W lutym parlament zgodził się by cena gwarantowana dla mikroinstalacji wynosi 75 groszy za kWh. Teraz by takie wsparcie otrzymać każdy obywatel będzie musiał policzyć swoje koszty według skomplikowanego wzoru i udowodnić, że na takie pieniądze zasługuje. Wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz przekonywał w rozmowie z IAR, że nie jest to wcale utrudnienia dla zainteresowanych." To są zmiany tylko o charakterze technicznym by ustawa mogła zadziałać. Nie zabieramy ani grosza pomocy." - deklaruje minister
Jednak jeśli prosument nie udowodni, że poniósł wyższe koszty zakupu paneli solarnych czy przydomowych wiatraków to będzie mógł uzyskać niższą cenę za prąd. Zamiast 75 groszy za kWh uzyska tylko 64 grosze.

To wydłuży czas zwrotu funduszy, które są niezbędne na zakup przydomowej instalacji. Zmiana ustawy rozszerza także uprawnienia Urzędu Regulacji Energetyki. Ministerstwo proponuje by pracownicy URE mieli nawet prawo kontroli budynków gdzie są instalacje produkujące prąd. Ministerstwo Gospodarki liczy, że uda się przyjąć nowelizację jeszcze w tej kadencji Sejmu. Organizacje ekologiczne już krytykują przygotowany dokument. Greenpeace i WWF ostrzegają w specjalnym komunikacie, że nowelizacja może odebrać
obywatelom wywalczony sukces. Ministerstwo Gospodarki próbuje zastąpić przejrzysty system taryf gwarantowanych na energię z OZE, stosowany w blisko 100 krajach, skomplikowanymi metodami rozliczeń i rygorów, które bardziej odstraszają, niż zachęcają do inwestycji w najmniejsze źródła.