Na tę informację z niecierpliwością czekali zarówno sędziowie, jak i resort sprawiedliwości. Wszyscy bowiem liczą na to, że uchwała SN rozwiąże patową sytuację, w jakiej znalazł się wymiar sprawiedliwości po opublikowaniu w październiku uzasadnienia lipcowej uchwały Sądu Najwyższego. Stwierdzono w niej, że „decyzja o przeniesieniu na inne miejsce służbowe podjęta przez inną osobę, także »z upoważnienia« ministra sprawiedliwości, jest wadliwa (bezprawna), a sędzia, którego ona dotyczy, nie może wykonywać władzy jurysdykcyjnej w sądzie (na obszarze jurysdykcyjnym), do którego został »przeniesiony«” (sygn. akt III CZP 46/13). Efekt tego był bowiem taki, że część sędziów przeniesionych na skutek reformy Gowina (styczeń 2013) postanowiło powstrzymać się od orzekania.

Napięcie spada

Wyznaczenie daty posiedzenia pełnego składu Sądu Najwyższego na 28 stycznia 2014 r. z całą pewnością obniży nieco napięcie, jakie od października panuje na linii Ministerstwo Sprawiedliwości – SN. Przedstawiciele resortu bowiem nie ukrywali, że ich zdaniem to SN jest odpowiedzialny za rozwiązanie problemu nieorzekających sędziów.

– To dobra informacja – komentuje Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości. Dodaje, że styczeń 2014 r. wydaje się być rozsądną datą.

– To odpowiedzialna decyzja. Z jednej bowiem strony uchwała SN w pełnym składzie powinna zostać podjęta bez zbędnej zwłoki, a z drugiej sędziowie SN muszą mieć czas na rozważenie tego zagadnienia – zaznacza wiceminister.

Że uchwała SN nie może zostać wydana błyskawicznie, zaznaczał w wywiadzie dla DGP Stanisław Dąbrowski, I prezes SN. Tłumaczył, że wniosek o rozstrzygnięcie przez pełny skład SN rozbieżności w wykładni prawa występujących w orzecznictwie trzeba „doręczyć wszystkim sędziom, wyznaczyć sprawozdawców, a w takiej sprawie musi być ich co najmniej dwóch, i to z tych izb, w których rozbieżność się ujawniła. Sprawozdawcy muszą napisać swoje referaty wyjaśniające stanowiska i one również muszą zostać doręczone wszystkim sędziom”.

Zadowolenie sędziów

Z tego, że SN wypowie się ostatecznie na temat tego, kto może przenosić sędziów, cieszą się także sami zainteresowani.

– Po tej uchwale zostanie ostatecznie przesądzone, czy obecna praktyka resortu ma oparcie w obowiązujących przepisach, czy też nie. Minister sprawiedliwości będzie musiał się do niej dostosować – zaznacza Bartłomiej Przymusiński, prezes Oddziału Wielkopolskiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Jak jednak zaznacza Bartłomiej Starosta, sędzia, który na skutek reformy Gowina został przeniesiony z sądu w Sulęcinie do Sądu Rejonowego w Międzyrzeczu, uchwała SN w pełnym składzie nie rozwiąże wszystkich problemów.

– W Izbie Pracy SN czekają bowiem na rozpatrzenie nasze odwołania od decyzji ministra sprawiedliwości o przeniesienie na inne miejsce służbowe. SN zawiesił te postępowania, gdyż skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą przepisu prawa o ustroju sądów powszechnych, który pozwala przenosić sędziów przez ministra sprawiedliwości bez ich zgody. A póki co TK jeszcze nawet nie wyznaczył terminu rozprawy – wskazuje sędzia Starosta.

Tak więc jego zdaniem sędziowie, którzy odwołali się od decyzji wydanych po reformie Gowina, po styczniowej uchwale SN w pełnym składzie będą mieli jasność tylko co do tego, czy mogą orzekać, czy nie do czasu rozpoznania ich odwołań przez SN, natomiast kwestia ich uprawnień orzeczniczych w późniejszym okresie nadal pozstaje niewiadomą.

