– W większości były to wnioski złożone przez policję – mówi „DGP” William Echikson, dyrektor komunikacji Google’a na Europę. Nie chce jednak zdradzić, w ilu przypadkach amerykański koncern udostępnił te dane.

Google jest w posiadaniu prawdopodobnie największej bazy informacji o setkach milionów internautów z ponad 100 krajów. Rządy tych państw dałyby wiele, by mieć do tych informacji dostęp. I dlatego rządy coraz częściej próbują wyciągać od Google’a adresy IP, czasy logowań, treść e-maili, a nawet historię wyszukiwanych przez internautów fraz. Tych prób jest już tak wiele, że amerykański koncern zdecydował się ujawnić, kto i ile razy chciał pozyskać taką wiedzę o rodzimych internautach.

Kilka dni temu Google uruchomił Government Requests, specjalne narzędzie, które pokazuje liczbę zapytań o dane oraz wniosków o ocenzurowanie treści, jakie koncern dostał między 1 lipca a 31 grudnia 2009 r. – W 2002 r. tylko cztery państwa wnioskowały do nas o takie dane. Teraz jest ich już ponad 40, a i liczba wniosków rośnie z miesiąca na miesiąc – mówi Echikson. W omawianym okresie było ich łącznie ponad 10 tys. i Google uznał, że to na tyle dużo, że trzeba o tym powiedzieć. Koncern nie upublicznił tylko statystyk dotyczących Chin, gdyż tego typu dane są tam traktowane jak tajemnica państwowa.

Okazuje się, że najaktywniejszym krajem była Brazylia, która 3954 razy zwróciła się do Google’a. Następne były USA (3703), Wielka Brytania (1225) i Indie (1203). Polski rząd, choć nie występował o ocenzurowanie treści, z 86 wnioskami o udostępnienie danych zajął 11. miejsce w tym rankingu. – Oczywiście w porównaniu z najbardziej aktywnymi państwami to nie za dużo, ale mimo wszystko te wnioski są i ich liczba wzrasta – mówi Echikson. Przyznaje, że nie dotyczą one wcale tylko pojedynczych osób. Bardzo często są to pytania grupowe o kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu użytkowników. – Nie możemy ujawnić, jak wiele z tych wniosków rozpatrzyliśmy pozytywnie. Oczywiste jest, że musieliśmy to zrobić, jeżeli chodziło o takie przestępstwa, jak pedofilia czy szerzenie treści nazistowskich – dodaje dyrektor Google’a.

Powód takiego zainteresowania policji internetem jest prosty. Po pierwsze to coraz większa skala cyberprzestępczości. Według danych policji w ubiegłym roku dostawała ona średnio 20 zgłoszeń o popełnieniu przestępstwa w sieci dziennie. Po drugie nawet zwykli przestępcy zostawiają po sobie coraz więcej śladów w sieci. Policja niechętnie wypowiada się na temat wniosków o dane internautów. Wiadomo jednak, że regularnie stara się ich tam sprawdzać. – Kiedy dochodzi do przestępstwa, pierwsze, co robimy, to googlujemy potencjalnych winnych, a potem szukamy ich na Naszej-Klasie. To prawdziwa kopalnia wiedzy o ludziach – przyznaje Maciej Zajda z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

Google zapowiada, że dane o wnioskach od rządów będzie na bieżąco aktualizował.

Adres narzędzia Government Requests: http://www.google.com/governmentrequests/