Gdański Zakład Komunikacji Miejskiej stał się trzecim na polskim rynku, w ciągu 10 lat, emitentem obligacji przychodowych, po bydgoskich Miejskich Wodociągach i Kanalizacji oraz Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Łodzi. MWiK przystąpią za chwilę (październik 2010) do wykupu pierwszej transzy obligacji. Z kolei pierwsze dwie transze gdańskich obligacji zostały właśnie objęte przez agentów emisji: Pekao SA i Nordeę SA Nowy emitent mógł więc już skorzystać z doświadczenia poprzedników.

– Emisję obligacji przychodowych oceniam jako dobre rozwiązanie naszych problemów. Wprawdzie w trakcie realizacji inwestycji ceny wody i ścieków musiały wzrastać o 11 – 12 procent rocznie, co nie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem przez mieszkańców, ale po zakończeniu prac zaczną one spadać – opowiada Konstanty Dombrowicz, prezydent Bydgoszczy. Dodaje, że obecnie władze samorządowe zastanawiają się, jak wykorzystać ten instrument do budowy linii tramwajowej.

Plusy i minusy

Po 10 latach od chwili nowelizacji ustawy o obligacjach można pokusić się o pewne wnioski i pytania. Przede wszystkim nasuwa się pytanie dlaczego tak mało gmin zdecydowało się na emisje tego typu obligacji, skoro eksperci twierdzą, iż stanowią one znakomity instrument finansowania usług użyteczności publicznej? Jakie przyczyny utrudniają ich emisje?

Wszystkie trzy spółki podkreślają, iż podstawowa trudność polega na konstrukcji samego programu. Obligacje przychodowe spełniają swą rolę, gdy środki pochodzące z emisji finansują duże i wieloletnie inwestycje. Uważa się, że usługi publiczne, typu dostarczanie wody, transport czy odprowadzanie i oczyszczanie ścieków, charakteryzują się dużą przewidywalnością i niskim ryzykiem biznesowym, ale w praktyce pojawiają się pewne zagrożenia, które nie do końca zostały przetestowane na naszym rynku. Właścicielami spółek pozostają gminy i to one decydują o warunkach generowania odpowiednich przychodów przez zależne podmioty. Wprawdzie proces zatwierdzania wysokości stawek za wodę został sformalizowany, ale nie znaczy to, że rada miasta nie ma nic do powiedzenia. Może bowiem na ich wzrost się nie zgodzić. Podobnie dzieje się ze świadczeniem usług transportowych w gminie i podpisaniem na nie umowy ze spółką. Oznacza to, że o warunkach przychodów spółek mogą decydować względy polityczne.

Bezpieczna polityka

Emitenci zabezpieczyli się przed taką sytuacją, podpisując z miastami umowy wsparcia dla programów inwestycyjnych. Zawierają one nie tylko możliwość dokapitalizowania spółki, ale też pozostawienie dywidendy w spółce, zwolnienie z podatku od nieruchomości czy z innych opłat. Nie są to jednak nieodwołalne gwarancje. Niekoniecznie też, jak w przypadku ZKM, musi to być umowa wsparcia, w której miasto gwarantuje zapłatę za usługi przewozowe oraz zwrot poniesionych przez spółkę kosztów, bez dodatkowych zobowiązań. Dlatego dla inwestorów najważniejszym zabezpieczeniem pozostaje specjalnie wydzielony rachunek w spółce, tzw. rachunek przedsięwzięcia, na który wpływają przychody z inwestycji. W przypadku bydgoskich miejskich wodociągów i kanalizacji oznacza to modernizację sieci i oczyszczalni ścieków, dlatego też na wydzielone konto wpływają środki ze wszystkich świadczonych usług. Podobnie jest w przypadku Zakładu Komunikacji Miejskiej, ponieważ inwestycja polega na zakupie tramwajów i autobusów. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku łódzkiego miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego, który w programie emisji wyraźnie określił cel: budowa Łódzkiego Tramwaju Regionalnego i tylko z tego tytułu powinny wpływać środki z budżetu miasta na wydzielone konto. Możliwość wypłaty z tego konta istnieje tylko wtedy, gdy wpływy przewyższają zobowiązania inwestorów. Ryzyko związane z realizacją inwestycji zmusza też do przyznania im prawa pierwszeństwa przed innymi wierzycielami w razie upadłości.