Jedna z sieci handlowych zaskarżyła do TK przepis, zgodnie z którym czynem nieuczciwej konkurencji jest pobieranie opłat półkowych (sygn. akt SK 22/14). Jej zdaniem narusza on m.in. konstytucyjnie zagwarantowane prawo wolności działalności gospodarczej.

Brak swobody

Chodzi o art. 15 ust. 1 pkt 4 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2003 r. nr 153, poz. 1503 ze zm.; dalej u.z.n.k.). Stanowi on, że czynem nieuczciwej konkurencji jest pobieranie innych opłat niż marża handlowa za przyjęcie towaru do sprzedaży. Zdaniem skarżącego przepis ten uniemożliwia mu prowadzenie działalności gospodarczej w modelu, jaki wybrał.

„Uniemożliwienie lub co najmniej nadmierne utrudnienie skarżącemu prowadzenia działalności handlowej w takim modelu ekonomicznym jest następstwem wynikającej z art. 15 ust. 1 pkt 4 u.z.n.k. bezskuteczności (braku prawnie wiążącego skutku) umów zawieranych przez K. z producentami/dostawcami (...)” – czytamy w skardze. W tym konkretnym przypadku chodzi o umowy, których przedmiotem jest odpłatne świadczenie przez sieć handlową na rzecz producentów i dostawców określonych działań marketingowych, których celem jest wsparcie sprzedaży towarów.

Zdaniem skarżącego podważony przepis ogranicza mu również możliwość konkurowania z innymi przedsiębiorcami zajmującymi się handlem detalicznym.

Z tych też powodów sieć uważa, że zaskarżony przepis jest niezgodny m.in. z art. 20 konstytucji, zgodnie z którym społeczna gospodarka rynkowa jest oparta m.in. na wolności działalności gospodarczej.

Sprawa trafiła do TK po tym, jak skarżący przegrał we wszystkich instancjach spór z jednym z dostawców, który oskarżył go o popełnienie czynu nieuczciwej konkurencji. Chodziło o umowę, na mocy której w gazetce promocyjnej sieci ukazało się zdjęcie oferowanego przez dostawcę towaru. Za usługę została wystawiona faktura.

Sąd apelacyjny rozpatrujący sprawę uznał jednak, że „w gazetkach reklamowych K. przedstawiał własną ofertę handlową, tj. przedstawiał w nich produkty będące jego własnością, adresując ofertę (będącą także reklamą) do swoich odbiorców – obecnych i potencjalnych klientów sieci K.”. Tak więc zdaniem sądu realizował on swoją strategię marketingową, a w tym celu jedynie wykorzystywał jedynie produkty dostarczone przez powoda, gdyż sam producentem nie jest.

Spór prawników

Zaskarżony przepis dzieli prawników. Część bowiem widzi w nim bat na nieuczciwe sieci handlowe, które nadużywają silniejszej pozycji wobec dostawców, a część – hamulec uniemożliwiający sklepom wielkopowierzchniowym prowadzenie nowoczesnej strategii marketingowej. Do tych pierwszych zalicza się Dustin Du Cane, radca prawny prowadzący kancelarię w Warszawie.

– Zgodnie z moim doświadczeniem, a zapoznałem się z setkami wyroków, sieci nigdy nie świadczą żadnych prawdziwych usług na rzecz dostawców – twierdzi.

Opowiada, że w wielu sprawach, które prowadzi lub które wygrał, sieć zaliczała do „usług” informowanie klientów o właściwościach produktów oraz zachęcanie do ich kupowania. A – jak zaznacza – te rzekome usługi dotyczą produktów stanowiących już własność sieci. Podobnie sprawa ma się z usługami reklamowymi, a więc zamieszczaniem produktów w katalogach i broszurach.

– Dostawca płaci za pseudousługi dotyczące cudzych produktów. Poza tym katalog ma ściągnąć klientów do placówki, zwiększając obrót sieci. Produkty znajdujące się w katalogu są już własnością sieci i zostały kupione jednorazowo, w większej liczbie dla potrzeb katalogu. Większa liczba może brzmieć pozytywnie, ale każdy taki zakup następuje po cenie niższej od cennikowej, normalnej dla dostawcy. Jego marża znika, a jeszcze dostaje fakturę za „usługi marketingowe” produktów, które już nie są jego własnością – tłumaczy mec. Du Cane.

Dlatego też jego zdaniem nie można mówić o niekonstytucyjności opisywanego przepisu.

Po drugiej stronie sporu stoi Andrzej Olaś, prawnik w Kancelarii Kaczor Klimczyk Pucher Wypiór i doktorant w zakładzie postępowania cywilnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Nieprecyzyjne brzmienie przepisu oraz praktyka jego stosowania doprowadziły do sytuacji, w której przedsiębiorcy prowadzący sieci handlowe w oparciu o model długoterminowej współpracy z partnerami handlowymi (dostawcami) oraz o politykę realnego inwestowania w promocję marek tych dostawców zostali faktycznie zrównani z podmiotami rzeczywiście nadużywającymi swej pozycji, tj. stosującymi bez realnego uzasadnienia klasyczne opłaty półkowe – zauważa.

Jego zdaniem jest to konsekwencja odwrócenia ogólnej zasady rozkładu ciężaru dowodu. Skutkuje to tym, że pozwany przedsiębiorca musi udowadniać, że stosowana przez niego praktyka jest legalna, tj. nie stanowi nadużycia pozycji rynkowej i nie ogranicza dostępu do rynku innym podmiotom.

– Jeżeli weźmiemy przy tym pod uwagę, że wywodzone z zaskarżonego przepisu domniemania nierzadko funkcjonują w praktyce jako domniemania bliskie niewzruszalnym, to możliwość efektywnej obrony swoich racji przez sieci handlowe okazuje się często w znacznym stopniu iluzoryczna – twierdzi Andrzej Olaś.

Opłaty półkowe

Opłaty półkowe

źródło: Dziennik Gazeta Prawna