Wszystkie przypadki łamania praw zwierząt bez konsekwencji dla sprawców zebrała z ostatnich pięciu lat w swoim raporcie Fundacja dla Zwierząt Argos.

Właściel nic nie wie

Rok 2004. Do prokuratury wpływa zawiadomienie, że ze schroniska w Krzyczkach zniknęło 125 psów. Postępowanie zostaje umorzone. Prokuratura nie ustaliła, kto odpowiada za nieznany los zwierząt. Dwa lata później media ujawniają, że za ogrodzeniem schroniska znaleziono zakopane psy. Wtedy do sądu trafia akt oskarżenia przeciwko prowadzącym schronisko. Ale do Krzyczek nadal wysyłane są bezdomne psy łapane w Pruszkowie. Prokuratura uznała, że takie postępowanie prezydenta Pruszkowa było „nakierowane na osiągnięcie konkretnych celów w zakresie szeroko rozumianej ochrony środowiska”.

Inna sprawa dotyczy jednego z łódzkich schronisk. W latach 2003 – 2004 przebywało w nim dwa razy więcej psów, niż dopuszczały normy. W efekcie cztery zwierzęta na dziesięć ginęły. W śledztwie uznano, że zagryzanie się psów jest zjawiskiem nagminnym, ale postępowanie umorzono. Śledczy uznali, że właściciel schroniska nic nie wie o naruszeniu tam przepisów ustawy o ochronie zwierząt.

Wreszcie w ubiegłym roku do prokuratury w Grójcu wpłynęło zawiadomienie o nieznanym losie ok. 3000 psów wyłapanych w mazowieckich gminach. Kilkadziesiąt z nich odnaleziono w stodole w miejscowości Krężel. Były tam i żywe, i martwe zwierzęta. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa. Nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego.

– Opisujemy faktyczne przypadki tego, co się dzieje z bezdomnymi zwierzętami, za publiczne pieniądze – tłumaczy w rozmowie z „DGP” Tadeusz Wypych. Liczy, że publikacja nie zostanie bez echa. – Przykłady orzeczeń prokuratur i sądów, które są wbrew elementarnym faktom i poczuciu przyzwoitości, muszą wywołać reakcję organów państwa – uważa Wypych.