Absolwenci prawa powinni mieć możliwość natychmiastowego praktycznego wykorzystania zdobytej na studiach wiedzy. Jednocześnie projekt ustawy o licencjach prawniczych budzi wiele wątpliwości i zastrzeżeń.

O ustawodawcy

Po stronie władz brak jest spójnego planu reformy zawodów prawniczych i dostępu do nich, a większość działań ma charakter doraźny. Świadczy o tym właśnie projekt ustawy o licencjach prawniczych. Z jednej bowiem strony ustawodawca postuluje konieczność zapewnienia szerszego dostępu do wykonywania zawodów adwokata i radcy prawnego i w tym celu zmienia istniejące regulacje (nowelizacja ustaw korporacyjnych), a z drugiej proponuje ustawę, która przekreśla sens owego otwarcia. Nowe rozwiązania, otwierające dostęp do zawodu, nie mają nawet szansy się sprawdzić.

Działania prawodawcy są nielogiczne i stwarzają poczucie niepewności. Ustawodawca działa ewidentnie bez planu - widoczne jest, że nowelizując ustawy korporacyjne, nie przewidywał stworzenia ustawy o licencjach.

O wykształceniu i praktyce

Wszyscy ci, którzy ukończyli studia prawnicze w Polsce, mają świadomość, że dają one absolwentom przede wszystkim wiedzę teoretyczną i nie przygotowują do wykonywania zawodu od strony praktycznej. Naszym zdaniem właśnie z tego powodu osoby, które ukończyły studia i nie korzystają z możliwości dalszego kształcenia w ramach samorządów prawniczych, mogłyby świadczyć usługi prawne jedynie w zakresie pomocy przedsądowej. I takie rozwiązanie popieramy, uznając za słuszne danie młodym ludziom szansy na natychmiastowe rozpoczęcie działalności zawodowej.

Aplikanci adwokaccy krytycznie oceniają natomiast możliwość uzyskiwania dodatkowych uprawnień (zdobywanie licencji II i III stopnia) na drodze samokształcenia i zdania egzaminu przeprowadzanego na zasadach, które budzą uzasadnione wątpliwości co do rzetelności sprawdzianu. Warto w tym miejscu podkreślić ogromne znaczenie aplikacji - praktycznego, rozłożonego w czasie szkolenia pod opieką patrona, w rzeczywistych warunkach funkcjonowania organów wymiaru sprawiedliwości.

Nieporozumieniem jest kreowanie surogatów praktyki w zawodzie poprzez szkolenia w certyfikowanych centrach edukacyjnych (jak przewiduje projekt ustawy o licencjach prawniczych). Skoro do dzisiaj, prócz jednej chyba prywatnej uczelni w Warszawie, przy wydziałach prawa nie ma sal przystosowanych do symulacji rozpraw, nie toczą się debaty w formie procesów, studenci nie tworzą na ćwiczeniach projektów pism procesowych, to kultura edukacyjna w tym zakresie nie powstanie z mocy samej ustawy. Nie jesteśmy w USA, gdzie tego rodzaju działania mają wieloletnią tradycję.

Projekt wprowadza legalizację samouctwa, która może być ciekawa i pożądana, ale wyłącznie po ostatecznej weryfikacji wiedzy zdobytej własnym wysiłkiem przez jednolity, rzetelny, sprawiedliwy egzamin końcowy, a nie taki, który można zdać, losowo wybierając odpowiedzi w teście.

Projekt umożliwia całkowite pominięcie dotychczasowej aplikacji w drodze do pełni możliwości świadczenia usług prawniczych, równych swym zakresem zawodowi adwokata. Wydaje się to być mocno niewyważonym zamierzeniem, bowiem wysoki poziom wiedzy i wystarczająca praktyka kształtują się w toku 3,5-letniej aplikacji, nie zaś w ciągu 30 terminów rozpraw wyznaczonych w min. dziesięciu postępowaniach sądowych - a to według projektu daje możliwości uzyskania licencji drugiego stopnia, a więc pełni uprawnień choćby we wszelkich sprawach cywilnych (a więc i gospodarczych).

