Kupiłem w e-sklepie czajnik elektryczny. Czajnik jak czajnik, szkoda, że nie działa. A skoro sklep mnie tak zachęcał do komentarza, postanowiłem go zaspokoić – i wystawić taki, na jaki zasługuje sprzedawca wysyłający niesprawny towar w kilka dni po deklarowanym terminie. Tym bardziej że doświadczenia z wystawianiem komentarzy miałem dobre: szast-prast, w trzy minuty informowałem świat, że rzecz cudownie się sprawdza, a dany sklep jest mi drugim domem.

Patryk Słowik

Patryk Słowik

źródło: DGP

Okazało się jednak, że wystawienie pozytywnego komentarza produktowi lub sklepowi to banał. Nawet negatywna ocena towaru to bułka z masłem. Kłopoty się pojawiają, gdy chcę źle napisać o sklepie. Skomentowanie, zaptaszkowanie, wysłanie – to moment. Ale zaraz pojawiają się pytania doprecyzowujące: „Czy jesteś pewien, że Twoja opinia jest zgodna z rzeczywistością?” Tak, jestem pewien. „Czy jesteś pewien, że Twoja opinia jest obiektywna?” Obiektywna opinia...? Postraszono mnie jeszcze konsekwencjami na wypadek, gdybym bezpodstawnie oczernił firmę, ale w końcu ocena poszła w świat. Tyle że przed publikacją komentarzowi przyjrzy się jeszcze moderator. A w międzyczasie da do wglądu także skrytykowanemu sklepowi. I ten się z moją obiektywną opinią nie zgodził. Zanim więc nie udowodnię, że mam obiektywne powody do bycia niezadowolonym, moja opinia się nie ukaże.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Sklepy płacą za pojawianie się w porównywarkach. Część firm prowadzących tego typu serwisy wychodzi jednak z założenia, że najważniejsza jest uczciwość i to, by internauci ufali ocenom. Są jednak i takie, które uważają, że trzeba zadowolić tego, kto płaci, czyli sklep. A ten będzie zadowolony, jeśli opinie o nim będą dobre.

Moim obiektywnym zdaniem to zwykłe nabijanie nieświadomych klientów w butelkę. I mówię to pod rygorem odpowiedzialności karnej.