„Z zielonymi zamówieniami jest trochę tak jak z Yeti: wszyscy o nich mówią, ale nikt w praktyce ich nie widział” – pisała dwa lata temu na swoim blogu dr Aleksandra Kunkiel-Kryńska, radca prawny w kancelarii Wierzbowski Eversheds. Słowa te przestały już jednak być aktualne. Opublikowane niedawno na zlecenie Komisji Europejskiej opracowanie „Zielone zamówienia publiczne. Zbiór dobrych praktyk” pokazuje, że coraz więcej zamawiających decyduje się uwzględniać kwestie środowiskowe podczas przetargów.

– Ze względu na degradację przyrody kryteria środowiskowe są pożądane, a wręcz konieczne. Warto zauważyć, że ich stosowanie stawia określone wymagania wykonawcom, a także producentom. System zamówień publicznych w Polsce jest systemem zdecentralizowanym i każdy zamawiający ma możliwość wyboru określonych, nawet wysokich standardów ochrony środowiska – mówi Józef Nowicki, ekspert Kancelarii Zamówień Publicznych CONEXIS.

– To ważne tym bardziej, że chodzi o ogromny rynek. Wydatki władz publicznych to ok. 19 proc. PKB wszystkich krajów unijnych – dodaje Hubert Tański, radca prawny w kancelarii CMS Cameron McKenna.

Setki milionów euro

Wśród niektórych urzędników pokutuje pogląd, że uwzględnienie kryteriów środowiskowych wiąże się z większymi kosztami.

– Zielone zamówienia to bez wątpienia inwestycja w przyszłość. Nie spotykam się z nimi jednak zbyt często w trybach przetargowych, gdyż głoszone jest hasło: będzie drożej, dłużej i trudniej. U niektórych zamawiających wciąż panuje przekonanie, że lepiej teraz zlecić taniej, a później się zobaczy – komentuje Piotr Sperczyński, ekspert Pracowni Zamówień Publicznych.

Publikacja KE pokazuje, że proekologiczne zamówienia mogą przynosić bardzo duże oszczędności. Przekonano się o tym we Włoszech, gdzie zorganizowano jeden wielki przetarg na zarządzanie energią (przede wszystkim usługami grzewczymi) w 5 tys. budynków administracji publicznej, m.in. szkół, urzędów i więzień. Postawiono w nim wymagania dotyczące niższego zużycia energii, a także zainstalowania czujników i innych urządzeń, które pozwolą efektywnie, przez internet, zarządzać temperaturą. Według szacunków dzięki zintegrowanej umowie i przewidzianym w niej warunkom ograniczono emisję dwutlenku o 4,8 tys. ton. To jednak nie wszystko. Jednocześnie uzyskano oszczędności szacowane na 27 proc., co w skali pięciu lat pozwoli oszczędzić 217 mln euro. Na dodatek zainstalowane w budynkach urządzenia po zakończeniu umowy przejdą na własność administracji.

Cykl życia

Przy proekologicznym podejściu początkowe koszty nie zawsze muszą jednak odgrywać duże znaczenie. Coraz częściej stosuje się ocenę kosztów cyklu życia (z ang. LCC – life cycle costing).

– To polityka, w ramach której zamawiający poprzez opis przedmiotu, kryteria oceny, warunki i wymagania w danym postępowaniu minimalizuje negatywny wpływ mającej zostać zrealizowanej dostawy, usługi czy roboty budowlanej na środowisko w całym cyklu jego istnienia. Czyli w praktyce nie liczy się tylko efekt przy odbiorze, np. żarówka musi świecić jasnym światłem, ale dodatkowo zaczyna odgrywać rolę to, jak będzie świecić, ile zużyje prądu oraz jaki będzie wpływ jej wyrzucenia do kosza, oczywiście po segregacji – tłumaczy Piotr Sperczyński.

Takim podejściem kierowano się na Malcie przy budowie szkoły podstawowej w miejscowości Pembroke. W przetargu postawiono wymóg, by budynek był w pełni samowystarczalny energetycznie. Umożliwiają to panele słoneczne oraz turbina wiatrowa. W broszurze KE nie wskazano kosztów tego przedsięwzięcia, ale oczywiste jest, że muszą być większe, niż gdyby zastosowano rozwiązania konwencjonalne. W perspektywie kilkudziesięciu lat prawdopodobnie się okaże, że mimo dużych kosztów początkowych ostatecznie fundacja budująca szkołę wyda dużo mniej na jej utrzymanie. Nie tylko bowiem nie płaci nic za prąd i ogrzewanie, ale sprzedaje nadwyżkę energii elektrycznej do krajowej sieci.

