Życie przeszło i nigdy nie byłem w Miedonii i Kępie Polskiej, które odpłynęły gdzieś ze świadomości razem z komunikatami o stanie wody na najważniejszych rzekach Polski.

I co to komu przeszkadzało. Owszem, mieszkałem z dala od Miedonii i Zawichostu, ale czułem jakąś solidarność z mieszkańcami Włodawy, gdy poziom Bugu rósł tam niebezpiecznie.

Pomyłka w diagnozie

Teraz znów zalało koło Kępy Polskiej i trudno dociec – czy przez brak komunikatu, czy przez naturę Kępy Polskiej, która jak była nieumocniona, to i taką pozostała.

Starość przywołuje obrazy zalanego osiedla w Kozanowie. Ktoś wymyślił budowę bloków między rzekami czy niżej rzek, dość że Kozanów kiedyś zalało. Minęły lata. Nie starczyło, by poznać nazwisko projektanta, który kazał ludziom tam mieszkać, choć przecież nie kazał, bo sami się wprowadzili. Procesu nie było, kar nie wymierzono, ale wały chyba przecież zbudowali. Nie zbudowali.

Ale dlaczego nie zbudowali, skoro pamięć podpowiadała okrutne obrazy.

Nie zaleje – oświadczył przedstawiciel władzy i odetchnąłem, choć nigdy w Kozanowie nie byłem. Zalało. Dzięki telewizji obejrzałem, jak zalewało, przerywając kupkę worków, które ułożono przed zapewnieniem.

Z pewnością nie pojadę do Kozanowa, co do Miedonii – ciągle się zastanawiam.

Pani prezydent zawiadomiła w telewizji, że kazała kupić trzydzieści tysięcy worków. Dzień później kupiła dalszych sto tysięcy. Pomyłka w diagnozie czy nieprzewidywalna sytuacja?