Chodzi mi o stanowisko gabinetu premiera Tuska wobec poselskich propozycji zmian w ustawie – Prawo zamówień publicznych. Projekt ten nie powstał w PiS czy Twoim Ruchu. Stworzyli go posłowie PO, a podpisali się pod nim bez mała wszyscy członkowie tego klubu. Wydawałoby się więc, że jest szansa na jego uchwalenie. Nic bardziej mylnego. Od lipca ubiegłego roku leży sobie w Sejmie i niewiele z nim się dzieje.

W minionym tygodniu w sprawie tego projektu doszło do niecodziennej inicjatywy. Na wspólnej konferencji prasowej wystąpili przedstawiciele związkowców i przedsiębiorców. Poinformowali o apelu, z jakimi wystąpili do marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Pod listem z prośbą o możliwie szybkie uchwalenie poselskiej nowelizacji podpisały się największe organizacje związkowe i skupiające przedsiębiorców. Wspólnym głosem przekonują, jak ważne są zaproponowane w niej zmiany. Chociażby o wybieranie ofert na podstawie innych niż cena kryteriów, o rzetelniejsze badanie cen proponowanych przez przedsiębiorców w przetargach i sprawdzanie, czy są one realne, o możliwość wymagania od wykonawców, by zatrudniali pracowników na etat, a także propagowanie wzorcowych dokumentacji, które pomogłyby urzędnikom w przechodzeniu przez skomplikowane procedury zamówieniowe.

Podsumowując – mamy projekt stworzony przez posłów partii rządzącej, który jednym głosem popierają zarówno przedsiębiorcy, jak i związkowcy. Co więcej, gdy rozmawia się o konkretnych propozycjach w poszczególnych ministerstwach, także słyszy się pozytywny oddźwięk (np. resort pracy opowiedział się za obowiązkiem zatrudniania na etat pracowników realizujących zamówienia). Jak jednak napisałem na początku – rząd nawet w tak wydawałoby się oczywistej sytuacji, potrafi zadziwić. Otóż w przesłanej do Sejmu opinii negatywnie ocenił większość najistotniejszych poselskich pomysłów.

A ja, chociaż niby nie powinienem, znów jestem zaskoczony.