Chodzi o przepisy art. 44c ust. 4 oraz 44d ust. 6 ustawy, która miała być batem na dopalacze (Dz.U. z 2012 r. poz. 124 ze zm.). Zdaniem Andrzeja Seremeta są one niezgodne z art. 46 konstytucji. Obowiązujące zaledwie od 1 lipca regulacje dają prawo do orzekania przepadku oraz zniszczenia określonych produktów przez państwowego inspektora sanitarnego, a także zezwalają na zniszczenie środka zastępczego albo nowej substancji psychoaktywnej bez konieczności występowania do sądu o orzeczenie ich przepadku.

Procedura postępowania z dopalaczami wygląda następująco: w przypadku stwierdzenia wytwarzania lub wprowadzania do obrotu produktu, co do którego zachodzi uzasadnione podejrzenie, że jest on środkiem zastępczym lub nową substancją psychoaktywną, inspekcja sanitarna nakazuje wstrzymanie produkcji i wycofanie z obrotu. Równocześnie może nakazać zaprzestanie prowadzenia działalności tam, gdzie środek był produkowany lub sprzedawany. Dopiero jeżeli badania potwierdzą, że zarekwirowane substancje są niebezpieczne dla życia lub zdrowia, zgodnie z art. 44c ust. 4 inspektor sanitarny orzeka o ich przepadku i zniszczeniu.

Podobnie przy przechwyceniu dopalaczy przez służbę celną: jeśli badania potwierdzą podejrzenia, produkty podlegają zniszczeniu bez konieczności występowania do sądu o przejęcie na rzecz Skarbu Państwa.

Tylko sąd

Prokurator generalny uznał, że zgodnie z art. 46 konstytucji przepadek może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu. „Konstytucja ustanawia bezwzględny nakaz właściwości sądu w sprawach przepadku rzeczy. Artykuł 46 nie przewiduje żadnego wyjątku dla kompetencji innego niż sąd organu w tych sprawach, jak również nie przewiduje możliwości określenia przez ustawodawcę takiego wyjątku w drodze ustawy” – wskazuje Andrzej Seremet we wniosku do TK. „Ta norma konstytucyjna uprawnia ustawodawcę jedynie do określenia w drodze ustawy sytuacji, w których może nastąpić przepadek rzeczy. Z brzmienia art. 46 konstytucji należy wyprowadzić uzasadniony wniosek, że o przepadku rzeczy zawsze orzeka sąd (właściwy do załatwienia danej sprawy) i przy zachowaniu procedury właściwej dla danego postępowania” – akcentuje PG.

Co więcej, gdyby ustrojodawca dostrzegał celowość ustanowienia delegacji dla innych organów, to wyraźnie odesłałby do regulacji ustawowych. Nie dość więc, że zgodnie z konstytucją przepadek mienia może nastąpić jedynie wskutek decyzji sądu, to jeszcze orzeczenie musi być prawomocne. Jak podkreśla Andrzej Seremet, nie da się więc zrobić tego decyzją organów dochodzeniowych czy śledczych ani też w drodze zarządzenia organów administracji sądowej, a zwłaszcza w drodze jakichkolwiek postanowień wstępnych sądu, zmierzających do finału, jakim jest wydanie wyroku.

Według prokuratora generalnego nie można akceptować sytuacji, gdy ustawodawca – nawet w imię ważkich racji – ignoruje literalne brzmienie konkretnych unormowań konstytucji, tym bardziej że założony cel można osiągnąć z poszanowaniem tych unormowań. „Wszak wystąpienie do sądu o orzeczenie przepadku niebezpiecznych dla zdrowia i życia substancji nie oznacza możliwości obrotu tymi substancjami do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sądu. Orzekanie przez sąd o ostatecznym postąpieniu z owymi substancjami nie tamuje bowiem wcześniejszych czynności administracyjnych czy dochodzeniowo-śledczych w stosunku do tychże substancji (decyzji o zajęciu, wstrzymaniu produkcji czy obrotu dopalaczami – przyp. red.)” – tłumaczy PG.

