Na podstawie opinii prawników napisaliśmy, że minister bezpodstawnie zażądał wydania akt sprawy szefa Amber Gold. Wcześniej przez trzy dni bezskutecznie czekaliśmy na odpowiedzi resortu w tej sprawie.

Jak wynika z naszych informacji, po naszej publikacji w resorcie sprawiedliwości i w kancelarii premiera zapanował stan pogotowia. W końcu ministerstwo wystosowało specjalny komunikat.

– Było to działanie na podstawie regulaminu urzędowania sądów powszechnych – brzmi oświadczenie. Odnośny przepis mówi o przekazaniu akt sprawy najwyższym osobom w państwie, w tym ministrowi sprawiedliwości.

Tyle że regulamin został wydany w lutym 2007 r. przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, a ustawa, na podstawie której powstał, była nowelizowana w tym roku.

- Dziwi mnie stanowisko ministerstwa, gdyż regulamin jest martwy, nie ma podstawy prawnej w ustawie o ustroju sądów powszechnych. Po nowelizacji powinno powstać nowe rozporządzenie – regulamin – komentuje Grzegorz Wałejko, który do niedawna odpowiadał w resorcie za sądownictwo. Nowelizacja precyzuje, że swoje funkcje kontrolne wobec sądów minister pełni przy pomocy delegowanych sędziów.

– Zarówno żądanie wydania akt, jak i ich wydanie nie były zgodne ze znowelizowaną ustawą – powtarza Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości. Podobnie oceniał sytuację prawną prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszard Milewski i odmówił ministrowi wysłania akt.

Ostatecznie po decyzji prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku trafiły do resortu sprawiedliwości, gdzie znajdowały się między 22 a 24 sierpnia.

Sprawę legalności tego działania rozstrzygnie prokuratura, bo po naszym tekście SLD złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.