Andrzej Sadowski, ekonomista, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha

Wprowadzenie okręgów jednomandatowych i ordynacji większościowej w wyborach do Senatu to początek poprawy jakości rządzenia w naszym kraju. Obywatele będą mieli możliwość bezpośredniego wybierania osób, które lokalnie obdarzone są dużym zaufaniem. Zostanie przełamana hegemonia partii politycznych, przybierająca postać destrukcyjnego mechanizmu, w którym to biurokracja partyjna decyduje, kto bierze udział w wyborach. Skutki tego zjawiska są takie, że parlamentarzysta jest zależny przede wszystkim od ludzi, którzy układają listy, a nie od swoich wyborców. Nie myśli o interesie zwykłych obywateli, ale wyłącznie o interesie biurokracji partyjnej. Polacy dopiero teraz będą mogli doświadczyć lepszego rządzenia. Może nie od razu, ale ten proces się rozpocznie. Natomiast już widać, że wprowadzenie zasady głosowania na określoną osobę przynosi pozytywne efekty w samorządach, w których tak właśnie wybiera się burmistrzów, wójtów i prezydentów. W większości przypadków samorządy są lepiej administrowane niż państwo, odpowiedzialność przedwyborcza jest tam bardziej jednoznaczna i zrozumiała dla każdego wyborcy.

Natomiast wprowadzenie okręgów jednomandatowych wyłącznie w wyborach do Senatu przypomina eksperyment, który władze PRL przeprowadziły w 1989 r., kiedy to wybory do Sejmu były częściowo wolne, a tylko do Senatu opozycja miała prawo startować na równych zasadach z innymi kandydatami. Wówczas wybory do Senatu stały się wyborami prawdziwie obywatelskimi. Dziś wprowadzenie pełnej ordynacji większościowej i okręgów jednomandatowych do Senatu pozwoli przynajmniej w tej izbie zaistnieć prawdziwie obywatelskim kandydatom (dało się to zauważać, kiedy grupa prezydentów kilku miast zaczęła tworzyć blok wyborczy). Został więc uruchomiony proces, który bez wątpienia będzie miał pozytywny wpływ na jakość polskiego życia. Istnieje natomiast jedno zagrożenie: jeżeli Senat stanie się niezależny, politycy mogą powtórzyć postulat jego likwidacji.

Jerzy Stępień prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Wczorajszy wyrok TK otwiera drogę do wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych również w wyborach do Sejmu. Na razie to orzeczenie ma głównie znaczenie psychologiczne i polityczne, ponieważ pokazuje, że takie rozwiązanie jest możliwe. Choć oczywiście zmiana zasad głosowania przy wyborach do niższej izby parlamentu wymagałaby zmiany konstytucji – jest w niej napisane wyraźnie, że wybory do Sejmu są proporcjonalne, a takiego przepisu nie było w przypadku Senatu – to jednak nie jest wykluczone wprowadzenie ordynacji mieszanej. Połowa okręgów byłaby jednomandatowa, a głosy liczyłyby się proporcjonalnie. To byłby kolejny krok do dochodzenia do ordynacji większościowej w wyborach do Sejmu.

Wczorajszy wyrok ucieszył mnie jeszcze z powodu umożliwienia niepełnosprawnym głosowania korespondencyjnego. W prawie wyborczym jest napisane, że obywatel ma prawo głosować. Nigdzie nie ma jednak wskazania, że ma to robić w lokalu. Uważam, że w następnych wyborach przepis ten powinien być rozciągnięty na wszystkich wyborców, bo obecnie pełnosprawni są jakby dyskryminowani.

Lech Kalina, ekonomista, Forum Obywatelskiego Rozwoju

Z orzeczenia uznającego jednomandatowe okręgi w wyborach do Senatu za zgodne z konstytucją z pewnością możemy się cieszyć. Istnieje szansa, że dzięki temu rozwiązaniu izba wyższa będzie bardziej zróżnicowana politycznie. Taka ordynacja wyborcza jest szansą na pojawienie się w Senacie silnych, niezależnych i kompetentnych kandydatów oraz na zmniejszenie stopnia monopolizacji życia politycznego przez struktury partyjne. Izba wyższa może wzmocnić swoją pozycję realnej przeciwwagi dla izby niższej, lepiej kontrolować prace Sejmu.

Wiele badań naukowych pokazuje pozytywny wpływ stopnia intensywności konkurencji politycznej na parlamentaryzm i jakość tworzonego prawa. Istnieją empiryczne dowody na to, że większościowe systemy wyborcze sprzyjają wzrostowi gospodarczemu i mniejszym wydatkom publicznym. Do dyskusji w najbliższych latach pozostaje kwestia zmiany konstytucji i wprowadzenia okręgów jednomandatowych także w wyborach do Sejmu.

Ryszard Grobelny, prezydent Poznania

Ucieszyłem się z wczorajszego wyroku TK, ponieważ jestem wielkim zwolennikiem wyborów w okręgach jednomandatowych. Taka ordynacja zmusza polityków do lepszego kontaktu z wyborcami i rzeczywistego reprezentowania ich interesów. Jeśli nie będą tego robić, wyborcy szybko mogą przenieść głosy na konkurencję.

W najbliższych wyborach przekonamy się, jak do nowej ordynacji podejdą partie polityczne, czyli kogo wystawią. Jestem przekonany, że w perspektywie 2 – 3 kadencji poziom debaty politycznej w Senacie się podniesie. Już teraz jest on wyższy niż w Sejmie, bo dotychczas obowiązująca ordynacja z okręgami dwumandatowymi powodowała, że głosowaliśmy na ludzi, a nie na listy.

Wczorajszy wyrok z pewnością otwiera drogę do wprowadzenia okręgów jednomandatowych także w wyborach do Sejmu. Tu stanowisko najsilniejszych partii nie jest jeszcze jednoznaczne, ale jestem przekonany, że będzie ono ewoluowało właśnie w tym kierunku. Ordynacja większościowa zawsze wzmacnia najsilniejszych. W ich interesie będzie więc wprowadzenie takiego rozwiązania. Myślę, że stanie się to szybciej, niż się spodziewamy.

To oczywiście nie wstrzymuje inicjatywy prezydentów miast, by wystawili własną listę w najbliższych wyborach do Senatu. Przecież nigdzie nie jest powiedziane, że mechanizm m.in. z Wielkiej Brytanii, czyli właśnie wzmocnienie najsilniejszych, musi się sprawdzić w Polsce. Teoria jest teorią, a praktyka może być inna. Chcemy się o tym przekonać. Większa konkurencja może zrobić polityce tylko lepiej.