Zamiast apartamentu z tarasem i widoku na morze ciasny pokoik z okienkiem wychodzącym na śmietnik. Zamiast wyjścia z bungalowu bezpośrednio na piaszczystą plażę – trzykilometrowy spacer, by rozłożyć ręcznik na kamienistym brzegu. Co roku kilka tysięcy Polaków – eksperci szacują ich liczbę od pięciu tysięcy w górę – skarży biura podróży. Większość spraw załatwiana jest polubownie przed rozprawą w sądzie. A wszystko dzięki tzw. tabeli frankfurckiej, przekornie czasem nazywanej biblią niezadowolonych turystów.

Tabela nie ma żadnej mocy prawnej. Została sporządzona na zlecenie Izby Cywilnej Sądu Krajowego w Niemczech. Już w 2003 roku polski UOKiK uznał ją za podstawę do rozstrzygania sporów między biurami podróży a klientami i stała się prawem zwyczajowym.

Piotr Czorniej z biura Exim Tours przyznaje, że pod naciskiem Państwowej Inspekcji Pracy i urzędów marszałkowskich firmy turystyczne coraz częściej sięgają po tabelę, aby za jej pomocą oszacować, ile pieniędzy powinny zwrócić. Jeśli pokój, w którym zamieszkał klient na wczasach, był mniejszy, niż podano w ofercie – do 10 proc. ceny wycieczki, albo nie działała w nim klimatyzacja – do 20 proc. ceny.

– Odszkodowania według tabeli i tak wychodzą taniej niż walka z klientami w sądzie – przyznaje niechętnie Czormiej. I dodaje, że jeszcze taniej dbać o wyższą jakość usług.

Wojciech Michalski, wyjeżdżając na wczasy, prócz aparatu fotograficznego od trzech lat bierze ze sobą krawiecką miarkę i wzór druku reklamacyjnego z biura podróży. Już trzy razy skarżył się na jakość usług oferowanych przez firmę turystyczną. I trzy razy otrzymał odszkodowanie. Wystarczyło, że pokazał zdjęcia pracującej na terenie hotelu koparki. A centymetr posłużył do zmierzenia odległości z budynku do basenu – większej, niż podano w ofercie. – Planując wakacje na tzw. odzysk, wybierajmy duże zagraniczne biura. Łatwiej się z nimi dogadać – mówia Michalski.