W Polsce rocznie uznaje się za zaginionych ok. 15 tys. osób. Mieszkanka Wałbrzycha już osiem lat szuka swego męża. Do tej pory kobieta nie wie, czy mężczyzna żyje, czy też zmarł i nie odnaleziono jego ciała. Sytuacja prawna żony zaginionego jest skomplikowana, ponieważ kodeks cywilny wskazuje, że od zaginięcia osoby do uznania jej przez sąd za zmarłą musi upłynąć aż 10 lat, ale gdy osoba w chwili zaginięcia miała 70 lat, wystarczy, że minie 5 lat.

– W czasie tak długiego okresu potrzebnego do uznania za zmarłego problemem jest ponoszenie odpowiedzialności za zadłużenie zaginionych przez ich małżonków – tłumaczy mecenas Zofia Kołakowska, której warszawska kancelaria pomaga rodzinom osób zaginionych.

Przepisy prawa rodzinnego stosowane w odniesieniu do osób zaginionych są oderwane od rzeczywistości. Żona, chcąc uniknąć ewentualnej egzekucji z majątku wspólnego, musi sprzedać nieruchomość czy np. samochód zarejestrowany na męża. Z drugiej strony na takie posunięcie nie pozwala jej kodeks rodzinny i opiekuńczy, gdyż jest to czynność przekraczająca zakres zwykłego zarządu i potrzebna jest zgoda małżonka.

– Jedyną możliwością jest wystąpienie do sądu rodzinnego z wnioskiem o wyznaczenie kuratora dla osoby nieobecnej, który mógłby zarządzać jej majątkiem. Procedura jest jednak długotrwała – mówi Łukasz Koziarski, prawnik z fundacji Itaka Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych, do której rocznie zgłaszanych jest blisko 1500 zaginionych.

Rodziny osób zaginionych mają także problem z blokadą środków zgromadzonych na rachunku bankowym zaginionego. Dostęp do nich zgodnie z prawem bankowym jest możliwy, tylko gdy małżonek lub dzieci posiadają upoważnienie. Bez tego bank nie może wypłacać pieniędzy osobie innej niż posiadacz rachunku. Kłopot pojawia się, gdy zaginiony był jedynym żywicielem rodziny.

– Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie klauzul do umowy rachunku bankowego przewidujących dostęp do konta dla najbliższych osób w przypadku dłuższej niż 30 dni nieobecności posiadacza, potwierdzonej zaświadczeniem zaginięcia z policji – zauważa Łukasz Koziarski.

Niekorzystną sytuację rodzin pogłębia brak natychmiastowego działania i zgłoszenia zaginięcia na policję. Z doświadczeń pracowników fundacji Itaka wynika, że w naszym kraju nadal pokutuje przeświadczenie o istnieniu przepisu pozwalającego zgłosić ten fakt po upływie 48 godzin. Zdarzało się, że rodziny zaginionych, szczególnie w małych miejscowościach, były tak instruowane przez policjantów.

– Poszukiwania osób zaginionych są prowadzone na podstawie zarządzenia 352 komendanta głównego policji, z którego jasno wynika, że policja jest zobowiązana do podjęcia działań zaraz po zaginięciu. Nie ma nigdzie określonego czasu, jaki musi upłynąć od chwili stwierdzenia zaginięcia do rozpoczęcia poszukiwań.

Zarządzenie nie ma jednak mocy powszechnie obowiązującej, bo jest aktem o charakterze wewnętrzno-organizacyjnym, i obywatel nie może wywodzić z niego skutków prawnych.

Niepracujące żony i dzieci zaginionego nie mogą się starać o rentę rodzinną po osobie, która nie została uznana za zmarłą. Jedyną możliwością jest wystąpienie o przyznanie renty w trybie szczególnym, ale ZUS nie informuje o tym. Rodziny w rzeczywistości mogą przez 10 lat liczyć tylko na drobne świadczenia z opieki społecznej.