Według prokuratury postępowanie potwierdziło winę b. posłanki; głównym dowodem w sprawie było nagranie filmowe dziennikarzy "Gazety Wyborczej", na którym Beger przekazuje działaczce Samoobrony z Szamotuł 240 złotych. Prokuratura uznała, że teza o płaceniu za podpisy pod listami poparcia potwierdzona została przez świadków przesłuchiwanych w sprawie.

Prokuratura przyznała, że Beger dawała pieniądze na paliwo dla osób zbierających podpisy, ale robiła to z innej puli niż pula za zbieranie podpisów.

Obrona podważała wiarygodność działaczki Samoobrony z Szamotuł, głównego świadka w sprawie; uważa też, że cała sprawa jest prowokacją dziennikarską, która miała zdyskredytować Samoobronę i samą Renatę Beger.

"Spodziewam się wyroku skazującego, bo jestem byłym posłem Samoobrony. Łatwo kogoś oskarżyć. Od tego wyroku zależy to czy będę wierzyła w wymiar sprawiedliwości w Polsce" - powiedziała w ostatnim słowie oskarżona.