– Podejrzewamy, że członkowie komisji dopuszczali się fałszowania dokumentacji, działali nierzetelnie i wbrew interesowi publicznemu. Chcemy, aby prokurator generalny wszczął jedenaście śledztw dotyczących konkretnych orzeczeń – tak komentuje jeden z agentów CBA.

Episkopat próbuje bagatelizować sprawę. Ks. Józef Kloch, jego rzecznik, napisał w specjalnym komunikacie, że tych 11 orzeczeń to zaledwie trzy dziesiąte procent spraw z ponad 3 tysięcy, jakimi zajmowała się komisja.

CBA tłumaczy, że po pierwsze odpowiedzialność wobec większości podejrzanych orzeczeń już dawno się przedawniła, gdyż zostały wydane przed dziesięciu laty i wcześniej. Poza tym mimo silnych podejrzeń, że duchowni byli korumpowani przez osoby, które potem odkupywały przyznane Kościołowi grunty, agenci CBA zrezygnowali z podnoszenia w swoim raporcie zarzutów o korupcję.

– Według naszych analiz nie będzie możliwe stawianie duchownym zarzutów dotyczących korupcji. Nie są funkcjonariuszami publicznymi, poza posługą udzielania chrztów, ślubów i pogrzebów, co wynika z konkordatu – mówi wysoki rangą agent CBA. Podobną opinię wyraża profesor Marian Filar z UMK. – Takie zarzuty byłyby trudne, a nawet niemożliwe do obrony przed sądem. Kodeks karny wylicza, kto jest funkcjonariuszem publicznym i nie wymienia: „duchowny członek komisji” – przyznaje.

Profesor Piotr Kruszyński: – Zgoda, że to trudny problem i prawdopodobnie nie do obrony przed sądem. Ale jeżeli osoba duchowna dysponuje środkami publicznymi, to zarazem pełni funkcje publiczne w rozumieniu art. 115 kodeksu karnego – uważa. Ostateczna kwalifikacja prawna będzie należała do prokuratury, która ma teraz czas na podjęcie decyzji o ewentualnym wszczęciu 11 śledztw.

Doniesienie do prokuratora generalnego jest efektem drobiazgowej analizy dokumentacji Komisji Majątkowej, którą od jesieni prowadzi CBA. Komisję tworzyło 12 osób na równi wskazywanych przez rząd i Kościół. Jej orzeczenia od lat budziły kontrowersje, podobnie jak umocowanie prawne – od jej decyzji nie było odwołania.