■ Czy projekty określane jako pakiet Kluski rzeczywiście są pakietem i czy przewidują one rewolucyjne zmiany dla przedsiębiorców? – Każdy nowy rząd zapowiada ułatwienia dla przedsiębiorców poprzez tworzenie kolejnych ustaw. Prawo powinno być stanowione w sposób rozważny i przemyślany, a potem powinno być stabilne. W ten sposób zapewnia się jasne reguły, które każdy przedsiębiorca może przełożyć na kolejne lata swojego rozwoju. W niektórych propozycjach projekt zawiera takie błędy systemowe, że trudno spokojnie o tym mówić. ■ Ale dlaczego stabilne ma być prawo zawierające błędy? Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej ma pewne błędy, dlatego rząd zapowiada jej nowelizację? – Tych błędów jest niewiele, dobrze więc chociaż, że myśli się o nowelizacji, a nie o nowej ustawie. Błędy były już na etapie tworzenia ustawy z 2004 roku, całkiem zbędnej jako nowe prawo, powtarzające, jak wiadomo, co najmniej w 2/3 prawo działalności gospodarczej z 1999 roku. Ciekawe, że chce się teraz np. ponownie wprowadzać przepisy o zezwoleniach, które zostały uchylone w 2004 roku, mimo ówczesnych protestów. Zatacza się więc koło, wracając do wcześniejszych dobrych rozwiązań, tylko po co to było zmieniane? Ale poprawiając jedne, zamierza się teraz psuć inne, dobre rozwiązania. Przecież znakomita większość problemów, z którymi borykają się przedsiębiorcy, leży w przepisach podatkowych, regulujących inne daniny publiczne i coraz to nowe obowiązki biurokratyczne. Szczecin pokazał niedawno, że można tak zorganizować ewidencję (rejestrację) przedsiębiorców, by w ciągu jednego dnia załatwić wszystkie formalności. To nie jest obecnie kwestia przepisów, tylko zorganizowania administracji. Dzisiejsze przepisy umożliwiają ewidencję przedsiębiorcy również w ciągu trzech dni, co pakiet Kluski traktuje jako novum. ■ Czyli wprowadzanie tzw. jednego okienka nie ma sensu? – Oczywiście, że ma sens, tylko że takie rozwiązanie jest już w art. 44 obowiązującej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Pomysł ten pojawił się dawno, ale okazało się wtedy, że nie mógł zostać wprowadzony z powodu niewydolności systemu informatycznego. Skoro to jest możliwe teraz, to dobrze, ale byłoby lepiej, gdyby dało się jednocześnie ograniczyć ilość numerów identyfikacyjnych, które musi mieć dzisiaj przedsiębiorca. ■ Czy potrzebna jest kolejna zmiana definicji przedsiębiorcy? – Ilość definicji przedsiębiorcy w polskim prawie woła o pomstę do nieba. Doprawdy nie może być nadal tak, że przedsiębiorca w każdej dziedzinie prawa jest kimś innym. Tego nie zrozumie żaden prawnik, gdyż jest to niezgodne z systemem tworzenia prawa, a tym bardziej przedsiębiorca. Okazuje się, że np. według przepisów podatkowych nim jest, a według prawa gospodarczego lub cywilnego nim nie jest.
Tomasz Korczyński z kancelarii Wierzbowski Eversheds Dobrym krokiem w kierunku ujednolicenia definicji przedsiębiorcy była nowelizacja kodeksu cywilnego z 14 lutego 2003 r., która ją wprowadziła w art. 431. Nie usunęło to wątpliwości, bowiem od definicji z kodeksu cywilnego odbiegają przepisy ustawy z 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, która w art. 4 definiuje przedsiębiorcę. Definicja przedsiębiorcy w u.o.s.d.g. ma zastosowanie jedynie w zakresie stosunków wynikających z tejże ustawy, definicja kodeksowa ma zaś charakter uniwersalny i odnosi się do wszelkich innych stosunków cywilnoprawnych.
