Sejm uchwalił ustawę o współpracy Rady Ministrów z Sejmem i Senatem w sprawach unijnych. Regulacja ta jest konsekwencją wejścia w życie 1 grudnia ubiegłego roku traktatu lizbońskiego, który wzmocnił rolę parlamentów narodowych. W związku z tym Sejm i Senat mają prawo wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości UE ze skargą przeciwko Komisji, jeśli rozporządzenie lub dyrektywa narusza zasadę pomocniczości (tj. koniczność rozwiązywania problemów na możliwie najniższym szczeblu, np. w gminie, a nie w ministerstwie). Obecnie rozszerza się tę kontrolę parlamentu na akty dotyczące współpracy policyjnej i sądowej. Najwięcej kontrowersji wzbudziła kwestia ratyfikacji aktów prawnych UE przez prezydenta. Zdaniem prof. Cezarego Mika z Biura Analiz Sejmowych rola głowy państwa nie powinna polegać jedynie na złożeniu podpisu, ale także na zatwierdzeniu aktu. Innego zdania był przedstawiciel rządu – podsekretarz stanu w MSZ Maciej Szpunar. W ostatecznej wersji jednak pominięto aktywną rolę prezydenta w tej sprawie.

Niektóre ważne decyzje Rady Europejskiej będą wymagały uchwalenia przez Sejm ustawy i podpisania jej przez prezydenta. Dotyczyć to będzie głosowań na zasadzie większości kwalifikowanej, tworzenia wspólnej polityki obrony oraz decyzji w sprawie zwalczania poważnej przestępczości transgranicznej.

Ustawa reguluje także sposób ratyfikacji unijnych aktów prawnych i procedurę wystąpienia z Unii. Zgodnie w wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawach dotyczących legislacji unijnej, Sejm i Senat mają takie same prawa. Teraz ustawa trafi do Senatu.