- Śledztwo prowadzone przez prokuraturę jest na etapie postępowania przygotowawczego. Opublikowanie dokumentów prokuratury godzi  w art. 241 Kodeksu Karnego. Za ten czyn Zbigniewowi Stonodze grozi do dwóch lat więzienia - zauważa dr Mariusz Bidziński i dodaje: - W tym przypadku sprawa jest oczywista, nawet jeśli dokumenty ujrzały światło dzienne poprzez wydawane przez Stonogę pismo. Dziennikarz może zwrócić się o wgląd do akt, ale ze względu na dobro śledztwa nie ma mowy o ich publikowaniu.

Zdaniem prawnika Zbigniew Stonoga wpłynął nie tylko na przebieg śledztwa, ale mógł także naruszyć wizerunek wielu niewinnych osób, których dane znalazły się w materiałach prokuratury.

- To teraz gra w otwarte karty. Osoby podejrzane mogą zapoznać się z zebranymi na ich temat informacjami oraz argumentami, o których nie wiedziały i wykreować sobie odpowiednie alibi. Naraża to na utratę wizerunku także osoby niewinne, które były podejrzane, ale którym nie postawiono żadnych zarzutów. Proszę pamiętać, że obowiązuje domniemanie niewinności - podsumowuje Bidziński.

Art. 241 KK:
§ 1.
Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności.

Dzisiaj rano Zbigniew Stonoga opublikował w Internecie - jak twierdzi - akta śledztwa w sprawie tak zwanej afery podsłuchowej.  Chodzi o ponad dwa tysiące stron dokumentów, dowodów ze śledztwa w tym adresów i numerów PESEL, a także zdjęć.