Na łamach „DGP” zapoznaliśmy się z opiniami byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Jerzego Stępnia („DGP” z 18 lipca 2011 r. „Strajkują robotnicy, a nie sędziowie”) oraz red. Andrzeja Jankowskiego („DGP” z 12 lipca 2011 r. „Protest, który pogłębia frustrację”) na temat przeprowadzonej w lipcu akcji protestacyjnej środowiska prokuratorskiego i sędziowskiego. Autorzy artykułów negatywnie odnieśli się tak do jej efektów, jak i do formuły. Jednak podniesiona przez nich argumentacja jest nieprzekonująca. Krytykując, nie proponują nic w zamian.

Wzrost uposażeń

Zdaniem J. Stępnia obie nasze grupy zawodowe w sposób niegodny, a co najmniej nietrafny ubiegają się o respektowanie zawartej w 2009 r. umowy z rządem dotyczącej stałego i stopniowego, ale nie gwałtownego wzrostu uposażeń. Nawet w dobie kryzysu gospodarczego trudno to żądanie uznać za wygórowane. Tym bardziej w sytuacji gdy degradacja finansowa prokuratorsko-sędziowska trwała od kilkunastu lat.

Postulaty finansowe, bardzo ważne, nie są jednak jedynymi, czego autor chyba nie zauważa. Protest dotyczy też, co wynika wyraźnie z komunikatów jego sygnatariuszy, z poziomu i sposobu przeprowadzania zmian legislacyjnych dotyczących wykonywania naszych zawodów. Ograniczając się tylko do poletka prokuratorskiego, z dzisiejszej perspektywy widać (a podobnych głosów nie brakowało i przed reformą), że rozdział stanowisk prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości – według mnie jak najbardziej trafny – od strony poprawnej legislacji został przeprowadzony wręcz fatalnie.

Kryzys finansowy

Skutkuje to, by wymienić tylko kilka perturbacji, potężnym kryzysem finansowym prokuratury, nikłym polem manewru dla prokuratora generalnego w zakresie inicjatywy prawodawczej, sporami na linii prokurator generalny – Krajowa Rada Prokuratury – wobec skąpego zakresu regulacji działalności tej ostatniej. Na bruk, ze względów pozamerytorycznych, wyrzucona została część asesorów prokuratorskich, czy wreszcie nieracjonalny okazał się sposób przekształcenia Prokuratury Krajowej w Prokuraturę Generalną, skutkujący całkowicie nieuzasadnionym przejściem znacznej grupy prokuratorów w sile wieku w stan spoczynku z wysokim uposażeniem.

Do dzisiaj nie podjęto żadnych poważnych prac, by przygotować zupełnie nową ustawę o prokuraturze, w miejsce tej, która z licznymi zmianami, ale panuje nam miłościwie od 1985 r. A więc od 26 lat, gdy zachodzące w świecie przemiany pędzą w zawrotnym tempie!

Nie można zgodzić się na odbieranie nam prawa do głośnego i czasem dobitnego wyrażenia opinii o tym, co dotyczy nas jako pracowników (którymi pozostajemy, niezależnie od przynależnych nam specyficznych regulacji w tym zakresie) oraz jako przedstawicieli ważnego sektora zadań realizowanych przez aparat państwowy. A sytuacja do tego, jak się wydaje, dojrzała. Konieczność zachowania wysokich standardów etycznych oraz profesjonalnych przez prokuratora i sędziego w przestrzeni publicznej to rzecz poza sporem. Być może nasz „strajk” pogłębia frustrację społeczeństwa, jak twierdzi A. Jankowski, skądinąd mającą poważne uzasadnienie. Jednak ta kontestacja jest również wyrazem rosnącej od lat frustracji prokuratorów i sędziów. Owo wzajemne poczucie porażki to różne strony tego samego medalu, a odpowiedzialność ponoszą wszystkie strony.

Skuteczność strajku

Przyznam, że i ja mam wątpliwości co do skuteczności podjętej akcji protestacyjnej. Oczywiste jest, że powstrzymanie się od czynności zawodowych przez dzień czy dwa w ciągu roku nie doprowadzi do paraliżu ani do żadnego poważniejszego utrudnienia funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Nie o to jednak przecież protestującym chodzi, jak sądzę, choć wypowiadam się wyłącznie we własnym imieniu. Nie sądzę również, by prokuratorzy i sędziowie zdecydowali się na pikiety, palenie opon na ulicach lub obrzucenie śrubami Kancelarii Prezesa RM. Nie mamy wszak innych metod niż wyrażony w taki cywilizowany sposób jak ostatnio sprzeciw przeciwko traktowaniu nas i prawa.

Trudno przy tym przyjąć tezę J. Stępnia, że związki zawodowe w prokuraturze to contradictio in adiecto. Zupełnie chybione jest sprowadzenie rzeczy do absurdu, jakim byłaby działalność takich związków wśród parlamentarzystów czy radnych. Gdyby prokuratorzy i sędziowie sami kształtowali prawo, ustalając sobie wynagrodzenia, to i owszem, jednak tak nie jest.

Ucieczka z zawodu

Sedno protestu w tym, by stanowczo przypomnieć rządzącym (bez względu na opcję polityczną) i społeczeństwu, jak podstawowe dla stabilności państwa są profesjonalna i dobrze ukształtowana prokuratura oraz sądy. I że wymaga to inwestycji, także w kadry. Czy ktoś potrafi wskazać w dzisiejszym świecie silny, demokratyczny kraj, w którym przepisy dotyczące tych instytucji w wielu istotnych miejscach są przestarzałe lub niedopracowane, a prawnicy w tych zawodach zarabiają tyle, że w żaden sposób nie zachęca to do przyjścia do nich ani studentów prawa, ani tym bardziej najlepszych przedstawicieli innych profesji, a zwłaszcza adwokatów i radców prawnych?

Bezpieczne państwo

Trudno jest też się zgodzić z wypowiedzią J. Stępnia, że w sferze publicznej kategoria zysku nie występuje, a „produktów” wymiaru sprawiedliwości nie można kupić. Dosłownie, a tym bardziej w znaczeniu korupcyjnym, oczywiście nie. Ale dobrze zorganizowany aparat zwalczania przestępczości i wymierzania sprawiedliwości (także pozakarnej) to fundament wymiernego długofalowego zysku rozumianego jako sprawne i bezpieczne państwo. A „kupuje” go władza ustawodawcza i wykonawcza dla społeczeństwa, płacąc za to odpowiednim wysiłkiem przy tworzeniu dobrego prawa.

Ważne!

Nieracjonalny okazał się sposób przekształcenia Prokuratury Krajowej w Prokuraturę Generalną, skutkujący całkowicie nieuzasadnionym przejściem znacznej grupy prokuratorów w sile wieku w stan spoczynku z wysokim uposażeniem