■ Jakie korzyści osiągniemy, wprowadzając pozwy zbiorowe do naszego systemu prawa?
– W przypadku grupowego dochodzenia roszczeń istnieje możliwość szybszego rozstrzygania wielu spraw, a także zapewnienia spójności orzecznictwa. Korzyści odniesie także wymiar sprawiedliwości. Przypomnę o jednym wypadku – w trakcie kampanii wyborczej prezydenta Kwaśniewskiego wyborcy złożyli setki identycznych protestów. Sąd Najwyższy, a przede wszystkim jego Izba Pracy była przez wiele tygodni wyłączona z orzekania. Gdyby istniała możliwość wniesienia pozwu zbiorowego – można byłoby w ramach jednej pilotażowej sprawy jakoś ten problem rozwiązać. Ten przykład pokazuje, jak można zyskać na czasie. W przypadku roszczeń drobnych dochodzi też ochrona osób, które prawdopodobnie same by z powództwem nie wystąpiły. Gdyby jednak miały możliwość przyłączenia się do zbiorowego powództwa, to zapewne by to zrobiły.
■ Co należy zmienić w polskim prawie, by ta instytucja mogła funkcjonować?
– To jest podstawowy problem, bo rozważenia wymaga zarówno zmiana prawa materialnego, jak i procesowego. Podstawowe pytanie w zakresie prawa materialnego brzmi: czy w naszym systemie, który obowiązuje także w większości państw kontynentalnych Europy, zindywidualizowana odpowiedzialność da się pogodzić z pewną standaryzacją i uproszczeniem przyznawania odszkodowania w ramach powództw zbiorowych. Kolejne pytanie dotyczy reprezentacji. Czy chcemy mieć model reprezentacyjny, w którym wyłaniany jest jakiś podmiot, który będzie reprezentował wszystkie osoby, np. organizacja, czy też chcemy przyjąć model działania większej liczby osób, które by udzielały komuś pełnomocnictwa? Problemy dotyczą też właściwości sądu.
■ Czy powinien zostać powołany sąd na wzór Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który rozstrzygałby takie sprawy?
– Teraz jest modna tendencja, że jak powstają jakieś problemy, to sugeruje się, żeby powstał specjalny sąd, który by te wszystkie sprawy rozpoznawał, np. sprawy z elementem zagranicznym lub z zakresu własności intelektualnej. Ale rzeczywiście w tych sprawach należałoby się zastanowić, czy kompetencji z zakresu powództw zbiorowych nie powierzyć Sądowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów, zakładając, że pozew zbiorowy byłby nastawiony na ochronę konsumentów.
■ Jaki zakres spraw powinny obejmować pozwy zbiorowe?
– Bardzo trudno stosować instytucję pozwów zbiorowych do roszczeń deliktowych, ale mogą mieć one zastosowanie do roszczeń z kontraktów. Sytuacja osób, które dochodzą roszczeń, powinna być jak najmniej zindywidualizowana, a to jest trudne przy roszczeniach deliktowych. Znacznie łatwiej byłoby rozstrzygać protesty wyborców niż sprawy poszkodowanych, np. w katastrofie hali targowej.
■ Z jakich regulacji poza niemieckimi moglibyśmy czerpać wzory?
– Należałoby rozważyć oprócz procesu modelowego – niemieckiego, także rozwiązanie holenderskie. W dużym stopniu ciężar rozstrzygnięcia zależy tam od ugody między grupą poszkodowanych a osobą odpowiedzialną. Ze względu na kwestie reprezentacji i kosztów postępowania, najbardziej wątpliwe wydaje się przyjęcie modelu amerykańskiego – class action. Strony mogą się tam umówić, kto poniesie koszty postępowania z tego, co sąd zasądzi i co ta grupa uzyska. W polskich warunkach taka umowa jest niedopuszczalna.
■ Czy sąd nie mógłby rozstrzygać co do zasady odpowiedzialności?
– Tak jest w niemieckiej ustawie, która pozwala na grupowe dochodzenie roszczeń inwestorów. Sąd, zawieszając pozostałe postępowania, przekazuje sprawę do sądu wyższej instancji, który przesądza co do zasady odpowiedzialności. Potem sąd powraca do tych zawieszonych postępowań i dopiero indywidualnie je rozstrzyga.
■ Czy nie można takiej zasady wprowadzić do naszego prawa?
– To nie jest proste. Dopiero od niedawna obowiązuje nowa ustawa o kosztach sądowych, a Sąd Najwyższy podjął w ostatnim roku już około 30 uchwał w tej sprawie. Przewrócenie tego systemu spowodowałoby chaos. Trzeba więc rozważyć wszystkie zalety i jednocześnie koszty takiej instytucji. Sam kierunek myślenia, że prawo musi bardziej elastyczne i reagować na nowe zjawiska, jest słuszny. Na tym polega konieczność adaptacji i przyjmowanie wyzwań współczesności. Musimy jednak odnaleźć takie rozwiązanie, które byłoby najlepsze bez wywracania naszego sytemu do góry nogami.
■ Podczas konferencji poświęconej pozwom zbiorowym wiele obaw związanych z wprowadzeniem nowej instytucji zgłaszali profesjonalni pełnomocnicy stron.
– Jest to jedna z grup, która będzie musiała bardzo zmienić swoje podejście, gdyby taka instytucja zaczęła w Polsce funkcjonować. Rola pełnomocników będzie polegała na znacznie większej współpracy z sądem niż do tej pory, np. co do zakresu dowodów, które pozwolą wyjaśniać sprawę, a nie tylko dla przewlekania postępowania. Ale zmian będzie też wymagało podejście sędziów. Zmieni się przede wszystkim ich organizacja pracy. Muszą się przyzwyczaić do bardziej konsekwentnego planowania postępowania sądowego i reagowania na zachowanie się pełnomocników.
■ Czy regulacje dotyczące pozwów zbiorowych powinny być wprowadzone do kodeksu postępowania cywilnego, czy znaleźć się w zupełnie nowej ustawie?
– Więcej argumentów na dzień dzisiejszy przemawia za tym, żeby była to odrębna ustawa. Dopiero przy planowaniu zasad nowego kodeksu postępowania cywilnego byłoby możliwe wbudowanie pozwów zbiorowych w strukturę k.p.c.
■ W jakim terminie powinny się zakończyć prace nad projektem ustawy?
– Nie został jeszcze wyznaczony taki termin, ale sądzę, że jest to raczej kwestia miesięcy, a nie lat.