Komisja Europejska przesunęła zakończenie prac nad dyrektywą o dziełach osieroconych (orphan works) na pierwszy kwartał 2011 roku. Chodzi m.in. o dzieła literackie, filmy, fotografie, ilustracje czy partytury – których twórców nie można zidentyfikować, albo nawet jeśli są znani – nie można do nich dotrzeć (lub do ich spadkobierców). Ponieważ majątkowe prawa autorskie objęte są wieloletnią ochroną – gdy nie można odnaleźć osoby, której przysługują prawa do dzieła, jego wykorzystanie jest praktycznie niemożliwe.

Czekając na dyrektywę

Problem ma rozwiązać dyrektywa, której projekt jest przygotowywany przez Komisję Europejską. Prace nad nim miały zakończyć się w 2010 roku. Tymczasem pojawił się komunikat, że publikację projektu przesunięto na późniejszy termin.

– Prace nad dyrektywą otoczone są tajemnicą. Instytucje bezpośrednio zaangażowane oraz eksperci powinni przynajmniej wiedzieć, w jakim kierunku prace postępują – mówi Róża Thun, posłanka Parlamentu Euro- pejskiego, członek Komisji Kultury PE. Zdaniem posłanki skala problemu jest ogromna: aż 40 procent dorobku artystycznego cierpi z powodu osierocenia. Z powodu braku odpowiednich przepisów nie przeczytamy wielu książek, nie obejrzymy filmów, fotografii. Biblioteki i archiwa nie będą mogły przenosić na nośniki elektroniczne części swoich zbiorów.

Nie dotyczy to tylko Polski. Niemieckie Centrum Filmowe w Berlinie posiada w swoich zasobach 13 tys. tytułów, których nie może zdigitalizować, ponieważ nie można dotrzeć do autorów lub ich następców prawnych.

– Gdyby upubliczniono te dzieła, naruszono by prawo – mówi prof. Alexander Peukert z Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie n. Menem.

Okres ochrony

Dzieła można wykorzystywać bez zgody autora dopiero, gdy miną okresy ochronne. Ogólne zasady wyznacza konwencja berneńska z 1886 r. Na jej podstawie autorowi przysługuje ochrona jego praw majątkowych w trakcie jego życia i przez co najmniej 50 lat po jego śmierci. Polskie prawo – wzorujące się na dyrektywie unijnej – jest bardziej restrykcyjne. Dzieło bez zgody autora (lub jego spadkobierców) można u nas udostępniać publicznie dopiero po upływie 70 lat od jego śmierci, a jeśli twórca nie jest znany – musi minąć siedemdziesiąt lat od daty pierwszego rozpowszechniania utworu. Jeśli więc autor opublikował powieść w 1945 roku, a zmarł w 1980 roku – można publikować jego książkę bez zgody spadkobierców dopiero w 2050 roku.

– Polski wydawca chciał wznowić wydane przed wojną dzienniki Balzaca, ale tego nie zrobił. Nie znalazł osoby, której przysługiwałoby prawo czerpania zysków z tej książki. Taka sytuacja nie jest rzadkością, a w konsekwencji może prowadzić do zaniknięcia danej pracy dla przyszłych pokoleń – mówi dr Sybilla Stanisławska-Kloc z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Osierocone bywają nie tylko dzieła XX-wieczne. Taki status mogą mieć też dzieła powstające w ostatnich latach. Wiele z ich można znaleźć w internecie. Ale nie zawsze można skontaktować się z twórcą.

Damian Flisak, radca prawny z Kancelarii Wardyński i Wspólnicy, uważa, że w projektowanej dyrektywie powinna być określona linia wyznaczająca to, co powinno być chronione prawem autorskim, a co nie powinno. Bibliotekom i archiwom można byłoby przyznać prawo do upublicznienia pewnych treści.