Kwotę 50 tys. zł powodzianom, których firmy zostały zniszczone przez klęskę, ma pożyczyć państwo, a dokładniej fundusze pożyczkowe. Jeśli przedsiębiorcy spełniliby warunki (cała sumę przeznaczyli wyłącznie na usunięcie szkód, a następnie przedstawili funduszowi faktury dokumentujące wydatki), pożyczki zostałyby w całości lub w znacznej części umorzone. Takie rozwiązanie, zawarte w projekcie ustawy o wspieraniu przedsiębiorców dotkniętych skutkami powodzi z maja i czerwca 2010 r., zostało jednak zakwestionowane i podczas czytania ustawy w sejmie, i na wczorajszym posiedzeniu komisji.

– Suma 50 tys. zł rodzi moje wątpliwości. Lepiej byłoby ją podnieść do 100 tys. zł! – postulował podczas posiedzenia poseł Edward Siarka. Nie zyskał jednak poparcia i kwota w wysokości 50 tys. zł została zatwierdzona przez komisję. – Nie zaproponowaliśmy większej sumy, ponieważ obawiamy się, że rezerwy z budżetu państwa okażą się niewystarczające – tłumaczył Rafał Baniak, wiceminister gospodarki. Co ciekawe, sytuację tę doskonale rozumieją członkowie organizacji Pracodawcy Rzeczpospolitej Polskiej i projekt ustawy opierają. – Oczywiście kwota np. 200 tys. zł stanowiłaby lepszą pomoc, ale to za bardzo obciążyłoby budżet państwa – skomentował pomysł posłów Piotr Rogowiecki, ekspert Pracodawców RP.

Członkowie komisji uznali, że niezbędne jest wprowadzenie do projektu ustawy odrębnego przepisu o gospodarstwach agroturystycznych, które również będą mogły się ubiegać o pożyczkę. Zgodnie z zawartymi w projekcie rozwiązaniami z kręgu osób, które otrzymają 50 tys. zł, zostali wykluczeni przedsiębiorcy prowadzący działalność wytwórczą w rolnictwie w zakresie upraw rolnych oraz chowu i hodowli zwierząt, ogrodnictwa, warzywnictwa, leśnictwa i rybactwa.

1,6 tys. firm zostało poszkodowanych przez powódź