Tylko do jednego z serwisów społecznościowych codziennie przychodzi po kilkanaście e-maili od użytkowników, którzy otrzymali takie wezwania. Przestraszeni pytają, co zrobić.

– Dostałem wczoraj list od kancelarii prawnej, która informuje, że pewna firma zarejestrowała 12 kwietnia 2010 r., że z numeru IP przypisanego do mojego komputera korzystano w celu pobierania nielegalnej wersji gry komputerowej – skarżył się pod koniec września jeden z internautów na portalu poradniczym Legeo.pl i dodawał, że prawnicy reprezentujący autorów gry zażądali 2000 zł odszkodowania.

Nie jest to wcale odosobniony przypadek. Metoda grożenia internautom odszkodowaniami znana z USA jest coraz powszechniej stosowana w Polsce.

– Większość z tych spraw była ukrywana, ale rzeczywiście to coraz powszechniejsza metoda walki z tzw. uplouderami, czyli osobami masowo umieszczającymi w sieci pliki – przyznaje nam ekspert ds. bezpieczeństwa informacji w jednym z portali społecznościowych. Tak właśnie działa choćby jedna z katowickich kancelarii prawnych wynajęta przez tamtejszą Akademię Wychowania Fizycznego, która jest właścicielem praw autorskich do podręcznika do gry w siatkówkę. Książka wydana w ledwie kilkuset egzemplarzach w sieci była ściągnięta ponad tysiąc razy. Wezwania do zaprzestania procederu i zapłaty odszkodowania o wysokości od tysiąca do dwóch tysięcy złotych dostało kilka osób.

To i tak nic w porównaniu z wyliczeniem strat, jakie dostał internauta o nicku spiderfox od innej kancelarii. Za 10 zdjęć, które 3 lata temu pobrał z internetu bez zgody właściciela praw autorskich, dostał żądanie zapłaty 35 tys. zł.

– To procedura zgodna z prawem. Jeżeli poszkodowany potrafi znaleźć winnego i chce dochodzić swoich praw, przedsądowe wezwanie do ugody jest normą. Jedyne, co mogłoby być złamaniem etyki, to straszenie, że jeżeli do ugody nie dojdzie, sprawa zostanie zgłoszona do ścigania karnego – uważa dr Wojciech Machała, ekspert ds. prawa autorskiego.

Na jeszcze bardziej masową skalę ściga internautów Związek Producentów Audio-Video. – Wezwania do zaprzestania udostępniania plików w internecie idą w tysiące – mówi Jan Bałdyga ze związku. – Ci, którzy nie rezygnują z nielegalnego udostępnia plików, składamy zawiadomienia na policję o złamaniu prawa – dodaje Bałdyga.