Sędziowie rozpoczęli rozprawę o godz. 8.30; zakończyli niemal o godz. 21.

Trybunał zajął się uchwalonym w styczniu Kodeksem wyborczym na wniosek posłów PiS, którzy uważają, że niektóre przepisy Kodeksu są niezgodne z konstytucją, a moment jego wejścia w życie wprowadził niepewność co do tego, na podstawie jakiego prawa będą przeprowadzone jesienne wybory.

Posłowie PiS zakwestionowali też przepisy wprowadzające m.in.: zakaz emitowania płatnych spotów wyborczych i naklejania plakatów większych niż 2 m. kw. w czasie kampanii wyborczej. PiS uważa też za niekonstytucyjne głosowania przez pełnomocnika, sposób jego ustanawiania oraz konstytucyjność głosowania korespondencyjnego przez obywateli polskich przebywających za granicą.

Według przedstawiciela posłów PiS przed TK, Arkadiusza Mularczyka, wyrok Trybunału będzie miał "znaczenie dla jakości demokracji w Polsce". Z kolei reprezentujący Sejm Grzegorz Karpiński (PO) wskazywał, że Kodeks jest zgodny z ustawą zasadniczą.

Wojciechowski mówił przed Trybunałem, że Kodeks wyborczy zawiera "rażące, drastyczne błędy

Mularczyk oświadczył, że Kodeks wyborczy wpisuje się w tendencję ograniczania praw opozycyjnych partii politycznych. "Widzimy bardzo wiele zagrożeń dla działalności partii politycznych poprzez niemożność prowadzenia kampanii wyborczej polegającej na zakazie informowania obywateli poprzez billboardy czy reklamy telewizyjne i radiowe" - zaznaczył.

Dodał, że Kodeks narusza również zasadę, że na sześć miesięcy przed zarządzeniem terminów wyborów powinny być jasne przepisy wyborcze. Jak mówił Mularczyk, przepisy międzyczasowe Kodeksu są tak skonstruowane, że istnieje możliwość stosowania zarówno przepisów starej ordynacji, jak i Kodeksu wyborczego.

Również pełnomocnik PiS europoseł Janusz Wojciechowski mówił przed Trybunałem, że Kodeks wyborczy zawiera "rażące, drastyczne błędy". I on podkreślił, że na trzy tygodnie przed ogłoszeniem wyborów parlamentarnych nadal nie wiadomo, na jakich zasadach będą przeprowadzone.

Przypomniał, że z ducha konstytucji i orzecznictwa Trybunału wynika zasada "ciszy legislacyjnej", która powinna panować na sześć miesięcy przed wyborami.

"Wprowadzanie całej nowej instytucji, fundamentalnej, rewolucyjnej wręcz, chyłkiem, ukradkiem, bez dyskusji"

"Na co najmniej sześć miesięcy przed wyborami wszystkie reguły muszą być jasne dla wszystkich uczestników procesu wyborczego" - podkreślił Wojciechowski. Tymczasem - jak dodał - najdalej na trzy tygodnie przed zarządzeniem wyborów ani wyborcy, ani partie polityczne nie znają odpowiedzi na zasadnicze pytania, np. czy wybory do Senatu będą jednomandatowe, czy będzie można głosować przez pełnomocników, czy będzie możliwość głosowania korespondencyjnego, czy będzie można używać billboardów.

Skrytykował też tryb wprowadzenia jednomandatowych okręgów w wyborach do Senatu. Według niego, w sposób rażący nadużyto tu trybu poprawki senackiej. "Wprowadzanie całej nowej instytucji, fundamentalnej, rewolucyjnej wręcz, chyłkiem, ukradkiem, bez dyskusji, bez namysłu, to nie jest poprawka, nie można tak procedować" - mówił.

Również dwudniowe wybory - są jego zdaniem - "jaskrawo sprzeczne z konstytucją". Jak mówił Wojciechowski, nie można interpretować słów inaczej, niż wynika to z języka, a konstytucja mówiąc, że "wybory przeprowadza się w dniu wolnym od pracy", używa liczby pojedynczej. Europoseł podkreślił też, że urny wyborcze - w przypadku dwudniowego głosowania - przestają być kontrolowane przez komisje wyborcze i wędrują pod opiekę wójta. Jak mówił, w kontekście możliwych nadużyć jest to tak, "jakby wilkowi powierzyć opiekę nad owczarnią".

Z kolei Mularczyk podkreślił, że dwudniowe wybory dają dużą możliwość "manipulacji frekwencją". Według niego media mogłyby - znając sondażowe wyniki z pierwszego dnia - namawiać do pójścia do wyborów dnia drugiego.

Wojciechowski skrytykował też głosowanie przez pełnomocnika

Wojciechowski skrytykował też głosowanie przez pełnomocnika. Jego zdaniem ustawodawca zamiast pomóc m.in. osobom niepełnosprawnym w wyborach - wykluczył ich. Jak wyjaśnił, instytucja opisana w kodeksie wyborczym nie jest żadnym pełnomocnictwem, bo mocodawca nie ma żadnych gwarancji, jak zagłosuje pełnomocnik. "Po prostu oddaje swój głos innej osobie i ta inna osoba może głosować, jak chce" - zaznaczył. Wojciechowski przypomniał hasło sprzed poprzednich wyborów: "zabierz babci dowód". Dzisiaj - jak mówił - "ustawodawca poszedł jeszcze dalej - zabierz babci głos, będziesz miał dwa, a babcia nie będzie miała żadnego".

Wojciechowski pytał też o zakaz emitowania spotów wyborczych i naklejania billboardów. Zaznaczył, że rządzący mają większą możliwość na przedstawienie swojej narracji, podczas gdy opozycja musi często posługiwać się hasłami. Zakwestionował też szybki tryb uchwalenia poprawki zakazującej spotów. "Po podpis do prezydenta jechano na sygnale jak z krwią do chorego" - ironizował.

O zastrzeżeniach dotyczących jednomandatowych okręgów w wyborach do Senatu mówił zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand. Wskazał ponadto, że jeśli wybory miałyby trwać dwa dni, to oba dni muszą być ustawowo wolne od pracy. Dlatego - mówił - niedopuszczalne jest wprowadzanie do zwykłej ustawy możliwości głosowania w ciągu dwóch dni, z których tylko jeden przypada na dzień wolny od pracy, a drugi na dzień go poprzedzający.

Według niego, sobota formalnie nie może być bowiem uznana za dzień ustawowo wolny od pracy, ponieważ jako taki dzień nie została "narzucona przez ustawodawcę".

Hernand podkreślił również, że według PG wprowadzenie jednomandatowych okręgów w wyborach do Senatu powinno przejść pełną procedurę ustawodawczą, a nie być wprowadzone na drodze poprawki Senatu.

Hernand odczytał też fragment stanowiska prokuratora generalnego, z którego wynika, że uzależnienie zastosowania nowego Kodeksu wyborczego lub starej ordynacji w zależności od daty zarządzenia wyborów przez prezydenta (co zakłada ustawa wprowadzająca kodeks wyborczy) jest niezgodne z konstytucją. Kodeks wyborczy wchodzi w życie 31 lipca, dlatego jeśli wybory mają się odbyć wg nowego prawa, prezydent formalnie zarządzić musi je po tej dacie.