"Celem ACTA jest stworzenie podobnych regulacji w zakresie ochrony prawa autorskiego w internecie do tych, które obowiązują w zakresie własności analogowej. W zakresie ochrony własności analogowej przepisy prawa autorskiego są niezwykle rygorystyczne i pozwalają organom ścigania wszczynać postępowanie karne z urzędu tam, gdzie dochodzi do aktów piractwa" - powiedział PAP Lewandowski. "ACTA zmierza do podobnego rezultatu w internecie" - mówił.

ACTA (anti-counterfeiting trade agreement) to międzynarodowa umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrobionymi. Dokument poświęcony jest także zagadnieniom przeciwdziałania naruszeniom własności intelektualnej, również w internecie. Do porozumienia ma dołączyć UE. Polski rząd przyjął już uchwałę o udzieleniu zgody na podpisanie ACTA i o warunkach jej wykonania. Planowane podpisanie przez Polskę dokumentu wywołało protest internautów i ataki na strony internetowe urzędów państwowych.

"Żaden twórca indywidualny nie jest w stanie zabiegać o ochronę swoich praw w internecie ze względu na rozproszenie tego typu naruszeń oraz na niemożliwość dotarcia i zidentyfikowania pirata" - tłumaczył potrzebę przystąpienia do ACTA Lewandowski.

Jak podkreślił, ustawa o prawie autorskim daje możliwość zażądania, aby sąd w ciągu trzech dni wydał postanowienie o zabezpieczeniu dowodów. Przeważnie nie można namierzyć naruszenia w ciągu trzech dni od zwrócenia się z odpowiednim wnioskiem do sądu ze względu na efemeryczność przekazu internetowego - uważa prawnik. Według niego, potrzebne są być może narzędzia prawne, np. stosowny organ, który miałby prawo wykonać prosty ruch - sprawdzić, czy jest zezwolenie na korzystanie z danego dobra intelektualnego.

Ustęp 4. artykułu 27 ACTA przewiduje "możliwość wydania przez swoje właściwe organy dostawcy usług internetowych nakazu niezwłocznego ujawnienia posiadaczowi praw informacji wystarczających do zidentyfikowania abonenta, co do którego istnieje podejrzenie, że jego konto zostało użyte do naruszenia" praw związanych ze znakami towarowymi, praw autorskich i pokrewnych.

"Zdaniem twórców jest to sensowne, nie są oni przeciwko wolności w internecie, ale są przeciwko tym, którzy w sposób zorganizowany, dla własnego zarobku dokonują tego typu naruszeń, nielegalnie zarabiają na cudzej twórczości" - podkreślił prawnik.