Senatorowie PO mówili, że Kodeks wyborczy ujednolica i porządkuje prawo wyborcze; senatorowie PiS określili ustawę jako "bubel prawny", a dwóch z nich - Stanisław Piotrowicz i Piotr Andrzejewski - złożyło wnioski o odrzucenie ustawy.

Sprawozdawca Komisji Samorządu Terytorialnego Janusz Sepioł (PO) tłumaczył, że dzięki wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych do Senatu (taki zapis był w projekcie ustawy i został przez Sejm odrzucony) rozwiązany zostanie problem "marnowania głosów" w tych okręgach, gdzie wybieranych jest więcej niż jeden senator. Jak mówił, w takich okręgach około 25 proc. wyborców oddaje tylko jeden głos zamiast dwóch lub trzech.

Ponadto takie rozwiązanie - przekonywał - pozwoli na to, aby Senat "lepiej odzwierciedlał preferencje polityczne i precyzyjnie oddawał mapę polityczną Polski". Jak mówił, taka procedura wyborcza zwiększy też zainteresowanie wyższą izbą parlamentu, a co za tym idzie - może zwiększyć frekwencję w wyborach parlamentarnych.

"Okręgi jednomandatowe są postulatem wyrażanym przez wiele środowisk. Również PO wpisuje to na swój sztandar, żeby rozszerzać tam, gdzie to jest możliwe i uzasadnione, system wyborów większościowych. Jest to więc element realizacji programu naszego ugrupowania" - powiedział senator PO.

Inna poprawek zakłada rezygnację z zapisu w sprawie pisemnego zawiadamiania wyborców o terminie i rodzaju wyborów, miejscu lokalu wyborczego, w którym można głosować, oraz o tym, jak oddać głos, by był ważny. "Uznaliśmy, że zawiadamianie na piśmie wszystkich wyborców jest - po pierwsze - procedurą drogą, a - po drugie - dość kłopotliwą i mogącą rodzić problemy, jeżeli do kogoś nie dojdzie takie zawiadomienie" - powiedział sprawozdawca połączonych komisji: praw człowieka, praworządności i petycji oraz ustawodawczej Piotr Zientarski (PO).

Przychylono się też do propozycji wykreślenia z kodeksu zapisu umożliwiającego głosowanie osobom niewidzącym za pomocą kart przygotowanych w języku Braille'a. Zientarski argumentował, że wprowadzenie takiej możliwości mogłoby prowadzić w niektórych przypadkach do naruszenia tajemnicy głosowania. Jak mówił Zientarski, w sytuacji, kiedy możliwe jest głosowanie poprzez pełnomocnika, wprowadzanie głosowania za pomocą kart w alfabecie Braille'a jest "nadmiernym wydatkiem i komplikacją".

Senatorowie zaproponowali m.in. ujednolicenie zapisów dotyczących wymagań wobec osób startujących w poszczególnych rodzajach wyborów. Chcą, by radnym nie mogła być osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe. Do tej pory takie ograniczenia obowiązywały w wyborach do Sejmu i Senatu oraz wyborach prezydenckich.

Zaproponowano też kilka zmian dotyczących organizacji pierwszej sesji rad oraz sesji, na których następuje ślubowanie wójta, burmistrza czy prezydenta miasta. "Chodzi o to, by dla wszystkich organów samorządowych wprowadzić jedno rozwiązanie, polegające na tym, że pierwszą sesję nowo wybranej rady zwołuje komisarz wyborczy w ciągu siedmiu po ogłoszeniu wyników wyborów" - powiedział Sepioł.

Senat chce też, by kodeks zaczął obowiązywać w sześć miesięcy od dnia ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Sejm proponował, by stało się to 1 lutego 2011 roku.

Senatorowie PiS, który złożyli w środę wnioski o odrzucenie ustawy tłumaczyli, że jest ona "bublem prawnym". "Od pięciu lat jestem w Senacie. (...) Z takim bublem prawnym jeszcze się nie spotkałem" - powiedział Piotrowicz. Według niego ustawa "jest dotknięta podstawowymi błędami w dziedzinie samej sztuki legislacyjnej".

Według Piotrowicza ustawę cechuje niespójność, różnice terminologiczne dla określenia tych samych instytucji, luki prawne i powtarzanie się tych samych przepisów. W ocenie senatora, tytuł ustawy - Kodeks wyborczy - jest "nieadekwatny do tego aktu prawnego". Zaznaczył, że miano kodeksu jest zastrzeżone dla ustaw regulujących poszczególne gałęzie prawa. "Natomiast ta ustawa nie ma takiego charakteru, stąd właściwszą jest terminologia Prawo wyborcze" - ocenił.