwarzać zbyt wiele problemów.

– Kodeks cywilny w najbliższych latach będzie jeszcze mógł być z powodzeniem stosowany. Ale musimy bardzo poważnie myśleć o nowym bądź kompleksowej nowelizacji obecnego, gdyż pojawiać się będzie coraz więcej problemów związanych chociażby z dekodyfikacją prawa bądź regulacjami unijnymi wdrażanymi do polskiego porządku prawnego – twierdzi prof. Pisuliński.

I jak mówi, trudno sobie wyobrazić, by prace te prowadzone były bez udziału ekspertów.

– Pytanie brzmi, czy Komisja Kodyfikacyjna RP rzeczywiście powstanie – zastanawia się.

Nawet jednak jeżeli powstanie, może się okazać, że będzie problem ze znalezieniem fachowców. Już teraz w poszczególnych komisjach kodyfikacyjnych zasiadała śmietanka świata prawniczego. Niektórzy zostali powołani jeszcze za czasów poprzedniego rządu Prawa i Sprawiedliwości. A nie jest tajemnicą, że sposób, w jaki dowiedzieli się o zakończeniu współpracy, wielu z nich rozzłościł.