Szefowa służby cywilnej Claudia Torres-Bartyzel zamierza wkrótce przedstawić kancelarii premiera treść zaleceń. Chodzi o to, by administracja publiczna w przetargach faworyzowała firmy zatrudniające na etat. Jak wynika z naszych informacji, najpewniej zostaną on przyjęte jako zalecenie Rady Ministrów.

To wpisuje się w zapowiedź walki z umowami śmieciowymi Ewy Kopacz. – Rozmawialiśmy o tym na posiedzeniu rządu. Mieliśmy także konferencję z dyrektorami generalnymi resortów, z szefem kancelarii premiera i szefową służby cywilnej. Normą w zamówieniach publicznych powinno być, że liczy się nie tylko cena, lecz także jakość zatrudnienia – mówi minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego resort jako pierwszy wdrożył stosowanie takich klauzul. Na razie jest wyjątkiem.

Gdyby faktycznie zalecenia zostały wydane z poziomu Rady Ministrów, administracja potraktowałaby je poważnie. Zobowiązują one dyrektorów generalnych do stosowania tego typu zapisów w działalności ich urzędów, a urzędnicy są z tego rozliczani.

– To wzmocniłoby także naszą pozycję. Możemy wówczas rozliczać urzędników z realizacji takich wymogów – mówi rzecznik NIK Paweł Biedziak. Izba na przyszły rok planuje dużą kontrolę w podmiotach administracji publicznej i samorządowej pod kątem stosowania w zamówieniach publicznych kryterium zatrudniania na umowy o pracę.

Podczas czwartkowego spotkania dyrektorów generalnych urzędów centralnych w KPRM omawiano właśnie doświadczenia z wdrażania klauzul. W resorcie pracy w zeszłym roku rozstrzygnięty został przetarg na ochronę. 50 proc. punktów startujące firmy mogły otrzymać za cenę, 40 proc. za jakość, w tym właśnie za zatrudnienie na etat, a 10 proc. za doświadczenie.

Firma, która wygrała, mogła pochwalić się tym, że wszystkie osoby zatrudnia na etat. – Analizowaliśmy różne ustawienia kryteriów przetargu, przy innych parametrach wygrywały firmy oferujące najniższą cenę. Ale już nie zatrudnienie na etat – mówi dyrektor ds. administracyjnych w resorcie pracy Ireneusz Niemirka. Teraz rozstrzygnięty został kolejny przetarg na firmę sprzątającą. Tam także zastosowano nowe kryteria. Ich efektem jest to, że pracownicy będą zatrudnieni na umowach o pracę.

Rząd liczy, że działania wykroczą poza administrację publiczną. – Zamówienia publiczne to 12–13 proc. PKB. Miliardy złotych. Takie działania mogą zakończyć dualizm zatrudnienia na rynku pracy. Bo zamówienia publiczne go stworzyły i one mogą go zakończyć – mówi minister Kamysz.

Urzędnicy na ogół wolą trzymać się kryterium najniższej ceny. Jego zastosowanie gwarantuje im święty spokój. Podczas gdy stosowanie innych kryteriów naraża na zarzut, że można było taniej, i odbija się na budżecie danej instytucji.

Już w 2012 r., na wniosek ówczesnej pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, szef służby cywilnej wydał administracji centralnej podobne zalecenia dotyczące stosowania szeroko rozumianych klauzul społecznych w przetargach. Miały one być uwzględniane w co najmniej 5 proc. przetargów. Efekt postanowił niedawno zbadać poseł Tadeusz Tomaszewski (SLD), kierując interpelację do wszystkich ministerstw. – Klauzule stosowane były w zaledwie kilku ministerstwach, a i to w pojedynczych zamówieniach – mówi poseł. Aż dziewięć resortów nie znalazło ani jednego zamówienia, w którym mogłoby uwzględnić czynnik społeczny, a cztery zrobiły to w jednym tylko przetargu.

Nowe rekomendacje wydane z poziomu rządu mogą być o tyle skuteczniejsze, że od 19 października 2014 r. obowiązuje nowelizacja ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 ze zm.). Wprowadziła ona przepis, który mówi wprost o możliwości wymagania od firm startujących w przetargu, by zatrudniały pracowników na etat, o ile jest to uzasadnione charakterem zamówienia (art. 29 ust. 4 pkt 4). Chociaż już wcześniej urzędnicy mogli wprowadzać podobne wymogi, teraz mają ku temu wskazaną wprost podstawę prawną. Nadal jednak sięgają po nią bardzo niechętnie, i to nawet wtedy gdy chodzi o zamówienia dla urzędów mających dbać o prawa pracowników.

Szerokim echem odbił się w mediach zorganizowany przez Państwową Inspekcję Pracy przetarg na przesyłki sądowe, w którym nie sformułowano żadnych wymagań dotyczących zatrudnienia.

Obowiązujący od ponad pół roku przepis pozwala stawiać sztywny wymóg dotyczący zatrudnienia. To jednak oznacza, że tylko firmy deklarujące takie zatrudnianie mogą w ogóle przystąpić do przetargu. Dużo bardziej elastycznym instrumentem może być promowanie zatrudnienia na etat w kryteriach oceny ofert. Jednym z nich, poza ceną, może być wówczas liczba pracowników, z którymi wykonawca podpisze umowy o pracę.

Tak zrobiło ostatnio Centrum Zakupów dla Sądownictwa w wartym kilkaset milionów złotych przetargu na przesyłki sądowe. Cena stanowi w nim 70 proc. punktacji. Jednym z pozostałych kryteriów jest zatrudnienie na etat doręczycieli i osób pracujących w placówkach, za co można otrzymać 15 proc. punktów. Kryterium to zostało zaskarżone przez spółkę PGP, ale w minionym tygodniu Krajowa Izba Odwoławcza uznała je za zgodne z prawem w pełni uzasadnione celami, jakie przyświecały ustawodawcy. – Zamówienia publiczne muszą być postrzegane jako instrument wsparcia rynku pracy – uzasadnił przewodniczący składu orzekającego Grzegorz Matejczuk. 

Roczna wartość rynku zamówień publicznych to 12–13 proc. PKB