● sędziowie są wybierani w wyborach powszechnych spośród kandydatów mających odpowiednie kwalifikacje prawnicze (niektóre stany w USA);

● kandydatami na sędziów zostają osoby, które zdały egzamin konkursowy i odbyły odpowiednie kursy szkoleniowe (Hiszpania) albo bezpośrednio po zdanym egzaminie sędziowskim (Austria);

● sędziami zostają doświadczeni prawnicy, którzy sprawdzili się w innych zawodach (Anglia, Walia, Irlandia, Szwajcaria);

● powołanie dożywotnie na sędziego poprzedza okres próby, który pozwala sprawdzić kompetencje oraz predyspozycje osobowościowe i charakterologiczne kandydata (Niemcy).

W naszym kraju nie przyjęto sposobu pierwszego. Nie było takiej tradycji, a poza tym wyłanianie kandydatów na sędziów w głosowaniu powszechnym wcale nie gwarantuje trafności wyboru. Uruchamia zaś nieprzystającą do tego zawodu całą otoczkę gry i propagandy przedwyborczej.

Zasadniczym mankamentem modelu umożliwiającego absolwentom elitarnych szkół sędziowskich lub kończących staże aplikanckie egzaminem sędziowskim kandydowanie na urząd sędziego jest to, że nie mają oni praktyki orzeczniczej ani odpowiedniej znajomości życia i doświadczenia. Te zaś w pracy sędziego są wartościami nie do przecenienia i stanowią podstawowy atut systemu trzeciego, w którym urząd sędziego jest ukoronowaniem kariery prawniczej.

Przed wojną i w okresie powojennym obowiązywał u nas system asesorski, zbliżony w pewnym sensie do wariantu czwartego. Polegał on na tym, że po zdaniu egzaminu sędziowskiego kandydat na sędziego był mianowany przez ministra sprawiedliwości asesorem sądowym, z powierzeniem mu pełnienia obowiązków sędziowskich i przez czas określony w tej decyzji wykonywał funkcje orzecznicze. Ocena dorobku orzeczniczego asesora była podstawą do ewentualnego wystąpienia z wnioskiem o nominację sędziowską. W yrokiem z 24 października 2007 r. (sygn. akt SK 7/06) Trybunał Konstytucyjny uznał jednak regulację instytucji asesury sądowej za niezgodną z konstytucją, odraczając wejście w życie orzeczenia o 18 miesięcy. Głównymi przyczynami tego rozstrzygnięcia były nadmierne uzależnienie asesora od władzy wykonawczej ograniczające jego niezawisłość oraz brak udziału w jego procesie nominacyjnym Krajowej Rady Sądownictwa.

Wedle deklaracji składanych po tym wyroku, miał zostać wprowadzony u nas system trzeci, w którym urząd sędziego byłby ukoronowaniem kariery wykonywanej w innych zawodach prawniczych. Niestety, na deklaracjach się skończyło. Stanowisko sędziego rejonowego dla doświadczonego prawnika okazuje się z reguły nieatrakcyjne, głównie ze względów finansowych. W ostatniej niemal chwili przed terminem określonym w wyroku trybunału przyjęto więc rozwiązanie prowizoryczne, umożliwiając ubieganie się o urząd sędziego osobom, które zdały egzamin sędziowski i minimum przez dwa lata pracowały w charakterze referendarza sadowego lub asystenta sędziego. Zdominowały one liczebnie kandydatów na sędziów rejonowych (ponad 90 proc.), co powoduje, że nominacje na ten szczebel sędziowski otrzymują w lwiej części osoby, które nie mają żadnej praktyki orzeczniczej (asystenci) lub praktykę ograniczoną do kwestii ubocznych, wpadkowych, bez rozpoznawania istoty sporu (referendarze). Powierzenie im dożywotniej władzy sądzenia jest obarczone trudnym do określenia marginesem błędu w wyborze, gdyż do końca nie wiadomo, czy i jak sprawdzą się oni na sali sądowej.

Obawy te potwierdziły przeprowadzone na zlecenie KRS reprezentatywne badania ankietowe. Objęły one prawie 1700 respondentów spośród sędziów, adwokatów, radców i prokuratorów: 57 proc. z nich uznało ten system naboru do urzędu sędziego za wadliwy. Aż 52 proc. badanych oceniło, że sędziowie, którzy uzyskali nominacje sędziowskie bez uprzedniej praktyki prawniczej, gorzej radzą sobie z sądzeniem, mając kłopoty zwłaszcza z techniką i organizacją pracy, zapanowaniem nad salą rozpraw i są ogólnie mniej decyzyjni. Najbardziej krytyczne oceny takim sędziom wystawiali adwokaci. Tego głosu nie można lekceważyć, gdyż pochodzi od doświadczonych prawników, obserwatorów z drugiej strony stołu sędziowskiego.

W tej sytuacji rada zainicjowała prace nad przywróceniem instytucji asesora sądowego odpowiadającej standardom konstytucyjnym. Zgodnie z opracowanymi założeniami kandydatów zgłaszających się na to stanowisko oceniałaby i przedstawiała do nominacji rada, tak jak kandydatów na sędziów. Asesora powoływałby na wniosek KRS prezydent RP na okres pięciu lat. Asesorzy mieliby zagwarantowaną pełną niezawisłość i niezależność w orzekaniu. Pozytywna ocena orzecznictwa asesora pozwalałaby mu na ubieganie się o nominację na urząd sędziego rejonowego.

Ideę tę poparł minister sprawiedliwości. Propozycja została przedstawiona prezydentowi z wnioskiem o podjęcie inicjatywy legislacyjnej. Jeżeli zostałaby ona uchwalona, funkcjonowałyby równolegle dwa mające najwięcej zalet modele wyboru kandydatów do urzędu sędziego: system zgłaszania się doświadczonych prawników z innych profesji oraz system asesury sądowej, pozwalający na praktyczne sprawdzenie kompetencji oraz predyspozycji kandydata. Dawałoby to możliwość wyboru rzeczywiście najlepszych.

Sędziowie, którzy uzyskali nominacje bez uprzedniej praktyki, gorzej radzą sobie z orzekaniem

Antoni Górski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa