W praktyce sejmowa kontrola tworzenia prawa nie spełnia więc roli, którą wyznaczyły mu zasady ustrojowe, a zwłaszcza zasada podziału władzy i zasady demokratycznego państwa prawnego. Dzieje się tak również dlatego, że Sejm oparty na większości koalicyjnej nie zamierza zbyt gorliwie kontrolować projektów ustaw pochodzących od „swojego” rządu. Stara się raczej uchwalić je za wszelką cenę, nawet gdy ma świadomość zawartych w  nich błędów. W niewielkim stopniu poprawia je zatem, ale nigdy ich nie odrzuca. Uważa, że do tego lepiej nadają się bowiem projekty wniesione przez inne podmioty korzystające z inicjatywy ustawodawczej, a zwłaszcza projekty opozycji politycznej (partyjnej i obywatelskiej). To zaś tłumaczy, dlaczego zupełnie wyjątkowo z inicjatywy ustawodawczej korzysta stutysięczna grupa obywateli oraz dlaczego tak rzadko uchwala się ustawy w oparciu o projekty poselskie złożone przez posłów spoza koalicji rządzącej.

Sejmową kontrolę tworzenia prawa trzeba uzdrowić. W tym celu należałoby wprowadzić konstytucyjny zakaz łączenia mandatu parlamentarzysty z funkcjami w  rządzie. Wtedy dopiero Sejm mógłby przynajmniej formalnie kontrolować działalność prawotwórczą rządu. Natomiast w nowym regulaminie Sejmu powinny pojawić się postanowienia zobowiązujące marszałka Sejmu do pełnienia roli obiektywnego gospodarza wnoszonych projektów ustaw, a więc pozbawiającego go możliwości dowolnego sterowania biegiem postępowania ustawodawczego.

Nowy regulamin Sejmu powinien także zapobiegać powstawaniu bałaganu w pracach sejmowych oraz przeciwstawiać się presji czasu, która im towarzyszy. Ten bowiem jest często tracony zupełnie niepotrzebnie na skutek wadliwej organizacji prac sejmowych. W wydatkach Kancelarii Sejmu nie mogą natomiast dominować wydatki związane z podróżami posłów oraz ich zakwaterowaniem i wyżywieniem oraz prowadzeniem biur, lecz wydatki na merytoryczną obsługę przez prawników (legislatorów) oraz innych specjalistów (np. ekonomistów, finansistów, politologów).

W stosunku do kontroli tworzenia prawa wykonywanej przez Senat mam podobne oceny i zastrzeżenia, chociaż Senat ma łatwiej niż Sejm, bo zajmuje się już uchwalonymi ustawami. Powinien więc wnikliwie się im przyjrzeć w wyznaczonym przepisami czasie (najpóźniej w  ciągu 30 dni od przekazania ustawy z wyjątkami dotyczącymi ustaw uchwalonych jako projekty pilne oraz ustaw budżetowych i ustawy o zmianie konstytucji), aby zająć merytoryczne stanowisko w myśl art. 121 ust. 2 Konstytucji RP. Marszałek Senatu nie powinien zatem ulegać presji partyjnej i skracać czasu pracy izby nad ustawą do kilku godzin! Regulamin Senatu to umożliwia (m.in. dlatego należałoby go zmienić), ale zasadą jest przecież poddanie ustawy ocenie właściwej komisji, która po jej dokonaniu proponuje podjęcie przez Senat stosownej uchwały (przyjęcia ustawy bez poprawek lub z poprawkami bądź odrzucenie jej w całości, z wyjątkiem ustawy budżetowej).

Jeśli więc senacki tryb kontroli tworzenia prawa ma być skuteczny, to prace nad ustawą powinny przebiegać bez niepotrzebnych przyspieszeń i opóźnień. Senatorom trzeba zapewnić odpowiedni czas na zapoznanie się z  ustawą oraz jej problemami, a także z wyrażonymi na jej temat opiniami. Powinni mieć także możliwość wysłuchania wyjaśnień ze strony rządu lub innego wnioskodawcy, a także ekspertów. Jeśli natomiast praca w Senacie ma sprowadzać się jedynie do głosowania nad ustawą, i to według określonego klucza partyjnego, to sens dalszego utrzymywania Senatu jest żaden. Izba wyższa nie może zamieniać się w „dom spokojnej starości politycznej”.

(...)

Cały artykuł czytaj w eDGP.