Sędziowie kontra resort sprawiedliwości

Sędziowie kontra resort sprawiedliwości

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Polaryzacja w SN

Ponadto trudno wyrokować, jakie rozstrzygnięcie podejmie SN w pełnym składzie. Nie od dziś bowiem wiadomo, że w SN ścierają się dwa poglądy na temat tego, czy minister przy przenoszeniu sędziów może wyręczać się wiceministrami czy też nie. Wskazuje na to także prof. Tadeusz Ereciński, prezes SN w uzasadnieniu wniosku o rozstrzygnięcie rozbieżności występujących w orzecznictwie. Pisze on: „(...) poglądy na temat zakresu uprawnień ministra sprawiedliwości do delegowania lub przenoszenia sędziów były wyrażane pośrednio lub wprost w innych orzeczeniach Sądu Najwyższego i uległy wyraźnej polaryzacji”.

Środowisko sędziowskie liczy na to, że SN w pełnym składzie podtrzyma stanowisko z lipcowej uchwały SN podjętej w składzie 7 sędziów.

Z kolei przedstawiciele resortu sprawiedliwości nieraz sugerowali, że SN powinien wydając uchwałę określić jej skutki na przyszłość. W przeciwnym wypadku, gdyby SN uznał, że minister sprawiedliwości popełnił błąd nie podpisując osobiście przenosin sędziów, trzeba byłoby powtórzyć setki tysięcy postępowań.

Ale uchwała pełnego składu SN będzie miała niebagatelne znaczenie nie tylko dla oceny skutków procesowych w sprawach cywilnych i karnych, w których orzekali sędziowie przeniesieni przez wiceministrów. Jak bowiem wskazuje w uzasadnieniu wniosku prezes Ereciński, chodzi również o „dookreślenie pozycji władzy sądowniczej w ustroju państwa oraz wyznaczenie granicy między władzą sądowniczą a władzą wykonawczą”. I dalej: „Istotny jest również wizerunek wymiaru sprawiedliwości w oczach społeczeństwa oraz wpływ na stabilność obrotu prawnego. Należy także mieć na względzie, że choć uchwały Sądu Najwyższego formalnie nie mają mocy powszechnie obowiązującej, to jednak są istotnym elementem kształtowania poglądów prawnych oraz orzecznictwa sądów powszechnych”.

Czy są naciski, aby sędziowie wrócili do orzekania?

Do incydentu doszło w Sądzie Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim, którego prezes zdecydował, że sędzia, która złożyła oświadczenie o powstrzymywaniu się od orzekania, zostaje przesunięta z wydziału zamiejscowego do głównej siedziby, czyli do Gorzowa Wielkopolskiego. Wydał polecenie podjęcia czynności. Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” zawiadomiło o tym Krajową Radę Sądownictwa.

– To niedopuszczalne, aby sędziemu, który uznał, że jest nieuprawniony do orzekania, w nagłym trybie kazać podjąć czynności zamiast w wydziale zamiejscowym, w głównej siedzibie sądu – ocenia sędzia Maciej Strączyński, prezes Iustitii. Przekonuje, że nie można sędziego przesuwać z jednego miejsca na inne ot, tak. W takim przypadku musi zostać sporządzony nowy zakres obowiązków sędziego, musi go przyjąć kolegium sądu, a sędzia może się od niego odwołać; do czasu rozpoznania odwołania pełni służbę w poprzednim miejscu. Inaczej jest to niezgodne z prawem.

Wystąpienie do KRS podpisał Mariusz Królikowski, wiceprezes Iustitii. Twierdzi, że pismo prezesa sądu może być odebrane jako próba przymuszania sędziego do określonego zachowania.

– Istnieje podejrzenie, że to ingerencja w niezawisłość sędziego. Kwestia zastosowania się lub nie do uchwały lipcowej SN to sfera stosowania prawa, czyli sędziowskiej niezawisłości. KRS także to podkreślała – mówi wiceprezes.

Podkreśla, że przerzucanie sędziego z jednego miasta do innego, oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, może być uznane za formę nacisku.

Ponadto w piśmie prezesa sądu w Gorzowie Wielkopolskim nie podano podstawy prawnej.

– Czekamy, aż prezes sprecyzuje, jaki był tryb wydania tego zarządzenia – dodaje wiceprezes stowarzyszenia.

Na razie trwa wymiana korespondencji między wydziałem zamiejscowym a sądem macierzystym. Sędzia nie przystąpiła do wykonywania czynności w sądzie przejmującym.

Do Iustitii napłynął wczoraj kolejny niepokojący sygnał. Także z Gorzowa. Dotyczy skierowania sędziów powstrzymujących się od orzekania do obowiązków asystenta w sądzie macierzystym.Także ta sprawa może niebawem trafić do KRS.