Dziś taki piknik może zakończyć się nieprzyjemnie – wizytą straży miejskiej i nawet tysiącem złotych grzywny. Bo to w końcu „bezprawne wkroczenie na pas miejskiej zieleni”. Autorzy projektu zmian w kodeksie wykroczeń twierdzą, że to zbyt rygorystyczne przepisy. – Ludzie muszą mieć możliwość położenia się na trawie bez strachu, że ktoś im zaraz wlepi karę. Każdy powinien mieć szansę poopalać się, zrobić sobie przerwę od pracy i wypocząć na kawałku zieleni – mówi „DGP” Stanisław Pięta, poseł PiS z Bielska-Białej. To on pojutrze w Sejmie zda sprawozdanie z prac nad propozycjami zmian w prawie. Jak twierdzi, to wyjście naprzeciw potrzebom zestresowanym mieszkańcom miast.

Zmiana rygorystycznego prawa miałaby nas przybliżyć do krajów Europy Zachodniej, gdzie wiele osób korzysta dla odpoczynku w publicznej zieleni. W Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii często w czasie przerw w pracy lub w weekend korzysta się z miejskich trawników, grając w piłkę, badmintona czy po prostu wypoczywając. W Polsce to nadal bardzo rzadki widok, bo taki sposób spędzania wolnego czasu jest karalny.

Wykroczeniem ma już nie być także wypuszczanie na miejskie trawniki zwierząt domowych, czyli np. psów – efektem zmiany prawa ma być swobodna i niczym nieograniczona możliwość korzystania z trawników miejskich. Zdaniem posła Pięty wszystko wskazuje, że projekt zostanie przyjęty, bo nie budzi kontrowersji. Jednak podkreśla, że warunkiem uwolnienia polskich trawników będzie zgoda gminy. To władze samorządowe będą musiały wyznaczyć na swoim obszarze tereny przeznaczone dla celów rekreacyjnych. – Właściciel skweru czy parku powinien sam zdecydować, czy chce, żeby na jego trawie robić pikniki, czy też nie. Nie jestem przeciwny chodzeniu po trawniku, ale są sytuacje, w których się nie powinno. Jednak uważam, że powinien o tym decydować dobry obyczaj, a nie paragrafy, więc nie powinno być karania za piknik na trawie – uważa poseł Marek Wikiński (SLD) z komisji Przyjazne Państwo.