Jan Bondar, rzecznik głównego inspektora sanitarnego, jest zaskoczony ruchem prokuratora generalnego.

– Od listopada 2010 r. obowiązuje art. 27c ust. 6 ustawy o państwowej inspekcji sanitarnej, z którego wynika, że w przypadku stwierdzenia, że produkt stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi, państwowy inspektor sanitarny nakazuje jego wycofanie oraz zniszczenie na koszt strony postępowania. Przez ostatnie pięć lat ten przepis był często stosowany i nie budził zastrzeżeń natury konstytucyjnej – dziwi się przedstawiciel GIS.

– Poza tym trzeba pamiętać, że przepadek jest stosowany tylko do produktów nielegalnych i jest orzekany w drodze decyzji administracyjnej, na którą przysługuje odwołanie do sądu administracyjnego – dodaje.

Jednak jak wynika z orzecznictwa TK, możliwość wniesienia skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego nie jest uznawana za równoznaczną z zapewnieniem kontroli sądowej.

– Wystąpienie prokuratora generalnego ma fundamentalne znaczenie, ponieważ dotyka pryncypiów konstytucyjnych – uważa z kolei dr Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Ustawa zasadnicza wyraźnie akcentuje, że wszelka ingerencja we własność może nastąpić tylko, gdy zezwala na to ustawa i jest to poddane kontroli sądowej – podkreśla.

Patologia legislacyjna

Pikanterii sprawie dodaje to, że już w czasie, gdy w Sejmie trwały prace nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o narkomanii, eksperci Biura Analiz Sejmowych wskazywali jednoznacznie, że proponowane przepisy będą niezgodne z ustawą zasadniczą. Uwagi te zostały przez posłów zignorowane. Podobnie rzecz się miała z przyjętą tydzień temu ustawą znoszącą immunitet w stosunku do wykroczeń drogowych. Także w tym przypadku eksperci (m.in. z biura legislacyjnego Senatu) wskazywali, że zaliczenie sędziów do grona osób, których nie będzie chronił immunitet, jest niezgodne z konstytucją i prawie pewne jest zaskarżenie, a potem uchylenie takich przepisów przez TK. Dr Jacek Zaleśny przyznaje, że pod tym względem praktyka stanowienia prawa jest patologiczna.

– Sejm, Senat czy prezydent w sposób świadomy przechodzą do porządku dziennego nad opiniami, które wyraźnie wskazują na niezgodność przyjmowanych przepisów z konstytucją. Można nawet stawiać tezę, że zjawisko łamania konstytucji w procesie legislacyjnym i na etapie zatwierdzania ustawy przez prezydenta jest coraz bardziej widoczne – wytyka Zaleśny.

Jak przypomina, w ostatnim czasie przyjęto kilka ustaw, o których od razu było wiadomo, że są niezgodne z konstytucją, a mimo to Sejm je uchwalał, Senat dodawał kolejne niekonstytucyjne przepisy, a prezydent, mając na biurku negatywne opinie konstytucjonalistów, podpisywał. Chodzi np. o ustawę o zgromadzeniach publicznych czy o OFE. Ekspert zwraca przy tym uwagę, że jeśli analizy o niezgodności przepisów z konstytucją zostaną zignorowane przez parlamentarzystów, to prezydent powinien ustalać takie błędy i w ramach kontroli prewencyjnej kierować przepisy do TK, zamiast je podpisywać.

– Taka patologia ma umocowanie w komunistycznym pojmowaniu Sejmu jako organu władzy najwyższej, czyli wyrazicielu woli narodu, któremu wszystko wolno. Takie myślenie nie przystaje do koncepcji demokratycznego państwa prawnego, zgodnie z którą parlament może zrobić to, na co daje mu przyzwolenie konstytucja – dodaje dr Jacek Zaleśny. 

O przepadku rzeczy zawsze orzeka sąd właściwy do załatwienia danej sprawy