Przedsiębiorca A zawarł umowę, na mocy której firma C zobowiązała się do zorganizowania transportu tkanin obiciowych z Chin do portu w Gdańsku, a następnie przewiezienia ich z portu do siedziby firmy A. Transport lądowy wykonywany był przez przewoźnika – firmę B. Po przetransportowaniu towaru drogą morską na trasie Ningbo – Gdańsk kontener z materiałami został przekazany przewoźnikowi B. Ten odebrał towar, po czym przedstawiciele firmy kontrolnej dokonali sprawdzenia pojemnika. Kontrolujący spisali plomby oraz stan techniczny kontenera, nie zauważając uszkodzenia. Po jego opisaniu B pojechał do urzędu celnego, gdzie dokonano ostatecznej odprawy. Podczas niej urząd zażądał rewizji. Otwarto kontener i okazało się, że w suficie ma dziurę, a część ładunku jest mokra. Firma A wniosła pozew, żądając od firm C i B naprawienia poniesionych szkód.

Renoma ma znaczenie

Sąd I instancji oddalił powództwo, uznając, że powód nie wykazał odpowiedzialności żadnego z pozwanych. Uznał, że firma C nie może ponieść odpowiedzialności za szkody. Jako spedytor nie dopuściła się winy w wyborze przewoźników. Firma wykonująca transport morski jest znanym na rynku, cenionym i doświadczonym przewoźnikiem. B natomiast od wielu lat współpracuje z pozwanym i dotychczas nie miał on zastrzeżeń.

Co do odpowiedzialności przewoźnika lądowego B sąd uznał, że on również nie może zostać obciążony kosztami. Powód nie wykazał, na którym etapie przewozu doszło do uszkodzenia kontenera i ładunku, a transport samochodem przebiegał w normalnych warunkach.

Powód wniósł apelację, a sąd okręgowy częściowo przychylił się do jego argumentów.

Konieczna weryfikacja

Zdaniem sądu winę można było przypisać przewoźnikowi B. Przyjmując przesyłkę do przewozu, bez zastrzeżeń potwierdził, że jest ona zdatna do przewozu i nie jest wadliwa. Sąd wskazał, że zgodnie z art. 42 prawa przewozowego (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 50, poz. 601 z późn. zm.) przewoźnik w przypadku stwierdzenia wadliwości rzeczy oddanych do przewozu lub niedostateczności ich opakowań ma prawo odmówić przewozu, z czego jednak B nie skorzystał. To, że twierdził, iż sprawdzenie dachu kontenera było niemożliwe, nie jest wystarczającym argumentem. Powinien dołożyć starań, by sprawdzić, czy oddany mu do przewozu kontener wystarczająco zabezpiecza materiał. Jeżeli nie uczynił zadość temu obowiązkowi w sposób dostateczny, to na własną odpowiedzialność. W konsekwencji można założyć, że skoro przy załadunku towar został przyjęty do przewozu przez przewoźnika bez zastrzeżeń i w związku z tym był niewadliwy, to jego uszkodzenie stwierdzone w Białymstoku musiało powstać podczas przewozu, za co odpowiedzialny jest przewoźnik.

Wyrok Sądu Okręgowego w Białymstoku z 16 września 2011 roku, sygn. akt VII Ga 117/11