Każdy obywatel ma zdaniem organizacji prawo poznać plany ministra. Wnioski o udostępnienie dokumentów organizacja skierowała do wszystkich resortów, choć nie do premiera.

Nie wprowadzać w błąd

Udostępnienia kalendarza odmówiło Ministerstwo Sprawiedliwości, resort spraw zagranicznych, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego oraz resort finansów. Argumentacja jest podobna: albo że terminarze stanowią dokument wewnętrzny, albo że nie są dokumentem urzędowym. Ministerstwo Spraw Zagranicznych stwierdziło, że „kalendarz jest wiadomością wewnętrzną i roboczą niestanowiącą informacji publicznej, zgodnie z orzeczeniem NSA, sygn. akt I OSK 666/12”. Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, że „terminarz ministra sprawiedliwości nie stanowi informacji publicznej” uzasadniając, że nie można przyznać takiego waloru notatkom o charakterze wyłącznie wewnętrznym i roboczym, dotyczącym rozkładu dnia konkretnej osoby. Nawet jeśli sprawuje ona funkcję publiczną.

Resort twierdzi także, że nie wszystkie wpisywane do terminarza informacje mają następnie pokrycie w rzeczywistości. Zaplanowane czynności są bowiem przekładane lub odwoływane. Stąd prowadzony terminarz nie ma charakteru wiążącego i mógłby wprowadzać w błąd osobę postronną. Resort rozwoju regionalnego także uznał, że terminarz spotkań ministra nie jest dokumentem urzędowym i nie stanowi informacji publicznej. Jest to zdaniem urzędników jedynie dokument pomocniczy, wspomagający prace ministra.

– Informacje o spotkaniach ministrów to podstawowe narzędzie antykorupcyjne. Inaczej dochodzić może do sytuacji, w których dowiadujemy się, że minister odbył spotkanie, które budzi wątpliwości. Każdy powinien wiedzieć, z kim i kiedy spotyka się minister, przecież wielokrotnie spotkania takie dotyczą ważnych spraw dla społeczności – tłumaczy Szymon Osowski, prezes Sieci obywatelskiej – Watchdog Polska (dawniej SLLGO) .

Argumentuje, że minister działa w sprawach publicznych, a po to jest ustawa o dostępie do informacji publicznej, aby wiedzieć, co w tej sferze się dzieje.

Urzędnicza bezczynność

Z resortami, które odmówiły dostępu do kalendarzy, organizacja spotka się w sądzie. Zwłaszcza że padły argumenty, że kalendarze stanowią dokumenty wewnętrzne. Sieć Obywatelska wniosła już pierwsze skargi na bezczynność resortów.

– Nie jestem zdziwiony, że jak plaga rozniosły się orzeczenia i koncepcje forsowane przez niektóre składy orzekające NSA o wewnętrznej sferze działalności władz publicznych w Polsce, która rzekomo nie podlega zasadom jawności – tłumaczy Osowski.

Obrona argumentów ministrów przed sądem może być trudna, bo niektórzy członkowie rządu udostępnili kalendarze. Pozytywnym przykładem świeci wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. Jego kalendarz jest prowadzony w wersji elektronicznej, dostępnej na stronie www.mg.gov.pl. Terminarz udostępnił także minister środowiska, choć początkowo twierdził, że nie posiada dokumentu, który byłby spisem jego służbowych spotkań.

Spór o e-maile

Sieć Obywatelska – Watchdog skierowała też do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka skargę dotyczącą odmowy ujawnienia rządowej korespondencji elektronicznej związanej z pracami legislacyjnymi. NSA uznał e-maile za dokumenty wewnętrzne, które służą jedynie wymianie informacji, a nie przesądzają o kierunkach prac rządu (sygn. akt I OSK 666/12).