– Z drugiej strony trzeba pamiętać, że niekiedy rozwiązanie na pozór korzystne ekologicznie faktycznie takie nie jest. Zastosowanie materiału ograniczającego zużycie energii do ogrzewania może nie dać pozytywnego efektu środowiskowego, jeśli proces jego produkcji nie jest neutralny dla otoczenia. Także w przypadku, gdy materiał jest sprowadzany z dużych odległości, korzyści związane z ochroną środowiska przy jego zastosowaniu czy wytworzeniu mogą być zniwelowane przez emisję szkodliwych substancji czy zużyciem energii związanym z jego transportem – zaznacza Grzegorz Bednarczyk, ekspert pisma „Zamawiający. Zamówienia Publiczne w Praktyce”.

Lepiej, ale...

W unijnym opracowaniu nie pojawia się żaden przykład z Polski. Jak więc wygląda sytuacja w naszym kraju?

– Zmiana wzorców zachowań to długotrwały proces, jednak dostrzegalny jest wzrost świadomości ekologicznej zamawiających. Przystępując do promocji zielonych zamówień w 2007 r., Urząd Zamówień Publicznych, na podstawie badania ogłoszeń ustalił, że praktyka wdrażania rozwiązań prośrodowiskowych dotyczyła jedynie ok. 4 proc. ogółu postępowań przetargowych w Polsce. Z kolei analiza ogłoszeń na koniec 2012 r. wykazała już, że poziom zielonych zamówień przekroczył poziom 12 proc. – mówi Marcin Skowron z departamentu Unii Europejskiej i współpracy międzynarodowej UZP.

Mimo rosnącej świadomości ekologicznej Polsce wciąż daleko do średniej unijnej.

– Aby zamawiający mógł stosować zielone zamówienia, musi posiadać więcej wiedzy na temat przedmiotu zamówienia niż w standardowej procedurze. Przy jej braku przetargi nie wychodzą, są dłuższe i obarczone większym ryzykiem niezgodności z prawem – Piotr Sperczyński.

Od 20 lutego 2013 r., kiedy weszła w życie duża nowelizacja ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 113, poz. 759 z późń. zm.; dalej: p.z.p.) zamawiający dostali do ręki instrument, który może im pomóc zdobyć niezbędną wiedzę.

– Chodzi o dialog techniczny mający formę konsultacji z uczestnikami rynku. Pozwala on na identyfikację przyjaznych środowisku rozwiązań przed wszczęciem przetargu – wyjaśnia Hubert Tański. Sądząc po liczbie ogłoszeń w internecie, zamawiający bardzo chętnie wszczynają tę procedurę przed ogłoszeniem właściwego przetargu.

Kryteria środowiskowe mogą znaleźć zastosowanie przy wielu różnych rodzajach zamówień.

– Wymienić można m.in. biurowy sprzęt komputerowy, budownictwo, zakup pojazdów transportu drogowego. Powszechnie uwzględniany przez zamawiających w postępowaniach przetargowych jest czynnik energochłonności. Ma on ogromny wpływ na wysokość późniejszych kosztów utrzymania i użytkowania zamawianych produktów – zauważa Marcin Skowron.

Jeśli chodzi o samochody, to zamawiający nie mają zresztą wyjścia. Rozporządzenie w sprawie innych niż cena obowiązkowych kryteriów oceny ofert w odniesieniu do niektórych rodzajów zamówień publicznych (Dz.U. z 2011 r. nr 96, poz. 559) nakazuje wprost stosować kryteria dotyczące zużycia energii i emisji zanieczyszczeń. Tyle że przepisy te nie narzucają, jaką wagę powinno się przyznawać tym kryteriom. Jeśli zaś będzie ona symboliczna, to i tak o wszystkim decydować będzie cena. Coraz częściej jednak można spotkać się z przykładami poważnego podejścia, tak jak w ubiegłorocznym przetargu na autobusy komunikacji miejskiej w Łodzi, gdzie poza ceną o wyborze ofert decydowała jak najniższa emisja spalin, a co z tym się wiąże – również niskie spalanie.

Proekologiczne rozwiązania pozwoliły zaoszczędzić we Włoszech 217 mln euro