Mamy prawo poznać nazwisko i zobaczyć wizerunek osoby pełniącej funkcje publiczne, która została oskarżona, o ile pozostaje ono w związku z pełnieniem tychże funkcji. Nie jesteśmy skazani na pokrętne informacje prasowe i pseudoochronę prywatności w stylu: pan K., wójt gminy igrekowskiej, został oskarżony o to i to, a jego ojciec pan Piotr Kowalski nie wierzy w oskarżenia i ufa synowi.

Półśrodki

Zasadniczo art. 13 ust. 2 ustawy – Prawo prasowe (Dz.U. z 1984 r. nr 5, poz. 24 ze zm.; dalej: p.p.) wprowadzający zakaz publikowania w prasie danych osobistych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jest wyrazem poszanowania zasady domniemania niewinności wyrażonej w art. 42 ust. 3 konstytucji, a także formą ochrony dóbr osobistych osób, przeciwko którym toczą się te postępowania (art. 47 konstytucji). Ów przepis nie może być jednak odczytywany z pogwałceniem prawa nas wszystkich do rzetelnego informowania o sprawach publicznych, czyli jawności życia publicznego, gwarantowanej w art. 54 ust. 1 konstytucji i art. 1 p.p.

Czas przemyśleć sens „niby-anonimizacji” poprzez skracanie nazwiska do pierwszej litery i zaciemniania części twarzy osób pełniących funkcje publiczne, o ile postępowania sądowe bezpośrednio wiążą się z rzetelnością pełnienia tychże funkcji. Co prawda w kluczowym dla sprawy wyroku z 18 marca 2008 r. Sąd Najwyższy (sygn. akt IV CSK 474/07) przyjął, iż przewidziany w art. 13 ust. 2 p.p. zakaz publikacji dotyczy danych osobowych wszystkich osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, „bez względu na ich status, a więc także osób publicznych”, lecz uczynił to w oderwaniu od rozwiązań przyjętych w ustawie z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198, ze zm.; dalej: u.d.i.p.). Na marginesie odnotujmy, że w uzasadnieniu tego samego wyroku SN postawił dość groteskową tezę, że „zakaz podawania danych dotyczy jedynie pełnego nazwiska podejrzanego (oskarżonego), nie dotyczy zaś funkcji publicznej, gdyż pełnienie takiej funkcji nie jest objęte pojęciem danych osobistych”. Otóż tym mianem są określone „wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej” (art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych), zatem ten status ma także informacja o pełnieniu funkcji publicznej i dalibóg trudno pojąć, jak sędziom SN wyszło, że jest inaczej.

Powracając do meritum, spróbujmy dokonać analizy rozwiązań z p.p. dotyczących ochrony wizerunku na tle u.d.i.p.. Na początek przypomnijmy, że zgodnie z art. 1 u.d.i.p. „każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną (...) i podlega udostępnieniu”. Co więcej, syntetyczny art. 2 ust. 1 u.d.i.p. przewiduje, że „każdemu przysługuje, z zastrzeżeniem art. 5, prawo dostępu do informacji publicznej, zwane dalej prawem do informacji publicznej”. Naturalnym jest, że do później uchwalonej ustawy o dostępie do informacji publicznej należy dostosować sposób wykładni wcześniejszego prawa prasowego, a nie na odwrót. Z tej perspektywy kluczowym jest właściwe odczytanie art. 5 ust. 2 u.d.i.p.: „prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej lub tajemnicę przedsiębiorcy. Ograniczenie to nie dotyczy informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, mających związek z pełnieniem tych funkcji (...)”.

Konflikt praw

Prawodawca dostrzega konflikt pomiędzy prawem do prywatności a transparentnością okoliczności towarzyszących pełnieniu funkcji publicznych przez tych, którzy dobrowolnie się na to zdecydowali. Zacytowany przepis jest wskazaniem jawności życia publicznego jako zwycięzcy tego pojedynku.

Przeciętny pan X zasługuje na ochronę przed stygmatyzowaniem dokonującym się, gdy prasa (media elektroniczne) ujawnia fakt prowadzenia przeciwko niemu postępowania sądowego.

Co się tyczy osoby pełniącej funkcję publiczną, to jej sytuację prawną współtworzy art. 5 ust. 3 u.d.i.p., który expressis verbis głosi, iż „nie można (...) ograniczać dostępu do informacji o sprawach rozstrzyganych w postępowaniu przed organami państwa, w szczególności w postępowaniu administracyjnym, karnym lub cywilnym, ze względu na ochronę interesu strony, jeżeli postępowanie dotyczy władz publicznych lub innych podmiotów wykonujących zadania publiczne albo osób pełniących funkcje publiczne – w zakresie tych zadań lub funkcji”.

Czytając art. 5 ust. 3 u.d.i.p., chciałoby się zapytać, czy naprawdę trzeba jeszcze dobitniej pisać, że ochrona wizerunku przewidziana w art. 13 ust. 2 p.p. doznaje ograniczenia z uwagi na dostęp do informacji publicznej. W mojej ocenie nie budzi już dziś wątpliwości, że jeżeli dane osobowe kogoś, kto pełni funkcję publiczną, mają status informacji publicznej, to mogą być publikowane przez prasę (podawane przez media elektroniczne) – do tego sprowadza się teza wyroku Sądu Najwyższego z 28 stycznia 2009 r. (sygn. akt IV CSK 346/08).

Lekarz też jawny

W tym miejscu z całą mocą należy podkreślić, że z ochrony prywatności przewidzianej w art. 13 ust. 2 p.p. nie powinny korzystać wszystkie osoby pełniące funkcje publiczne, a nie tylko funkcjonariusze publiczni. Oznacza to, że np. lekarz związany kontraktem z NFZ w zakresie zadań wynikających z tego kontraktu powinien być traktowany jako osoba pełniąca funkcje publiczne. Sąd Najwyższy w uchwale z 20 czerwca 2001 r. (sygn. akt I KZP 5/2001) wypowiedział pogląd, iż „czynności lekarskie stanowiące udzielanie świadczeń zdrowotnych w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej, wykonywane w ramach świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych (...) mieszczą się w zakresie pełnienia funkcji publicznej”. Ergo, prasa (media elektroniczne), informując np. o przebiegu procesu w sprawie błędu w sztuce lekarskiej, powinny mieć prawo ujawniać dane osobowe takiego lekarza.

Piotr Bodył Szymala, radca prawny, wykładowca WSB, dyrektor obsługi prawnej w BZ WBK