Najważniejszą z nich jest utworzenie przy BFG funduszu stabilizacyjnego. To z niego miałyby pochodzić środki na ratowanie banków mających na przykład problemy z płynnością. Istota zmiany polega na tym, że funkcjonowanie funduszu ma być finansowane przez same banki, dzięki czemu ryzyko udzielania im wsparcia przechodzi z budżetu państwa na sektor bankowy.

W razie kłopotów bank otrzyma więc pomoc z funduszu, na który wcześniej sam płacił.

A płacić będą nie tylko instytucje krajowe, lecz także działające w Polsce oddziały zagranicznych banków.

Jak czytamy w projekcie zmian, o wysokości opłaty corocznie zdecyduje Rada BFG na wniosek Zarządu BFG. Ustawodawca proponuje, by w lepszym dla sektora bankowego czasie opłata była odpowiednio wyższa niż w okresach dekoniunktury. Nie będzie mogła jednak przekroczyć 0,2 proc. stawki obowiązkowej opłaty rocznej, którą dziś banki odprowadzają do BFG.

Organy BFG zdecydują również o uruchomieniu pomocy. Każdorazowo będzie je musiał o to poprosić minister finansów. Co ważne, banki nie będą mogły zaliczyć wpłat na rzecz funduszu do kosztów uzyskania przychodów. Z projektu nowelizacji nie wynika natomiast, by opłatą ostrożnościową zostały objęte spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe.

– Ogólnie te zmiany należy ocenić pozytywnie. Biorąc pod uwagę, że w Europie istnieje polityczna potrzeba opodatkowania banków, warto zauważyć, że w Polsce środki z opłaty nie zostaną spożytkowane na bieżące potrzeby państwa, w tym łatanie dziury budżetowej, tylko na zabezpieczenie zaplecza kapitałowego dla banków krajowych.

Jest to szczególnie ważne w obecnej sytuacji, kiedy często ograniczone są możliwości pozyskania finansowania przez banki – komentuje Bartosz Kapuściński, partner w kancelarii Alior Doradztwo Prawne.

Etap legislacyjny
Konsultacje społeczne projektu zmian