E-aukcje to rodzaj dogrywki po tradycyjnym, papierowym przetargu. Dzięki nim przedstawiona w pierwotnej ofercie cena nie musi być ostateczna. Przedsiębiorcy mogą proponować coraz to korzystniejsze. To zaś prowadzi do oszczędności. W 2012 r. dzięki platformie UZP osiągnięto ceny w sumie o 229 mln zł niższe od zaproponowanych na początku w papierowych ofertach.

Od lat prym w wykorzystaniu internetu wiedzie Kompania Węglowa. Organizuje e-aukcje wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. W minionym roku przeprowadziła ich prawie 1,6 tys. (nie tylko na publicznej platformie).

– To bardzo praktyczne narzędzie, które pozwala zmniejszyć koszty nawet o 30 proc. Dlatego też stosujemy je tak chętnie. Tym bardziej że jest to korzystne nie tylko dla nas, ale i dla przedsiębiorców. Zdarza się, że zaoferowane przez nich początkowo ceny przekraczają nasze możliwości finansowe. Normalnie musielibyśmy unieważnić przetarg, a firmy nie miałyby szansy na kontrakt. Dzięki e-aukcjom mogą zaproponować kwoty możliwe do zaakceptowania dla obydwu stron – tłumaczy Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii.

Łącznie dzięki internetowi udało się jej osiągnąć o 188 mln zł niższe ceny.

Dane UZP nie uwzględniają wszystkich przeprowadzanych aukcji, gdyż część zamawiających korzysta albo z wynajmowanych, albo – tak jak miasto stołeczne Warszawa – własnych platform. Nawet ostrożne szacunki wskazują jednak, że można mówić co najwyżej o ułamku procentu wszystkich udzielanych zamówień (tych w ubiegłym roku było ponad 200 tys.).

Na kilkanaście tysięcy podmiotów udzielających zamówień z platformy korzysta jedynie 62. Eksperci wskazują na wiele przyczyn takiego stanu rzeczy: przyzwyczajenia urzędników, strach przed nowymi technologiami, konieczność składania ofert opatrzonych bezpiecznym podpisem elektronicznym.

UZP zwraca jednak uwagę, że e-aukcje nie są instrumentem, który można zastosować w każdym przetargu.

– Są one przeznaczone przede wszystkim dla postępowań o dużej wartości, w których można się spodziewać złożenia wielu ofert. Nie bez znaczenia jest również aspekt finansowy. Zamawiający wybierają aukcję czy licytację, gdy przewidują uzyskanie wymiernych korzyści ekonomicznych. Nie wszystkie postępowania takie efekty mogą przynieść – tłumaczy Anita Wichniak-Olczak, dyrektor departamentu informacji, edukacji i analiz systemowych UZP.

KE chce, by do 2016 r. wszystkie zamówienia były udzielane w internecie

Zgodnie ze strategią Komisji Europejskiej do połowy 2016 r. wszystkie zamówienia publiczne w UE mają być w pełni udzielane za pośrednictwem internetu. Głównie z powodu oszczędności, jakie można w ten sposób osiągnąć. W zależności od branży szacuje się je na od 5 do 20 proc.

– Biorąc pod uwagę rozmiar całego rynku zamówień publicznych w UE, każde 5 proc. oszczędności może oznaczać dodatkowe 100 mld euro w budżecie – podkreślono w strategii.

Polska jest tu nawet krok do przodu, gdyż UZP już w 2012 r. przedstawił projekt planu informatyzacji zamówień, który wyprzedza zamierzenia unijne. Zgodnie z nim ma powstać darmowy system elektronicznych zamówień, w którym procedury od początku do końca przebiegać będą w internecie.

Dzisiaj jedyny samodzielny tryb internetowy, czyli licytacja elektroniczna, wciąż wymaga złożenia przez wykonawców wniosków na papierze. Być może dlatego zamawiający sięgają po nią jeszcze rzadziej niż po e-aukcje – w 2012 r. na platformie UZP przeprowadzono ich 359, o 68 proc. więcej niż w roku poprzednim.