■ Należałoby wykreślić te pojęcia z innych ustaw i pozostawić jedno w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej? – Oczywiście. Nie ma przeszkód, by zbudować wreszcie taką definicję, która zawierałaby wszystkie przesłanki, odpowiadające prawu publicznemu i prywatnemu. Tym bardziej że projekty nowych ustaw są poddane uzgodnieniom międzyresortowym. Klasycznym przykładem niepotrzebnych rozbieżności jest inne pojęcie przedsiębiorcy w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej (prawidłowe) i w kodeksie cywilnym (nieprawidłowe) albo określenie przedmiotu leasingu w tymże kodeksie i szersze w ustawach podatkowych. ■ Kontrowersje budzi przywrócenie spółki cywilnej do katalogu przedsiębiorców. Uważa pan, że to słuszne rozwiązanie? – Nie przywrócenie, bo spółka cywilna nigdy ustawowo nie była określona jako przedsiębiorca, to kwestia praktyki na gruncie ustawy o działalności gospodarczej z 1988 roku, negatywnie ocenionej w połowie lat 90. przez orzecznictwo NSA i Sądu Najwyższego. Początkowo i mnie wydawało się słuszne, by spółkę cywilną uznać za jednostkę mogącą prowadzić działalność gospodarczą, skoro tworzy ona pewien organizm. Trzeba jednak popatrzeć na konstrukcję tego organizmu. To przecież spółka, która nie ma własnego majątku, a majątek należy łącznie do wspólników, w rzeczywistości jest to tylko umowa wspólników, odpowiadających za zobowiązania osobiście i solidarnie. ■ Jakie konsekwencje będzie miało uznanie, że spółki cywilne są jednak przedsiębiorcami? – Jak się chce psuć system prawa, to róbmy tak dalej. Autorzy nowego określenia przedsiębiorcy kompromitują się! W polskim i nie tylko w polskim systemie prawa jakakolwiek jednostka, wyodrębniona od swych członków lub założycieli nie może być przedsiębiorcą choćby dlatego, że w świetle prawa cywilnego (art. 1 i 33 k.c.) nie będzie podmiotem prawa, a zatem np. nie będzie mogła zawierać umów w obrocie gospodarczym; głównie poprzez umowy prowadzi się przecież działalność gospodarczą! I takie coś ma mieć firmę w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego? Kompletnie bez sensu. Uważam, że spółka cywilna nie jest właściwa do trwałego prowadzenia działalności gospodarczej. Jest tworzona, aby osiągnąć cel gospodarczy wspólników. Spółka cywilna może się sprawdzić w rzemiośle lub w działalności rodzinnej, gdy nie potrzeba dużego kapitału, ryzyko popadnięcia w długi jest małe, wspólnicy nie mają sprzecznych interesów. Do prowadzenia działalności gospodarczej służą spółki handlowe. ■ Przedsiębiorców może ucieszyć pomysł rozszerzenia interpretacji na przepisy dotyczące składek z ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Powinny być wydawane na poziomie centralnym, co zapewniłoby ich jednolitość, czy lokalnym? – Umożliwienie interpretacji dotyczących składek, to dalsza realizacja idei zawartej w art. 10 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Jestem zwolennikiem tego rozwiązania, gdyż przy takiej zmienności prawa, jaką mamy obecnie, sytuacja płatników świadczeń jest czasem dramatyczna. Uważam, że wydawanie interpretacji na poziomie centralnym może być niewykonalne. Podmiotu, który ma odprowadzać składki, przecież nie interesuje, czy interpretacje w skali kraju są jednolite, czy nie. Dla niego ważne jest, ile ma zapłacić w określonym stanie faktycznym. Ważne, by mógł się odwołać od interpretacji, z którą się nie zgadza.
Adam Ambroziak ekspert Konfederacji Pracodawców Prywatnych Z zadowoleniem przyjmujemy fakt, iż PO w projekcie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej wprowadza przepis – postulowany przez nas wielokrotnie – który realnie ograniczy równoległe kontrole firm przez kilka organów. Projekt skreśla przepis (art. 82 ust. 1 pkt 3), który obecnie jest furtką do mnożenia kontroli. Dzięki temu inspektorzy nie będą mogli omijać tej ustawy, powołując się na ustawy szczególne. Projekt przewiduje też odebranie Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu prawa do wielomiesięcznych kontroli firm i ustala ich maksymalny czas na miesiąc.
■ Popiera pan zapowiadane ograniczenia dotyczące kontroli w firmach? – Oczywiście rozumiem, że żadna firma nie chce być kontrolowana. Jednak moje pięcioletnie doświadczenie w Najwyższej Izbie Kontroli nakazuje mi wstrzemięźliwość w ocenach zamierzeń rządu. Obawiam się, że przepisy ograniczające kontrole w firmach pozostaną w dużym stopniu na papierze. Będzie wiele wyjątków uzasadniających prowadzenie jednocześnie kilku kontroli w firmie, np. w przypadku podejrzenia o popełnieniu przestępstwa. Jeżeli kontrola jest kompetentna, to powinna przedsiębiorcy służyć pomocą, a nie stanowić dla niego katastrofę. Moim zdaniem obecne przepisy w zupełności wystarczają, byle były wykonywane zgodnie z intencjami ustawodawcy.