Zamawiający skonfliktowany z wykonawcą łatwiej będzie mógł pozbyć się przedsiębiorcy z placu budowy. Wystarczy, że zarzuci wykonawcy opóźnienie i rozwiąże z nim umowę, a wartość niezrealizowanego zamówienia wyniosła minimum 5 proc. Wtedy przedsiębiorca straci szanse na kolejne zamówienia u tego zamawiającego. Senat zaakceptował uchwalone przez Sejm zmiany bez żadnej poprawki. Nowela trafi do podpisu prezydenta i wejdzie w życie po 14 dniach od ogłoszenia.

Wbrew firmom

Przeciwko zmianie zgodnie oponowały organizacje przedsiębiorców i pracodawców. Zarzucały, że przepis daje zbyt wielką przewagę administracji nad przedsiębiorcami.

– To zaostrzenie przepisów będzie bardzo niebezpieczne dla rynku. Daje zbyt duży luz decyzyjny zamawiającemu. – ocenia Piotr Mazuro, adwokat z kancelarii Mazurkiewicz Wesołowski Mazuro. Wskazuje, że odstąpienie od umowy może mieć różne przyczyny i nie zawsze jest zawinione przez wykonawcę. Często dochodzi do sporu w sprawie sposobu realizacji trwających robót. Najczęściej wykonawca nie chce finansować z własnej kieszeni droższych rozwiązań, które nie były przewidziane w projekcie i wstrzymuje prace do czasu zmiany dokumentacji projektowej i zawarcia umowy na roboty dodatkowe.

Ekspresowe wykluczanie będzie można także stosować do przypadków rozwiązania umowy, które miały miejsce przed wejściem w życie planowanej zmiany (w ciągu 3 lat przed wszczęciem postępowania). Krytykował to Narodowy Bank Polski. Radził, aby wydłużyć okres wejścia w życie zmian albo wprost w przepisach przejściowych wyłączyć możliwość stosowania nowych sankcji do zdarzeń sprzed czasu obowiązywania noweli.

– Tego typu sankcji nie można rozciągać wstecz. Jakkolwiek wyjątkowo dopuszczalne jest nadanie przepisom mocy wstecznej, to jednak przepisy sankcyjne pogarszające sytuację np. przedsiębiorców nie mogą działać wstecz – mówi Piotr Mazuro, adwokat z kancelarii Mazurkiewicz Wesołowski Mazuro.

Obchodzenie przepisów

Firmy z branży budowlanej już zapowiadają, że będą omijać paragraf na nierzetelnych wykonawców.

– Przepisy nie będą szczelne – wskazuje jeden z wykonawców.

Zapowiada, że na wszelki wypadek o przeszłe zamówienia będą się ubiegać firmy słupy zakładane tylko pod konkretny przetarg. Ukryją się za nimi prawdziwi wykonawcy, którzy zgodnie z przepisami wypożyczą im swój potencjał – kadrowy i techniczny. Przekażą im też doświadczenie. W razie sporów z zamawiającym to firmy słupy poniosą odpowiedzialność. Natomiast prawdziwi gracze będą mieć czyste papiery.

– To ma być straszak na firmy realizujące drogi i autostrady. Jednak kij ma dwa końce i zamawiający bardziej na tym stracą, niż zyskają. W razie sporu z zamawiającymi firmy będą uprzedzać ruch zamawiającego i same będą rozwiązywać umowy – tłumaczy wykonawca z branży drogowej.

Wbrew prawu

Prawnicy alarmują, że nowela narusza unijne dyrektywy. – Jest fundamentalnie niezgodna z prawem europejskim. Dyrektywy unijne nakazują wykluczenie przedsiębiorcy, który jest „winny poważnego wykroczenia zawodowego”. Ustawodawcy europejskiemu chodziło więc o wyeliminowanie firm, których zachowanie jest w sposób obiektywny rażąco naganne – wskazuje Grzegorz Wicik, radca prawny z Instytutu Zamówień Publicznych.