– Mamy przeprowadzać kontrole internetu i wyszukiwać nielegalnie rozprowadzane e-booki. Ale będziemy także kontrolować punkty xero, w których często na masową skalę sprzedaje się wcześniej już skopiowane i obindowane publikacje naukowe – mówi Marek Kabat z HetMana.

9 mln zł strat

Według wyliczeń stowarzyszenia autorów Kopipol rocznie w Polsce kseruje się 5 mln stron, z tego blisko 90 procent to publikacje naukowe. Studenci, zamiast kupować podręczniki czy kodeksy za 30 – 40 zł, mogą je kupić od ręki za 15 – 20 zł w punktach xero rozsiewanych po uczelniach. Wydawnictwa naukowe swoje straty szacują na kilka milionów euro, autorzy raportu o polskim rynku książki przygotowanego na ubiegłoroczny Kongres Kultury Polskiej – przynajmniej 9 mln zł.

– Straty są na tyle poważne, że ten rok wydawnictwa naukowe zamkną średnio z kilkunastoprocentową stratą – mówi „DGP” prof. Jacek Raciborski, prezes wydawnictwa Scholar. Samo Scholar zyski będzie miało mniejsze o 10 procent, Universitatis o 16 procent, a Wydawnictwo Naukowe PWN o prawie jedną piątą.

Straty z masowego kserowania książek rosną tak drastycznie, że w branży mówi się o tym, że już kilkanaście mniejszych wydawnictw stanęło na progu bankructwa.

Wydawcy wojnę czarnemu rynkowi książek naukowych wydali kilka miesięcy temu. Zaczęli od wysłania e-maili z ostrzeżeniem do rektorów uczelni. Potem był oficjalny list do nich wszystkich. Bez skutku. Wreszcie latem powołali Grupę Walczącą o Przestrzeganie Prawa na Uczelniach. W jej skład weszło kilkanaście największych domów wydawniczych, m.in.: Wydawnictwo Naukowe PWN, LexisNexis, C.H. Beck, Scholar, Wolters Kluwer i Universitas. Będą pozwy.

– Proceder, z którym walczymy, jest rozpowszechniony na wszystkich uczelniach – mówi prof. Raciborski.

Będą procesy cywilne

Wydawcy próbują też walczyć z piractwem z pomocą policji. Po sygnałach od Kopipolu w maju tego roku funkcjonariusze z Rzeszowa skontrolowali pięć punktów ksero. Wszędzie znaleźli skany książek i podręczników, a do tego ponad 400 gotowych do sprzedaży kopii z oryginałów książek i podręczników. Były to głównie kodeksy prawa pracy, karnego, cywilnego, europejskiego, spadkowego i handlowego.

Sporadyczne akcje nie powstrzymają jednak piractwa, dlatego wydawcy naukowi ostrzegają, że w ostateczności zdecydują się na procesy cywilne, w których domagać się będą wysokich odszkodowań.

PRAWO

Ściągający książkę z sieci prawa nie łamie, ten, który ją tam umieszcza – tak

Monika Brzozowska, ekspert z zakresu prawa autorskiego

Wydawcy narzekają na masowe kserowanie książek naukowych, uważają to za łamanie prawa i chcą za to pozywać. Mają szansę na sukces?

Moim zdaniem tak, choć to dosyć skomplikowany problem prawny. Prawo autorskie w żaden sposób nie określa, czy kserowanie całej książki, czy tylko jej części jest przestępstwem, a nawet otwiera ku temu pewną furtkę nazywaną dozwolonym użytkiem prywatnym. Polega to na tym, że właściciel książki może ją skopiować w pojedynczych egzemplarzach na użytek własny, a także osób z nim spokrewnionych, spowinowaconych lub osób z kręgu towarzyskiego. Tak więc można skserować całą książkę i prawa się tym nie złamie.

Co oznacza termin „pojedyncze egzemplarze”? Kilka sztuk?

Ten termin, podobnie jak „krąg towarzyski”, nie został doprecyzowany i rozumiany jest potocznie. Tutaj pojawia się art. 35 prawa autorskiego mówiący, że dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Jeżeli książka jest kserowana kilkadziesiąt czy kilkaset razy, ewidentnie te słuszne interesy twórcy, który zarabia na tantiemach, są łamane.

A jak wygląda sytuacja z udostępnianiem e-booków w internecie?

Ściągający taką książkę prawa nie łamie, ale już osoba, która umieściła ją w takiej formie, że została ona wielokrotnie pobrana, łamie wspomniany art. 35, który działa jak klauzula generalna w prawie autorskim.