Jeden ze współwłaścicieli blisko 2-hektarowej działki budowlanej założył księgę wieczystą. Chociaż powinni zostać o tym powiadomieni pozostali współwłaściciele, to w aktach sądowych znalazły się ich błędne adresy.

– Nie mogłam skorzystać z prawa do wniesienia sprostowań, bo po dwukrotnym awizowaniu pisma sąd uznał, że zostało mi ono doręczone - skarży się czytelniczka z Warszawy. Problem z odebraniem urzędowej korespondencji ma też jeden z mieszkańców Łodzi. Przebywający w Wielkiej Brytanii brat zostawił mu pisemne pełnomocnictwo do odebrania korespondencji. Poczta nie chce go jednak uznać.

– To absurd. Czy powinienem więc wysłać do sądu pełnomocnictwo od brata i poprosić, żeby wysyłał na mnie korespondencję w sprawie? – pyta.

Wydłużenie postępowań

Polski system doręczania pism sądowych jest w wielu przypadkach mało skuteczny i wydłuża toczące się w sądach sprawy o tygodnie, a nawet miesiące. Zdarza się, że zwrotka potwierdzająca odebranie pisma przez stronę nie wraca do sądu tygodniami. W takiej sytuacji sędzia nie może przeprowadzić rozprawy i wyznacza nowy termin. Musi poczekać, aż taki dowód zostanie dołączony do akt sądowych.

– System doręczeń to jedna z chorób, która trawi polski wymiar sprawiedliwości. Z jej namiastką miał do czynienia każdy, kto musiał choćby wyczekiwać na poczcie w kolejkach, żeby odebrać awizowany list – podkreśla Bartosz Grohman, adwokat z Warszawy.

Każde doręczenie musi wiązać się dzisiaj z papierkiem i podpisem. Przykłady Stanów Zjednoczonych i zachodniej Europy pokazują jednak, że ten formalizm można złagodzić. W USA informacje z sądu są przekazywane telefonicznie przez pracownika sekretariatu. Wystarczy, że po przekazaniu stronie terminu rozprawy zostanie o tym sporządzona notatka.

– Najbardziej czasochłonne w dochodzeniu roszczeń cywilnych są procesy z udziałem osób zagranicznych, gdzie olbrzymi problem stanowi doręczanie pierwszych pism procesowych i ich tłumaczenie – podkreśla mówi Lech Gniady, prawnik w Kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.