We wtorek przed Sądem Okręgowym w Warszawie prawnicy obu stron zadeklarowali, że osiągnęli porozumienie, którego wynikiem jest płatne ogłoszenie Kaczmarka, wydrukowane miesiąc temu w "Gazecie Wyborczej".

Kaczmarek przyznał w nim, że jako szef MSWiA w maju 2007 r., wprowadzony w błąd (nie ujawnił przez kogo), użył w wywiadzie radiowym nieuzasadnionych słów, że "są politycy z SLD, którzy mają swoje konta za granicą, co wcale nie znaczy, że są to zwykłe konta prawne, tylko są to konta, na których są dziwne przepływy finansowe (...) i są to prawdopodobnie pieniądze pochodzące ze źródeł przestępczych".

"Nie było moją intencją naruszenie dobrego imienia polityków należących do SLD. Za zaistniałą sytuację przepraszam wszystkich, których ta wypowiedź dotknęła" - głosi tekst przeprosin.

Wobec tego we wtorek sąd okręgowy umorzył trwający od roku proces cywilny, jaki SLD wytoczył Kaczmarkowi, co kończy ten spór, w którym początkowo SLD chciał od Kaczmarka przeprosin i 15 tys. zł na PCK. Przed miesiącem Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa umorzył także postępowanie karne - SLD w prywatnym akcie oskarżenia domagał się ukarania Kaczmarka za zniesławienie.

Kaczmarka nie było w sądzie

Reprezentująca go mec. Agata Nalewajko nie chciała komentować użytego w przeprosinach sformułowania o wprowadzeniu jej klienta w błąd.

We wrześniu Kaczmarek po umorzeniu sprawy karnej pytany czy zagranicznych kont SLD nie było, powiedział dziennikarzom, że "nie było jego intencją naruszenie dobrego imienia SLD i tylko w takim zakresie należy ugodę traktować". "Taką ugodę wypracowaliśmy i nie chcę do tego wracać" - dodał. Przyznał, że "nie do końca znał" akta śledztwa wobec lobbysty Marka Dochnala, które - jak podkreślił - ciągle trwa.

Kaczmarek mówił też wtedy, że ugodę dedykuje "innym politykom, którzy przegrywają procesy i którzy nie mają zamiaru przepraszać, bo to wyraz pewnej odwagi cywilnej". Zaprzeczył, by zawarł ugodę, obawiając się przegrania procesu, choć przyznał, że zawsze trzeba się z tym liczyć.

Kaczmarek został oskarżony przez SLD o zniesławienie ugrupowania wypowiedzią, że widział listę polityków SLD, którzy mają konta w Szwajcarii, ze środkami pochodzącymi prawdopodobnie z przestępstw.

Za zniesławienie w mediach grozi do dwóch lat więzienia

W procesie, który ruszył w marcu, Kaczmarek nie przyznał się do winy i powiedział, że nie wycofuje się ze swych słów. Zeznawał, że jako prokurator krajowy "miał okazję zetknąć się z częścią materiału dowodowego" sprawy Dochnala, w której - jak dodał - "stosowano technikę operacyjną" oraz miał okazję słuchać referatów prokuratorów prowadzących śledztwo. Dodał, że prasa pisała, powołując się na zeznania Dochnala, że konta mieli mieć Jacek Piechota i Wiesław Kaczmarek.

Gdy w 2007 r. Kaczmarek wypowiedział swe słowa, nie podał żadnych nazwisk. Ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro odmówił wtedy potwierdzenia, że Szwajcaria zgodziła się przekazać listę tych kont - jak podawały media. Katowicka prokuratura, która zwróciła się o pomoc prawną do Szwajcarii, podała, że nie prowadzi osobnego śledztwa co do kont polityków.

Kaczmarka odwołano w sierpniu 2007 r. z MSWiA, bo "znalazł się w kręgu podejrzenia" w sprawie przecieku z akcji CBA w resorcie rolnictwa. Zatrzymano go, razem z b. szefem policji Konradem Kornatowskim i ówczesnym szefem PZU Jaromirem Netzlem. Ma zarzut zatajenia spotkania z Ryszardem Krauzem w hotelu Marriott i utrudniania śledztwa w sprawie przecieku z akcji CBA - za co grozi do pięciu lat więzienia. Sąd uznał potem jego zatrzymanie za "bezzasadne i nieprawidłowe". Kaczmarek mówi, że nie był źródłem przecieku; nie ujawnia jednak, czemu ukrywał spotkanie z Krauzem.