Spowoduje to wejście na rynek usług prawniczych osób nieprzygotowanych merytorycznie do odpowiedzialnego świadczenia pomocy prawnej.

O zawodowej weryfikacji

Obawiać się należy, że o wystarczającym poziomie przygotowania do wykonywania zawodu prawnika będą decydować ludzie, którzy z tym zawodem mają niewiele wspólnego. O przyznaniu lub cofnięciu licencji mogą decydować względy pozamerytorycze, np. doraźna polityczna potrzeba zwalczania prawników z jakichś względów dla władzy niewygodnych.

Istnieje niebezpieczeństwo, iż w Państwowej Komisji Licencyjnej będą zasiadać teoretycy i wizjonerzy, niekoniecznie mający jakiekolwiek związki z realiami zawodu. Warunkiem uczestnictwa w pracach PKL jest bowiem zakaz czynnego uprawiania zawodu w formie licencyjnej i korporacyjnej.

Dlatego duże jest ryzyko, że wymagania przy egzaminach licencyjnych rozminą się z wymogami praktyki prawniczej. Osoby przygotowujące się do egzaminów licencjackich będą kładły nacisk na to, czego będzie wymagała Komisja, a nie na to, co jest naprawdę potrzebne dla rzetelnego wykonywania zawodu. Ponadto liczebność PKL nie gwarantuje skuteczności nadzoru sprawowanego przez ten organ.

O nadzorze dyscyplinarnym

Wszystkich czynnych prawników muszą obowiązywać zasady kodeksu etyki zawodowej. Jak słusznie zauważa w swojej polemice pani Monika Krawczyk, zasady etyki prawniczej funkcjonują od lat na rynku prawniczym i większość obecnie działających prawników po prostu je stosuje”. Kluczową sprawą jest natomiast nadzór dyscyplinarny, konieczny, by móc karać zachowania naganne (a takie występują w każdym środowisku, niezależnie od posiadanego wykształcenia, doświadczenia i uprawnień). Poczucie przyzwoitości czy głos sumienia pojedynczych prawników nie zastąpią zewnętrznych mechanizmów kontrolnych. Otóż zapisy dotyczące odpowiedzialności dyscyplinarnej doradców prawnych są naszym zdaniem niewystarczające.

Niedostateczna jest regulacja odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ograniczenie podmiotów inicjujących postępowanie tworzy iluzję odpowiedzialności licencjonowanych prawników wobec ich klientów.

Poza ochroną prawną pozostają interesy pozamajątkowe potencjalnych klientów. Brak zasad nadzoru oraz obowiązku szkoleniowego po uzyskaniu uprawnień do wykonywania czynności zawodowych z istoty swojej może ułatwiać działalność nierzetelnym prawnikom. Brak sprecyzowanych kanonów postępowania (poza art. 25 - 28 ustawy) może licencjonowanym doradcom zaszkodzić. Dwuinstancyjne administracyjne postępowanie dyscyplinarne, a następnie dwuinstancyjne postępowanie sądowo-administracyjne i ewentualne postępowanie przez Sądem Najwyższym nie odpowiadają postulatowi szybkości postępowania oraz naturze postępowań dyscyplinarnych.

Bardzo podoba nam się porównanie przez panią Monikę Krawczyk doradcy prawnego do lekarza rodzinnego, który - owszem - wyleczy chore gardło czy bolące ucho, ale nie wytnie przecież wyrostka robaczkowego. A zatem: licencjonowani prawnicy tak, ale działający tylko w ramach przedsądowej pomocy prawnej (licencja I stopnia). Pełnię uprawnień pozostawmy specjalistom. A przede wszystkim dajmy najpierw szansę tym rozwiązaniom, które otwierają dostęp do zawodu adwokata i radcy prawnego.

PIOTR KOSTAŃSKI

doktorant w Katedrze Prawa Cywilnego UJ i w Europejskim Kolegium Doktoranckim uniwersytetów w Heidelbergu, Moguncji i UJ. Aplikant adwokacki w Kancelarii adwokata Wojciecha Czerwienia