W sprawach o czyny o charakterze pedofilskim analizy dowodów zabezpieczonych na telefonach, smartfonach, komputerach czy tabletach dokonują bowiem biegli informatycy. „Biegli ci bardzo często mają do czynienia z materiałami, do których przetwarzania nie są przygotowani lub nawet nie powinni mieć dostępu. Tak jest w opiniach związanych z pornografią dziecięcą i wykorzystywaniem małoletnich, gdzie zadaniem biegłego informatyka jest wyodrębnienie z nośnika danych zawierających tego typu treści” – czytamy w apelu stowarzyszenia. W wielu krajach niedopuszczalne jest przetwarzanie tego typu materiałów przez inne niż wyznaczone jednostki. „Niezbędne jest wprowadzenie konieczności wykonywania tego typu analiz przez wyspecjalizowane jednostki lub laboratoria, gdzie możliwa jest kontrola procesu analitycznego, zarządzanie przygotowaniem analityków, a nawet odpowiednia opieka psychologiczna” – postuluje stowarzyszenie.

Eksperci zwracają uwagę, że na podstawie postanowienia sądu biegły z zakresu informatyki w sposób legalny posiada filmy i inne materiały zawierające pornografię dziecięcą. Nikt natomiast szczególnie nie nadzoruje takich spraw i nie bada, czy na przykład po ich przeanalizowaniu biegły skutecznie usunął materiały. Problemem jest także zupełny brak przygotowania biegłych do analizowania tego typu materiałów. „Biegły z zakresu informatyki nie jest biegłym z zakresu antropologii lub seksuologii, dlatego wyodrębnianie danych o charakterze pedofilskim odbywa się bardzo często w oparciu o doświadczenie życiowe, a nie stan faktyczny” – zauważa SIIŚ.

Tłumaczy, że większość tego rodzaju spraw koncentruje się na podejrzanym, którego nośniki np. są analizowane. Zupełnie pomijana jest zaś kwestia identyfikacji ofiar pedofili, bo biegli nie współpracują np. z podmiotami odpowiedzialnymi za poszukiwanie zaginionych czy uprowadzonych dzieci.