Komisja Europejska naciska na Parlament Europejski i Radę, by przyjęły przedstawiony przez nią projekt rozporządzenia ograniczający udział firm z Chin, Turcji, Japonii czy USA w realizacji unijnych inwestycji publicznych.

– Sytuacja zaczęła się nam wymykać spod kontroli – przekonywał dyrektor Rupert Schlegelmilch z Dyrekcji Generalnej ds. Handlu podczas seminarium zorganizowanego w Warszawie.

– Przykładowo starając się o zdobycie kontraktu na budowę mostu w USA, trzeba od razu się zobowiązać, że wykonawca będzie zamawiał stal z amerykańskich hut. Podobnie działają Chińczycy – jeśli wpuszczają wykonawcę z zewnątrz, jednocześnie narzucają mu przymus robienia zakupów ma miejscu – tłumaczył potrzebę wprowadzenia nowego prawa.

Zgodnie z projektem rozporządzenia w sprawie dostępu towarów i usług z państw trzecich do rynku wewnętrznego UE z unijnych przetargów można byłoby odrzucać oferty, w których ponad 50 proc. wartości towarów i usług nie byłoby objęte porozumieniem o wzajemności. W praktyce jeśli UE nie podpisałaby z jakimś krajem specjalnej umowy, to firmy oferujące pochodzące stamtąd towary czy usługi miałyby utrudniony dostęp do kontraktów.

Proponowane przepisy zakładają jednak istotne ograniczenia. Przede wszystkim można by je stosować tylko przy największych zamówieniach, o wartości co najmniej 5 mln euro, i tylko jeśli zamawiający przewidziałby możliwość wykluczenia już w ogłoszeniu.

Nawet wówczas jednak eliminacja chińskiej czy tureckiej firmy nie byłaby automatyczna. Zgodę na nią musiałaby każdorazowo wyrazić KE.

– Konieczność uzyskiwania takiej zgody nie tylko znacznie ograniczy zamawiającego w jego działaniach, lecz dodatkowo przedłuży procedurę nawet do czterech miesięcy. Komisja będzie bowiem miała dwa miesiące na udzielenie odpowiedzi, z możliwością przedłużenia terminu o kolejne dwa – tłumaczy Dariusz Ziembiński, prawnik Grupy Doradczej KZP i ekspert Business Centre Club.

Zwraca też uwagę, że nowe możliwości znajdą stosunkowo wąskie zastosowanie.

– Zamówienia publiczne o wartości równej lub większej niż 5 mln euro stanowią jedynie 7 proc. wszystkich zamówień ogłaszanych w unijnym publikatorze – zaznacza.

W praktyce może to oznaczać, że udział chińskiej firmy w przetargu będzie go mógł znacznie opóźnić. Dzisiaj średni czas trwania postępowania o wartości powyżej progów unijnych wynosi w Polsce 86 dni. Gdyby zastosować procedurę wysyłania wniosku do KE, wydłużyłby się do ponad 200 dni.

Formalności te mogą zniechęcić zamawiających do korzystania z nowej opcji. Chcąc uniknąć marnowania czasu, po prostu nie będą wpisywać do ogłoszenia możliwości wykluczania przedsiębiorstw spoza UE i państw nieobjętych porozumieniami o wzajemności. Wtedy zaś unijne rozporządzenie pozostanie martwą literą prawa.

Z tych względów polski rząd, chociaż generalnie popierający zasadę wzajemności przy udzielaniu zamówień, ma zastrzeżenia zarówno co do wysokości samego progu, jak i procedury poprzedzającej wykluczenie firmy. Tym bardziej że sam jest w trakcie przygotowywania naszych krajowych rozwiązań. Te zaś byłyby dużo prostsze w zastosowaniu.

Zgodnie z założeniami nowelizacji przepisów, nad którą pracuje rząd, z polskich przetargów bez żadnych dodatkowych obostrzeń wykluczani byliby przedsiębiorcy spoza UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz krajów, z którymi Polska albo UE nie zawarły specjalnej umowy. Chyba że z jakichś względów zamawiającemu zależałoby na ich udziale (np. ze względu na innowacyjne technologie), wtedy mógłby dopuścić ich uczestnictwo.

– Niestety po wejściu w życie nowego rozporządzenia moglibyśmy mieć problem z wprowadzeniem tego rozwiązania, gdyż byłoby dalej idące w skutkach niż unijne prawo – ostrzega dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna.

– Lepiej więc, by unijne rozporządzenie nie zostało przyjęte. Wówczas poszczególne kraje, w tym Polska, mogą na własnych zasadach ograniczać udział firm spoza UE w przetargach – dodaje.