Adrian Furgalski

dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR

Kiedy słyszymy w mediach informację o drogach, zazwyczaj chodzi o autostrady i drogi ekspresowe, a więc drogi zarządzane przez administrację państwową, czyli Generalną Dyrekcję Dróg Publicznych. Drogi te stanowią jedynie 5 proc. spośród ok. 383 tys. km dróg publicznych w Polsce, ale przenoszą połowę ruchu. Jednak na co dzień większość z nas nie korzysta przecież z autostrad, ale wpada w drodze do pracy w dziurę na drodze zarządzanej przez samorząd.

O ile jakość dróg krajowych ulegała poprawie w ostatnich kilku latach i dzisiaj w stanie dobrym jest ok. 52 proc. z 18,5 tys. tych dróg, o tyle zaniedbania na drogach samorządowych są tak duże, że ich likwidacja zajmie kilkadziesiąt lat, jeśli nie zostanie stworzony mechanizm ich finansowego wsparcia ze strony budżetu państwa. W 2009 roku na drogi krajowe państwo wydało 18,5 mld zł (planowane wydatki – 32 mld zł), podczas gdy wszystkie samorządy na przeszło 20 razy większą sieć swoich dróg ok. 15 mld zł. Nawet w bogatej Warszawie, Zarządowi Dróg Miejskich troszczącemu się o część ulic w ciągu siedmiu lat udało się gruntownie wyremontować dopiero 380 km ulic, a więc połowę.

Od 2008 roku Sejm dokonał i w miarę aktualnych potrzeb wciąż dokonuje niezbędnych zmian w prawie związanym z prowadzeniem inwestycji drogowych. Uproszczeniu uległy procedury przetargowe, by wspomnieć fakt, że drobne błędy pisarskie czy rachunkowe, nie są już podstawą odrzucania ofert, co często narażało samorządy na większe koszty. Niewątpliwie dla miast, gdzie mamy do czynienia z intensywniejszą zabudową, ważne było w 2006 roku włączenie dróg samorządowych pod rozwiązania ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych, co ułatwiło proces wywłaszczania. Szwankuje koordynacja rozwoju sieci drogowej, jednak największym problemem są możliwości finansowania zadań na drogach. Niedostateczne finansowanie spowodowane jest przerzuceniem go w całości w 1999 roku przy reformie samorządowej na budżety jednostek samorządu terytorialnego. W efekcie uniemożliwia to, zwłaszcza na drogach powiatowych, większe inwestycje. Problemem jest też utrzymanie, co pokazała miniona zima. Problem pogłębia fakt, że część jednostek samorządu zbliżyła się w poziomie zadłużenia do ustawowych górnych limitów. Bogatsze województwa czy miasta narzekają z kolei, że mając dużo zadań inwestycyjnych muszą oddawać sporą część swoich dochodów innym samorządom w postaci tzw. janosikowego.

Rozumiejąc ten problem, rząd przyjął w 2008 roku Narodowy Program Przebudowy Dróg Lokalnych 2009–2011, którego istota polega na przekazaniu samorządom na zadania drogowe corocznie 1 mld zł, pod warunkiem dołożenia przez nie drugiego 1 mld zł. Dzięki temu nowemu mechanizmowi w 2009 roku samorządy przebudowały ponad 1,9 tys. km oraz wyremontowały prawie 650 km dróg lokalnych. Udało się także wybudować około 170 km nowych dróg. Oprócz tego wsparcia, częściowym złagodzeniem problemu jest rezerwa drogowa subwencji ogólnej. W 2010 roku jest to jednak jedynie 325 mln zł, z przeznaczeniem głównie na zadania inwestycyjne, związane z budową lub przebudową obiektów mostowych. To jednak wciąż mało.

Docelowo zwiększeniu powinien ulec limit 3 mln zł, który może zostać przyznany na inwestycję drogową w ramach Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych. Stopniowo, corocznie powinien być zwiększany procent podatku akcyzowego (dzisiaj 18 proc.) zawartego w cenie paliwa, który przeznaczany jest obecnie na rozwój infrastruktury transportu lądowego i kierowany także na rozbudowę infrastruktury samorządowej. Sprzyjać temu mogła prawdopodobnie zarzucona już koncepcja przekazania samorządom wojewódzkim zadania utrzymania i zarządzania drogami krajowymi (z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych), co wiązać się miało z przekazaniem dodatkowych środków finansowych. Może jednak wraz z finalizacją programu budowy dróg krajowych, większa część środków powinna być kierowana na drogi samorządowe?