– A przed sankcjami administracyjnymi nie chroni immunitet – przypomina poseł Stanisław Żmijan, jeden z twórców projektu nowelizacji. – Posłowie, ministrowie, sędziowie, prokuratorzy – wszyscy oni będą pociągnięci do odpowiedzialności w przypadku łamania przepisów ruchu drogowego – zapowiada.

Jednak zdaniem pomysłodawców zmian także zwykłym kierowcom przekraczanie prędkości zbyt często uchodzi na sucho. Z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że ściągalność mandatów wynosi ok. 35 proc. Częstym chwytem jest łańcuszek, polegający na tym, że właściciel pojazdu wskazuje inną osobę jako prowadzącą pojazd, ta następną, wskazana kolejną itd. By to ukrócić, posłowie chcą zmienić adresata sankcji – z kierującego na właściciela pojazdu. Ma on odpowiadać administracyjnie, czyli nie trzeba będzie udowadniać mu winy. Teraz to on, a nie Inspekcja Transportu Drogowego albo straż miejska, będzie się martwił o ustalenie, kto prowadził auto.

– Konsekwentnie jestem przeciwnikiem wprowadzania odpowiedzialności obiektywnej za klasyczne wykroczenie. To przekwalifikowanie jest robione po to, by ułatwić pracę organom kontrolnym. Właściciel pojazdu nie będzie miał możliwości wyegzekwowania zapłaconej grzywny od sprawcy naruszenia – krytykuje prof. Ryszard Stefański, prawnik z Uczelni Łazarskiego specjalizujący się w prawie drogowym.

Projektodawcy chcą też darować właścicielom aut sfotografowanych przez fotoradary punkty karne, jednocześnie podwyższając wysokość grzywien. Te mają być skorelowane ze średnimi zarobkami. Za przekroczenie prędkości do 11 km/h grzywna ma stanowić 1,5 proc. (ok. 50 zł) średniej pensji, a przekroczenie prędkości o 50 km będzie zagrożone karą w wysokości 20 proc. średnich zarobków, czyli ok. 750 zł. Ale to nie koniec. Wysokość sankcji za przekroczenie limitów w terenie zabudowanym będzie dwa razy większa, a czwarty i każdy kolejny mandat w ciągu roku wzrośnie o 50 proc.

– Kierowcy się ucieszą, bo to nie ze względu na wysokie kary finansowe jeżdżą wolniej, tylko z powodu zagrożenia punktami. A chyba nie o uzyskanie takiego efektu tu chodzi. Mam poważne wątpliwości, czy taka zmiana przejdzie w Sejmie – powątpiewa prof. Stefański, który za to pozytywnie ocenia pomysł zabronienia strażom miejskim i gminnym używania fotoradarów.

– Nie jest tajemnicą, że samorządy uczyniły sobie z nich sposób na zasilanie budżetów. Dlatego chcemy, aby stacjonarne urządzenia przejęła Inspekcja Transportu Drogowego, a z kolei prawo do korzystania z przenośnych rejestratorów miała wyłącznie policja – wyjaśnia Stanisław Żmijan. – Ta będzie ich używała na dotychczasowych zasadach, czyli będzie odpowiadał kierowca, który dostanie mandat i punkty karne – dodaje.

Tu rodzi się kolejna wątpliwość, tym razem co do zgodności z art. 32 konstytucji, który zakłada równość obywateli wobec prawa. – Odpowiedzialność osób popełniających to samo wykroczenie, tylko stwierdzone za pomocą dwóch różnych urządzeń, ma być inna. A nieważne, czy administracyjna czy wykroczeniowa, powinna być konsekwentnie taka sama w obydwu przypadkach – dodaje prof. Stefański.

Etap legislacyjny

Czeka na złożenie w Sejmie